Przed sądem w San Francisco dobiegł końca proces, który odmienić może oblicze internetu. Wielomiesięczna sądowa przepychanka przeciwko giełdzie bezpłatnej wymiany plików muzycznych w sieci "Napster" to pierwsza, zakończona sukcesem próba wprowadzenia cenzury w internecie i ochrony w nim praw autorskich. Jaki padł wyrok - wszyscy wiemy. Co to jest "Napster" - to także już żadna tajemnica. Ale kto kryje się za tą nazwą?
"Napster" to zaledwie 20-letni Shawn Fanning - dla jednych genialny współwynalazca Mp3 i jedna z najwybitniejszych postaci ery internetu, dla innych - złodziej i kryminalista. Na ubiegłorocznej liście najbardziej wpływowych osobistości świata show-biznesu, ogłaszanej przez "Entertainment Weekly", Fanning wraz z swym starszym partnerem Hank Barrym zajął szóste miejsce. W uzasadnieniu napisano, że 20-sto latek "rozpętał rewolucję w muzyce, której efekty przerastają osiągnięcia Elvisa i Beatlesów".
Obiekcje szefów wielkich koncernów muzycznych i organizacji, takich jak RIAA, BMG czy Sony Music wobec technologii Mp3 są (moim zdaniem) uzasadnione. Wszak utwór, który załadować można bezpłatnie z sieci, ma swoją wymierną wartość materialną i prawnych właścicieli. Nielegalny obrót utworami muzycznymi w internecie przynosi firmom miliardowe straty. Na dodatek, Mp3 nie jest wcale wynalazkiem amerykańskim. Technologia ta powstała w Niemczech, gdzie w niewielkim mieście Erlangen mieści się Fraunhofer Institut. Naukowcy z instytutu i twąrcy Mp3, zaskoczyli zresztą wszystkie strony zaangażowane w spór o "Napstera" informacją, że podczas targów komputerowych w Hanowerze CeBIT (22 - 28 marca), przedstawią skuteczne zabezpieczenie plików muzycznych przed pirackim kopiowaniem. W każdym pliku Mp3 znajdować się będzie niewielki programik, rodzaj "znaku wodnego", którego usunięcie pogorszy dramatycznie jakość odtwarzanej muzyki. Oznakowanie plików umożliwi także identyfikację źródła i celu przesyłanych plików i dotarcie do konkretnych osób, trudniących się piractwem.
Shawn Fanning, którego oszałamiająca kariera z pucybuta do milionera jest przykładem możliwości, jakie kryją się e tzw. eCommerce, ma z pewnością ogromne i współmierne do talentu możliwości. Ale "Napster" - to już chyba przeszłość. Po sądowych porażkach, firma walczy o przetrwanie. Kilkanaście dni temu, świat obiegła wiadomość o połączeniu z koncernem medialnym Bertelsmann (ok. 50.000 zatrudnionych na całym świecie, w tym w Polsce!) i próbach powołania do życia płatnego serwisu. Ale - "Napsterowi" depcze już po piętach konkurencja.
Jak donosi serwis informacyjny "The Register", internetowa księgarnia Amazon (http://www.amazon.com, 30 milionów klientów) z siedzibą w Seattle, rozbudowuje bezpłatny serwis wymiany plików muzycznych, zawierający kilka tysięcy tytułów - w tym utwory U2, Nirvana i Davida Bowie. kalkulacja jest prosta: Kupując starsze nagrania, wychowuje się klienta, budząc chęć do nabycia nowszych nagrań. Jednocześnie, Amazon oferuje coś w rodzaju skarbonki na dobrowolne datki od jednego do pięćdziesięciu dolarów za każdy nowy utwór. Po odciągnięciu 30% prowizji, muzycy otrzymywaliby w ten sposób swą gażę bezpośrednio od sprzedawcy.
Pierwszy skonstruowany samochód ledwie się poruszał, pierwsze samoloty spadały na ziemię a pierwszy komputer miał wielkość sporego pokoju. A jednak jeździmy, latamy i posługujemy się komputerem, trzymając go na kolanach. Dobre pomysły zawsze potrafią się obronić. "Napster" był pierwszym etapem rewolucji w sieci. Po niej - kształtować się będzie nowy porządek. A sprawcą całego zamieszania jest młody, bo zaledwie 20-letni chłopak! I do tego - milioner!
Antoni Kuchejda
Artyści powinni przedewszystkim zarabiać na koncertach i tym co związane z showbiznesem, a nie odwalać pańszczyzne dla "wynalazcy". Kogo stać na płacenie po kilkadziesiąt zł za płyte z nagraniem, za którą artysta dostanie pojedyncze złotówki, a której produkcja kosztuje ok 1,50zł? Coś tu jest nie tak.
Pieniądze nie mogą decydować o gustach; gusta powinny decydować o pieniądzach - dla artystów.