Czytając i oglądając na Innej Stronie kolejne artykuły serii "Mistrzowie erotycznej fotografii" przypomniał mi się epizod, istotny w sporze o to, kto pierwszy wykorzystał wynalazek fotografii do erotycznej stymulacji zmysłów. Wiadomo, że tak popularne dziś "fotki" mają bardzo długą tradycję. W Muzeum Erotyki w Berlinie (tuż koło Dworca ZOO) obejrzeć można całą kolekcję fotogramów z początku wieku. Jeszcze wcześniej, sporządzano rysunki lub malowane obrazki. Na wielu dworach, takie malunki służyły do uświadamiania młodzieży męskiej. Niektóre wizerunki, przedstawiające kopulujące pary liczą sobie wiele setek lat i pochodzą z odległych obszarów kulturowych.
Ale kto pierwszy wpadł na pomysł fotografowania wdzięków młodych chłopców? Jestem zdania, że w tej dziedzinie, palma pierwszeństwa należy się bezspornie królowi Bawarii Ludwikowi II, zwanemu też "Baśniowym Królem". Postać Ludwika spopularyzował film, nakręcony przez słynnego włoskiego reżysera Lucchino Visconti z Helmutem Bergerem w roli głównej. Z okresem jego panowania najbardziej kojarzy się zamek Neuschwanstein na południu Bawarii, który posłużył jako wzór do podobnej budowli w amerykańskim Disneylandzie, przyjaźń z słynną Sisi - żoną cesarza Austrii Franciszka Józefa, opery Wagnera i wreszcie tragiczna śmierć w wodach jeziora Starnberg w 1886 roku w wieku zaledwie 41 lat.
Ale - cóż ma wspólnego panowanie bajkowego króla z fotkami nagich chłopców? Otóż od lat nie milkną plotki o tym, że król miał bardzo silne skłonności homoseksualne. Ponieważ monarcha był ekscentrykiem i przez wiele lat żył w swych zamkach w izolacji od świata, plotki urosły do rozmiarów legendy. Nawet w filmie Viscontiego znajdujemy niejedną aluzję. Miejscowi ludzie opowiadali, jak to król jeździł zimą pysznymi saniami po przepięknej, alpejskiej okolicy w towarzystwie młodych forysiów (sług zajmujących pojazdami konnymi) i co działo się potem, na postojach i w zajazdach.
Kilka lat temu, monachijski antykwariat Hartung & Hartung wystawił na aukcję 26 odnalezionych listów króla Ludwika II do jego masztalerza (dostojnika, odpowiedzialnego za królewskie stajnie), nazwiskiem Karl von Hesselschwerdt. Ale nie tylko stajniami zajmował się ów pilny dworzanin, lecz także stręczycielstwem. Dostarczał monarsze coraz to nowych chłopców, a dla uśmierzenia podniety zmysłów - ich nagich fotografii. Pisze Ludwik do Hesselschwerdta: "Zatroszcz się o to, żeby A. Welker dał się sfotografować już jutro (dyskretnie), daj mu 500 marek i zapytaj, czy o mnie myśli. Powiedz mu, aniołkowi, jak bardzo cieszę się znów go zobaczyć na zamku Linderhof". Najprawdopodobniej, ubóstwiany przez Ludwika chłopak nazwiskiem Welker był najzwyczajniejszym heterykiem i wzbraniał królowi dostępu do swych wdzięków, bowiem niedługo potem dochodzi do awantury tak gwałtownej, że biedny chłopak został aresztowany. O zemście Ludwika dowiadujemy się z listu, w którym pisze do swego stręczyciela: "Weź pod uwagę, że im surowszej kary zażądasz dla niegodnego, tym bardziej złagodzisz mój gniew przeciw tobie, na który wieloma powodami zasłużyłeś". Dziś powiedzielibyśmy, że dla swej uciechy, król łamał nie tylko prawa człowieka (takowe wtedy nie istniały), ale też najzwyczajniej niszczył niewinnego młodzieńca. Cóż za obrzydliwy charakter!
Welker nie był jedyną ofiarą fotograficznej manii Ludwika II Bawarskiego. Z listów dowiadujemy się o istnieniu niejakiego Balduina. Hesselschwerdt ma mu przekazać że (król) "wiele o nim myśli, marzy i tęskni znów go zobaczyć i ma nadzieję na spotkanie w przyszłą niedzielę. Jeśli zaś ma czas, niech da się sfotografować w większym formacie". O co chodziło z tym "większym formatem"? Czy tylko o wielkość zdjęcia, czy detali na nim? Tego się już nie dowiemy... Balduin jednak okazał się tak bezczelny i niewdzięczny, że pozwolił sobie na niewybredne dowcipy na temat skromnych rozmiarów królewskiej męskości. Rozwścieczony Ludwik pisze: " Balduin jest zawistnikiem, wiem o tym dobrze. Wytłumacz mu, że jeśli się nie pohamuje, nie będzie mógł zostać". Sprytny masztalerz Hesselschwerdt doskonale wiedział, jakich chłopców wyszukiwać dla swego królewskiego pana. W tej mierze, gusta nie zmieniły się do dziś. Ludwik preferował chłopaków męskich, silnie owłosionych. Pisze więc Ludwik: "Dowiedziałem się wcześniej, że Schanderl ma duży zarost na twarzy i często musi się golić. Przyjrzyj mu się dyskretnie, może i gdzie indziej zarost jest podobny". I dalej: "Piszesz mi nadto, że u Josepha też coś wyrosło, to prawda, musi być o wiele ciekawiej niż wtedy u Krumpera. Złóż kolejny meldunek i obejrzyj sobie także Nieblera bez wzbudzania podejrzeń. A jaki jest Heizer Nagler? I zawsze ostrożnie!"
Cytowane listy wystawione zostały na aukcję za 120 tysięcy marek. Kto je kupił - nie wiem. Ich publikacja wywołała w Bawarii prawdziwy skandal. Dynastia Wittelsbachów, do której należał król-gej, rządziła tam przez 700 lat. Monarchistycznie nastawionym Bawarom wprost w głowie nie mogło się pomieścić, że "zboczeniec" mógł zasiadać na ich tronie i byś obiektem uwielbienia przez tyle generacji. W poważnym piśmie "Süddeutsche Zeitung", krytyk Rudolf Reiser wysunął tezę, że Ludwik nie był dzieckiem z prawego łoża. Bo przecież "homoseksualista w takiej porządnej rodzinie? Niemożliwe!"
Janusz Marchwiński