"Nie jest moim celem opis czynów dokonanych, albowiem dość dobrze są znane. Oscula, oscula, szorstkość młodego zarostu i oscula, oscula gdzie indziej, amplexus, complexus, a także sugere tego i owego, a następnie interiectus, jak również insertio i wielkie clamores gaudii, laetitiae, voluptatis. Dwaj młodzi, nadzy mężczyźni, niezmienni w wierze i myśli, chociaż w zmiennych rolach, młócący, trzęsący całym łóżkiem, nagłym wyrzutem ekstatycznej stopy przewracający doniczkę z kwiatami, aż tańczące podeszwy zwilgotniały i zaplątały się, osypane płatkami. Walsingham zerwał z łoża prześcieradło, by mogli zetrzeć pot, którego jeszcze nie zdołali nawzajem z siebie zlizać. Leżeli na materacu ze słomy, dysząc jak zawodnicy po przekroczeniu mety (...) Walsingham, teraz zwyczajnie Tom (...) leżał rozciągnięty na łóżku i chrapał. Kit testiculis basia dedit i nałożył ubranie. Powiedział, że pójdzie na wykład."
Ten jeden z najpiękniejszych, w mojej skromnej opinii, opisów miłosnego aktu między mężczyznami, pochodzi z książki Anthony'ego Burgessa "Śmierć w Deptford" [polskie wydanie: PIW 1999]. Kit to nie kto inny, jak Christopher Marlowe, angielski poeta, w roli którego mogliśmy zobaczyć w "Zakochanym Szekspirze" angielskiego aktora, Ruperta Everetta. Od razu na początku chcę zachęcić do lektury książki Burgessa, będącej zbeletryzowaną biografią Marlowe'a. (Burgess ma na swym koncie także podobną biografię Shakespeare'a; polskiemu czytelnikowi może być znany ze swej nienajlepszej powieści, "Mechanicznej pomarańczy".) Gdybym miał krótko określić "Śmierć w Deptford", powiedziałbym, że jest to wehikuł czasu, tak doskonale i żywo autor oddaje realia elżbietańskiej Anglii i wprowadza nas w życie Kita Marlowe'a. (Uwaga dla osób o wrażliwych żołądkach: w książce są bardzo plastyczne opisy ćwiartowania skazańców. Tudzież poetyckie opisy miłosnych aktów.)
Christopher Marlowe jest znany w środowisku gejowskim głównie jako autor "Edwarda II", a to za sprawą filmu D. Jarmana. Niemniej jednak kojarzenie go tylko z tą jedną sztuką jest niesprawiedliwym zaszufladkowaniem poety tak wspaniałego, jakim był Marlowe. Warto wiedzieć, że jest on także autorem "Doktora Faustusa" (którego tragiczna historia konszachtów z diabłem jest bardziej znana dzięki Goethemu), "Tamerlana Wielkiego" (w dwóch częściach, o azjatyckim wodzu), "Żyda z Malty", "Masakry w Paryżu" (o nocy św. Bartłomieja)... To, co łączy wszystkie sztuki Marlowe'a, to łamanie wszelkiego rodzaju tabu, wyzwania rzucone autorytetom jego czasów. Jego postaci podążają za swoimi namiętnościami, czy jest to miłość Edwarda do Gavestone'a, czy też furia Tamerlana, który podbił niemal całą Azję. Marlowe pisał nie tylko sztuki. "Hero i Leander" to poemat erotyczny, opowieść o kochankach, żyjących na dwóch brzegach Hellespontu. Mimo iż mamy tu do czynienia z parą hetero, nie brak w poemacie elementów homoerotycznych: kiedy Leander płynie do swej ukochanej przez morską cieśninę, podąża za nim Neptun, zachwycony urodą młodzieńca. Bóg morza podziwia jego ramiona, uda, podpływa bliżej, całuje go, wyznaje miłość, aż Leander krzyczy: "Mylisz się, nie jestem kobietą!" - na co Neptun opowiada historię o pasterzu i jego ukochanym chłopcu... Leander jednak nie daje się przekonać.
O życiu samego Christophera wiemy niewiele. Pochodził z Canterbury, studiował w Cambridge, stąd jego doskonała znajomość literatury antycznej (tłumaczył na angielski "Elegie" Owidiusza i "Farsalia" Lukana, a jedna z jego sztuk opowiada o znanej z "Eneidy" Dydonie). Zaczął pisać jeszcze jako student. Był, jak powiedzielibyśmy dzisiaj, pracownikiem służb wywiadowczych, tajnym agentem w służbie Francisa Walsinghama (wspomniany w cytacie ze "Śmierci w Deptford" Tom to właśnie jeden z Walsinghamów). Prawdopodobnie działalność szpiegowska była przyczyną jego przedwczesnej śmierci - zadźgano go w gospodzie w Deptford - ale są to tylko domysły, gdyż Marlowe rzeczywiście pracował tajnie i niewiele wiadomo o jego służbie w policji Walsinghama. Równie dobrze zabójstwo mogło być wynikiem prywatnego życia Kita Marlowe'a, oskarżanego nie tylko o homoseksualizm (w teatrze występowali wtedy tylko mężczyźni, także w rolach kobiecych, a Marlowe jako autor sztuk niewątpliwie miał kontakty z aktorami, jak np. z Nedem Alleynem, granym w "Zakochanym Szekspirze" przez Bena Afflecka), ale i o ateizm, bluźnierstwa, spiskowanie. Pamiętajmy, że jesteśmy w elżbietańskiej Anglii, gdzie wciąż palące są kwestie religijno-polityczne, katolicyzm postrzegany jest jako zagrożenie dla królewskiej władzy, Maria Stuart czyha na koronę etc. - przypomnijmy sobie inny świetny film, opowiadający o tamtych czasach, "Elizabeth". Wiemy, że władze uniwersytetu w Cambridge wahały się przed przyznaniem Christopherowi tytułu "Magister Artium" (MA), prawdopodobnie właśnie ze względu na jego poglądy.
Żałować należy, że tak świetny dramatopisarz i poeta zginął tak młodo, że nie napisał więcej. Kto wie, może zamiast Szekspira na scenach teatrów pojawiałyby się właśnie jego sztuki?
A teraz dla tych, którzy nie mieli szczęścia zaznajomić się, jak Marlowe, z językiem starożytnych Rzymian, objaśnienia cytowanego na początku fragmentu "Śmierci w Deptford", których próżno by szukać w polskim przekładzie:
oscula - pocałunki; amplexus - objęcie; complexus - uścisk; sugere - ssać; interiectus - włożenie; insertio - wsadzenie; clamores gaudii, laetitiae, voluntatis - okrzyki radości, wesela, rozkoszy; testiculis basia dedit - ucałował "klejnoty". I kto teraz powie, że łacina jest nudna?
Dla IS: Marcin de Hautdesert