Jeśli wierzyć starożytnym poetom, nie tylko wśród śmiertelników zdarzali się mężczyźni skłonni do igraszek z chłopcami. O synu króla Troi, Ganimedesie, tak powiada w "Iliadzie" Homer:
Temu zaś nikt nie dorównał pięknością z ludzi śmiertelnych.
Więc dla tej jego urody porwali go z ziemi bogowie,
By był Dzeusowi podczaszym i mieszkał wśród niebian wieczystych. [tłum. I. Wieniewski]
Wyjątkowo troskliwi ci bogowie, ale my swoje wiemy, zwłaszcza że Owidiusz pisze o wiele wyraźniej, o co chodziło: "Do Ganimeda płomień Jowiszem ogarnął" [Jowisz to rzymski odpowiednik Dzeusa]. Nie mogę się oprzeć pokusie przytoczenia tu fragmentu w przekładzie Brunona Kicińskiego (zm. 1844):
Do Ganimeda płomień Jowiszem ogarnął -
I był twór, którym bardziej niż sobą być pragnął.
Król nieba, królewskiego nie tracąc imienia,
W noszącego pioruny ptaka się przemienia.
Spuściwszy się na ziemię kłamanymi pióry,
Porywa Trojanina i ulata w chmury,
Gdzie urodziwy młodzian, władcy ulubiony,
Dotąd leje mu nektar mimo gniew Junony [czyli małżonki Jowisza, greckiej Hery].
Nie wnikajmy w szczegóły Jowiszowego spuszczania się [skądinąd z mitologii wiadomo, że lubił, oj lubił, w różnych formach zresztą... wskutek czego cały świat był pełen jego potomków] ani też nie zastanawiajmy się, czy nektar Ganimedes leje tylko do pucharu - i czy tylko nektar... Nie należy zbytnio wnikać w tajemnice boskiej alkowy... Chociaż w XII w. pewien łaciński poeta, porównując ukochanego chłopca do Ganimedesa, pisał: "Wierz mi, gdyby wróciły czasy Jowisza, Ganimedes już nie byłby jego ulubionym sługą, ale ty, porwany w niebiosa, w dzień dawałbyś Jowiszowi puchary ze słodkim nektarem, zaś w nocy - słodsze jeszcze pocałunki."
Ale to nie gromowładny Dzeus dzierży wśród bogów palmę pierwszeństwa, jeśli chodzi o gejowskie upodobania. Zgodnie twierdzą mitografowie, że pierwszym z olimpijskich bogów, który uprawiał seks męsko-męski, był Apollo. Przy okazji: ponieważ Apollo jest często uważany za wzór męskiej piękności, pragnę zauważyć, że zgodnie ze starożytnymi przekazami miał mieć włosy czarne jak skrzydła kruka, a nie - jak się często uważa - jasne. (Blondynem był za to Achilles, o którym za chwilę.) Ulubieńcem Apollona był spartański książę Hiacynt czy raczej Hiakintos (po grecku Hyakinthos; imię Jacek pochodzi właśnie od niego!), który zresztą zawrócił w głowie jeszcze dwu innym panom: poecie Tamyrisowi, który miał być pierwszym gejem wśród śmiertelników, oraz Zefirowi, bogu wiatru zachodniego. Niektórzy dodają jeszcze Boreasza, bóstwo wiatru północnego, wśród wielbicieli pięknego Hiakintosa.
