logo Queer.pl Dawniej Innastrona.pl
12.12.2017    STARTSKLEPKONTAKT

...
0
0
6

Czytelnia IS

Mozart - "Przyjaciel".

Dodano: 31.01.2001, Aktualizacja: 31.01.2001

1 o autorze Mozart (ksywa) jest 19-stoletnim uczniem szkoły średniej. "Przyjaciel" jest po "Tomku" jego drugim opowiadaniem, publikowanym na łamach IS. Zadzwonił budzik. Musiałem jak najszybciej zejść po drabince ze swojego łóżka i dobiec do biurka, zanim Jacek by się obudził. Gdyby alarm wyrwał go ze snu, znowu słuchałbym jego narzekań na moją nieporadność, wolne tempo i tak dalej. Oczywiście gdy go prosiłem, żeby pozwolił mi spać na dolnym łóżku, to bez żadnej dyskusji odmówił. Nie kłóciłem się, bo w końcu jest starszy. Wyłączywszy budzik powtórzyłem codzienny rytuał: upadłem na kolana, posiedziałem chwilę z zamkniętymi oczami próbując dojść do siebie po nagłym wyrwaniu ze snu. Potem poszedłem do łazienki załatwić się, umyć, po czym ubrałem się i, jak co dzień, poszedłem do sklepu po świeże pieczywo na śniadanie. Schodząc po klatce myślałem o tym co zwykle: dlaczego to ja codziennie chodzę po poranne zakupy? Dlaczego to ja musze przygotowywać śniadania? Dlaczego w ogóle musieli mieć na śniadanie świeżutkie bułeczki? Tak, jakby wczorajsze pieczywo zupełnie się nie nadawało do spożycia. I przypominała mi się rozmowa, którą już tyle razy odbyłem na ten temat z ojcem: - Ja pracuję, twój brat studiuje, a ty chodzisz dopiero do szkoły średniej. Po prostu my potrzebujemy więcej wypoczynku niż ty. - A Jacek nie mógłby odsypiać po południu? - Nie mógłby! Rano musi iść trzeźwy na uczelnię, a po południu się musi dalej uczyć. Nie myśl, że ekonomia to łatwe studia. - Ale on po powrocie za szkoły siedzi przy komputerze, a nie przy książkach. - Po prostu ściąga z Internetu materiały. "Nie materiały, tylko gołe baby" - pomyślałem. - On potrzebuje - ciągnął tata - mieć usystematyzowany rozkład dnia. Musi mieć zdrowy tryb życia. - A ja to nie muszę? - Nie pyskuj, gówniarzu! I rozmowa w ten sposób się kończyła. Po każdym argumencie zbyt silnym do zbicia, tata oskarżał mnie o pyskowanie, bez względu na to, jak łagodnie i uprzejmie starałem się rozmawiać. - Ciężarówka z piekarni się zepsuła - usłyszałem w sklepie - nie będzie świeżego pieczywa gdzieś do jedenastej. Poszedłem więc do innego sklepu kupić świeże bułki. Wróciwszy do domu, obudziłem tatę, a potem brata i w czasie gdy oni okupowali łazienkę i ubierali się, zrobiłem śniadanie. Gdy skończyłem - była siódma dziesięć, i do autobusu miałem jeszcze dwadzieścia minut. Czas ten jak zwykle marnotrawiłem oglądając "Kawę czy herbatę". Tata zabrał się za śniadanie i po kilku kęsach zauważył, że pieczywo jest inne niż co dzień. - Co to za bułki? - zapytał. - Z tej budki naprzeciwko. - Przecież wiesz, że nie lubię pieczywa z tego sklepu, dlaczego nie kupiłeś w samie? - Byłem w samie, ale... - Akurat! Po prostu ci się nie chciało! Cholera, czy to taki straszny wysiłek dla ciebie przejść te parę kroków dalej? - Ale mówię przecież, że tam byłem, ale nie było tego pieczywa. - Nie denerwuj mnie i nie chrzań głupot, dobrze? "Nie było tego pieczywa"... Mógłbyś się lepiej przyznać, że ci się nie chciało, a nie kłamać mi tutaj w żywe oczy. Zawsze jest i mam uwierzyć, że akurat dzisiaj nie było? - Zepsuła się ciężarówka... - Nie przerywaj! No dobra! Powiedzmy, że ci wierzę, że im się ta ciężarówka zepsuła; mogła się zepsuć, przyznaję. Ale w ogóle z ciebie jest taki cholerny leń, że brak mi słów. Zawsze jak wchodzę do waszego pokoju, a nie wchodzę tam często, to na twoim biurku leży szklanka po herbacie, albo jakiś ogryzek po jabłku. Nawet nie chce ci się przejść te parę kroków z pokoju do kosza. A twoje wczorajsze ubrania to każdego ranka leżą na krześle, zamiast w koszu na pranie - mówił człowiek, w którego pokoju zbierało się po kilka szklanek od herbaty, lub piwa, po kilka pustych paczek po papierosach i po kilka koszul niewyrzuconych do prania. - A kurze? - kontynuował - Kurzy to nie ścierałeś chyba od tygodnia. W ogóle jak ja nie powiem, żebyś coś zrobił, to w życiu nie ruszysz. - O co chodzi? - zapytał brat, który właśnie