Jeśli chodzi o Apollona, nie dajmy się zwieść Janowi Parandowskiemu, który pisze, że w Hiakintosie miał on "serdecznego przyjaciela... którego uczył strzelać z łuku i grać na cytrze", ani Małgorzacie Musierowicz, która oględnie wspomina, że Apollo "zaprzyjaźnił się bardzo z przyjacielem Zefira, Hiakintosem". Do strzelania z łuku się ta "przyjaźń" nie ograniczała... W każdym razie, Apollo traktował tę znajomość jak najbardziej poważnie; zręcznie wyeliminował Tamyrisa, napuszczając na niego swoje muzy, które - zazdrosne o talenty poety - pozbawiły go za jednym zamachem wzroku, głosu i zdolności gry na cytrze. (Wiadomo, kobiety...) Niestety, z Wiatrem Zachodnim nie poszło tak łatwo. Zazdrosny Zefir doszedł do wniosku, ze skoro on nie może się cieszyć wdziękami Hiakintosa, to nie pozwoli na to również Apollonowi, i kiedy ten ostatni uczył księcia rzucać dyskiem (pamiętajmy, że Grecy ćwiczyli zawsze nago!), gwałtowny powiew wiatru skierował dysk w stronę młodzieńca, trafił go w głowę i uśmiercił. Dzięki temu możemy cieszyć się hiacyntami, które wyrosły z krwi zabitego chłopaka... Świetny prezent z kulturalno-branżowym podtekstem dla ukochanego, taki kwitnący hiacynt!
Tu znowu, gwoli ścisłości, dodać muszę, że Apollo, jak i jego ojciec Dzeus, nie gardził także - niestety! - urokami kobiet.
Patron kulturystów, Herakles (czyli rzymski Herkules), także miał swego ulubieńca, niejakiego Hylasa, którego ojca Herakles zabił w czasie jednej ze swych wypraw. Ten Hylas był tak uroczy, że, kiedy nabierał dla Heraklesa wody ze źródła, zachwyciły się nim mieszkające w tymże źródle nimfy i wciągnęły go do wody. Ofiarowały mu nieśmiertelność tudzież własne wdzięki, ale - bądźmy szczerzy! - kogoś, kto zaznał uciech łoża z boskim Heraklesem, byle nimfa już nie zaspokoi...
Bohatera wojny trojańskiej, Achillesa, przedstawia Homer jako pięknego młodzieńca o blond włosach (i to raczej długich) - rzadkość wśród ciemnowłosych, śródziemnomorskiego typu, Greków, chociaż blondynami byli też, według Homera, Odyseusz i Menelaos, mąż pięknej Heleny - wysokiego, barczystego, o gorejących oczach i wspaniałym, mocnym głosie. Po prostu marzenie! Dodać trzeba, że Achilles to nie jakiś nieokrzesany wojak, chociaż skłonny bywał do okrucieństwa, umiał bowiem dobrze gotować i nieźle śpiewał oraz grał na cytrze. Idealny kandydat na męża! Mimo iż w "Iliadzie" Achilles kłóci się z Agamemnonem o piękną Bryzeidę, nie wstydzi się jednak okazywać swego uczucia dla przyjaciela Patroklosa. Niektórzy zapewniają, że było to coś więcej niż przyjaźń i że obu młodzieńców łączyły intymniejsze więzi. Mielibyśmy zatem - nareszcie! - prawdziwą gejowską parę, nie pederastyczny związek chłopca i dorosłego mężczyzny, tak popularny w starożytnej Grecji, ale prawdziwą, głęboką, męską przyjaźń dwóch tak samo męskich rówieśników. Szkoda tylko, że obaj zginęli tak młodo - a wszystko, wiadomo, przez Helenę, z powodu której wybuchła wojna trojańska. Gdyby nie ona, może Achilles i Patroklos żyliby długo, czule całując się po przebudzeniu każdego ranka? Swoją drogą, zastanawiam się tylko: ponieważ Achilles, dzięki zabiegom swej matki, bogini Tetydy, miał całe ciało, oprócz pięty, odporne na wszelką broń - jak reagował na nocne ataki miłosne Patroklosa? Ale to już ich słodka tajemnica...
Specjalnie dla IS: Marcin de Hautdesert
...
NAPEWNO TĘ STRONĘ ZROBIŁ KTOŚ KTO MA JAKĄŚ WIEDZĘ NA TEN TEMAT W ODRÓŻNIENIU OD CIEBIE!