wszedł do salonu zainteresowany krzykiem taty. - A bo twój brat to taki cholerny leń, że aż mi słów brakuje. Nie chciało mu się dzisiaj iść kilka kroków dalej do samu i kupił jakieś bułki, których się nie da jeść. Chociaż utrzymuje, że był w samie i pieczywa nie było. - Przecież zawsze jest. A ja jak mu mówię, że trzeba wyrzucić śmieci, to też mówi, że mu się nie chce. - No właśnie, właśnie! - A dlaczego ty nie wyrzucasz? - krzyknąłem na brata. - Nie podnoś głosu na starszego - wtrącił się tata widząc, że Jackowi trudno jest znaleźć jakiś argument. - A kurze w naszym pokoju to już mają chyba centymetr grubości - dodał uratowany brat. - No właśnie mówiłem mu o tym, że sprzątać też mu się nie bardzo chce. - Przecież babcia przychodzi sprzątać. - Co babcia? Co babcia? Nie mieszaj w to babci. Babcia tu nie mieszka. Nie będzie całe życie sprzątać. To ty powinieneś chodzić do domu babci i jej pomagać w sprzątaniu! Postanowiłem się już nie odzywać. - Co dzisiaj będzie na obiad? - spytał tata. - Nie wiem. - No tak! Nie raczyłeś nawet o tym pomyśleć. - Rany! Przecież mogę zrobić rosół z makaronem i kotlety schabowe. - A cholera, codziennie to samo! Nie pomyślałeś o tym, że nam się już te twoje rosoły i kotlety znudziły? - Nie... nie pomyślałem. - Dzisiaj ma być krupnik i ryż z potrawką. Pokiwałem głową i postanowiłem wyjść z domu, mimo, że do autobusu zostało jeszcze sporo czasu. - Gdzie idziesz? - Do szkoły. - Tak wcześnie? - Tak. - Zwykle wychodzisz o wpół do. - Ale... - Masz jeszcze prawie piętnaście minut, więc do tej godziny masz pozaścielać łóżka. I podlać kwiaty. Załamany i zdenerwowany poczłapałem do pokoju taty posłać jego legowisko. - I nie rób mi tu min! - krzyknął za mną tata, za pewne zauważając jak wywracam oczami - Cholera! Człowiek sobie żyły dla szczeniaka wypruwa i taką wdzięczność dostaje w zamian. Utrzymuje gówniarza, płaci na komitety, na książki, bo sobie wybrał najdroższe liceum w mieście, daje kieszonkowe, daje na ubrania, na jedzenie i nie może nawet dobrego śniadania zjeść... 2 Gdy wychodziliśmy ze szkoły złapał mnie Wiktor. - Zaczekaj, Piotrek! - Co się stało? - To ja się pytam, co się stało. Przez cały dzień byłeś dzisiaj jakiś markotny. Co jest? Znowu kłopoty w domu? - Tak... - Chcesz pogadać? - Chodź ze mną do sklepu. Musze dzisiaj zrobić zakupy na specjalne zamówienie króla! Kurwa mać!- krzyknąłem bezradnie i odwróciłem się szybko. - Uspokój się. Mów co się stało. Zawsze mu się zwierzałem ze swoich problemów z rodziną, ze znajomymi, z nauką, ze wszystkiego. Nie powiedziałem mu tylko nigdy "tego". Był przystojnym facetem, wysokim, dobrze zbudowanym. Twarzą nie grzeszył, ale miał za to ładne dłonie, wspaniałe nogi i bardzo męski sposób chodzenia i w ogóle poruszania się. Już od pierwszego dnia pierwszej klasy mi się podobał. Do tego był zawsze uśmiechnięty, energiczny, przyjazny i uprzejmy dla wszystkich. Właściwie bardzo mnie to dziwiło, dlaczego spośród tylu ludzi, którzy go otaczali, akurat mnie darzył największą sympatią. Czasem patrzył na mnie tak... namiętnie. A może po prostu widziałem to co chciałem widzieć, może tylko mi się wydawało... Nie miałem pewności co do znaczenia tego spojrzenia. Był osobą, której z jednej strony wiedzia...   ( Pozostało znaków: 30651 )
Autor: Brak informacji

Ten artykuł został przeniesiony do archiwum

Dostęp do archiwalnych artykułów (starszych 4 tygodnie) możliwy jest dla abonentów serwisu »Przyjaciel Queer.pl. Dostęp do pojedyńczych artykułów z archiwum możliwy jest także za pomocą wiadomości SMS.

UZYSKAJ DOSTĘP DO ARCHIWALNYCH ARTYKUŁÓW
» Zostań abonentem Przyjaciel Queer.pl by czytać materiały bez kodów i bez ograniczeń lub...


WPISZ KOD

OK
System mikropłatności SMS-owych dostarczany jest przez:
Logo Mobiltek
UZYSKAJ DOSTĘP DO TEGO ARTYKUŁU

Wyślij SMS na numer 7268 o treści:
IS CZYTAJ 185634   (koszt: 2zł + VAT)
Otrzymasz kod, dzięki któremu uzyskasz dostęp do materiału przez 48 godzin.

Zapisz Zapisz stronę Magazyn+ Magazyn Pełny ekran Pełny ekran
REKLAMA
REKLAMA

© 1996-2017 Prawa autorskie zastrzeżone, ISSN 2299-9019
666
Bądź queer na facebooku