Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Wtorek, 05.12.2000 00:00

Czytelnia - Mozart - "TOMEK"

Podziel się Tweetnij Skomentuj (6)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (6)

Mozart - "Tomek" Masz kolegę, któremu chciałbyś powiedzieć, że jesteś gejem? Bohater naszego opowiadania ma podobny problem...

o autorze
Mozart (ksywa) jest 19-stoletnim uczniem szkoły średniej.
Opowiadanie "Tomek" jest nie tylko jego pierwszym tekstem gejowskim, lecz także pierwszym "publicznym" występem. Dotychczas jedynie jego znajomi mieli przyjemność zapozaniania się z jego twórczością.
Zaczęła się już czwarta klasa. "Hej, za rok matura", trzeba było się zacząć uczyć nie na żarty. W dni powszednie po szkole nie miałem już czasu na komputer, na Internet, na hobby, na znajomych. Regularnie odświeżane strony internetowe ze zdjęciami pięknych mężczyzn zostały zaniedbane i czasem oczekiwało na mnie po kilka update'ów do sprawdzenia na raz. Nawet regularna korespondencja z cyber-kumplami przestała być taka regularna.

Koleżanka z klasy reżyserująca pewną sztukę wykonywaną przez młodzież, mająca tak samo mało czasu jak ja, bo i ją przecież czekała matura, poprosiła mnie, żebym zagrał w tej sztuce jedną z głównych ról. Skoro Dorota ma czas, żeby zajmować się reżyserią - myślałem - to i ja przecież mogę poświęcić jej trochę czasu i sprawdzić się jako aktor, a raczej jako podrzędny aktorzyna w prowincjonalnej grupie dramatycznej. Już od pierwszej próby Dorota narzekała, że ma mało statystów i że potrzebuje więcej. Nasza opiekunka, jedna z nauczycielek (tych normalnych, nie jakaś kosa), powiedziała, że spróbuje załatwić kilka osób z klas, które uczy. Na następnej próbie pojawiło się kilka nowych osób. A wśród nich jeden chłopak z pierwszej klasy - Tomek, który zwrócił moją uwagę. Nie był zbyt atrakcyjny, twarz jego nie była jakoś specjalnie ciekawa, a ciała nie dało się zbytnio ocenić, bo nosił zawsze bardzo luźne ubrania. Uwagę zwracał na siebie zachowaniem: był niesamowicie żywiołowy, miał w sobie niespożyte pokłady energii, wszędzie było go pełno i miał tysiące pomysłów na minutę. Jego żywiołowość była tak wysoka, że nasza pani reżyser zmieniła nieco scenariusz i dała mu do odegrania rolę, która wyróżniała go spośród statystów. Był przy tym osobą o wysokim poczuciu humoru, umiał skupić wokół siebie grupę równie wesołych ludzi i żartować z nimi ze wszystkiego; nie było dla niego tematów tabu i w każdej kwestii czuł się bardzo swobodnie. Do tego głowę jego zdobiła nieprzeciętna fryzura: włosy długości około 5 cm zaczesane do tyłu i do góry, co sprawiało, że przypominał trochę kreskówkowego Freakaziod'a. Jako, że był wobec wszystkich bardzo otwarty, również i mi przypadło sporo przyjemności przebywania w jego towarzystwie i słuchania jego błyskotliwych dowcipów na każdy temat.

Naszą sztukę wystawialiśmy kilka razy. Za każdym razem i przed i po spektaklu grupa teatralna spędzała razem sporo czasu - na początku na przygotowaniach, pod koniec - na sprzątaniu. Oczywiście towarzyszyło temu również wiele pogaduch, śpiewów z gitarą, wygłupów i śmiechów, które prowokował przede wszystkim oczywiście Tomek. W pewnej chwili tak się złożyło, że z salki, która została nam przyznana przez organizatorów jako zaplecze, wyszli wszyscy oprócz jego i mnie. Zostaliśmy we dwóch i gadaliśmy o wszystkim i niczym - o muzyce, o wystawianej sztuce, opowiadaliśmy sobie dowcipy, o starszym rodzeństwie (ja mam jednego starszego brata, on - dwóch), o seksie, o onanizowaniu się, nawet o miejscach erogennych. Tomek położył rękę na mojej klatce i odnalazłszy sutka złapał mnie za niego delikatnie.
- To na mnie nie działa - powiedziałem.
- Nie?
- Nie. Najwrażliwsze mam nogi.
Tomek położył rękę poniżej mojego lewego biodra, na co powiedziałem:
- Nie tutaj, najbardziej to po wewnętrznej stronie prawego uda.
Tam mnie dotknął. Ja kiwnąłem głową z uśmiechem, a on, odjąwszy rękę powiedział:
- Ja uwielbiam jak mi dziewczyna oddycha na szyję - i masując sie po szyi uśmiechnął się.
To było niesamowite. Wynajdywał moje miejsca erogenne, ale z góry wiedziałem, że nie robi tego z żadnymi gejowskimi podtekstami. Trudno mi powiedzieć, skąd to wiedziałem... może z jego nienamiętnego spojrzenia, może z braku zmysłowości w jego dotyku. Robił o zupełnie zwyczajnie, z normalnej ciekawości, tak jakby się mnie dopytywał, co dzisiaj jadłem na obiad. Miejsce erogenne i wynikająca z jego dotykania przyjemność były dla niego czymś zupełnie normalnym i to było w nim takie niesamowite: brak pruderii i stereotypowych poglądów typu "jak dotykam kolegę tu i tam to oznacza, że jestem gejem". Był taki naturalny, taki normalny, nieskrępowany ogólnymi paradygmatami. I ta normalność, w połączeniu z energią, którą tryskał mocniej z każdą sekundą, czyniła z niego niesamowitego człowieka.
- Wiesz, co? - powiedziałem z uśmiechem - Zawsze chciałem poznać kogoś takiego jak ty. Takiego pełnego energii, pomysłów, wesołego, szalonego, nieopanowanego...
- Ja też zawsze chciałem poznać kogoś takiego jak ty?
- Jak ja? Niby dlaczego?
- Bo z tobą można się zarówno powygłupiać jak i poważnie pogadać.
- Trochę ci nie wierzę.
- Dlaczego?
- Przecież pełno jest takich osób, które umieją być i wesołe i poważne w zależności od potrzeb sytuacji.
- No... niby tak, ale... ty masz w sobie coś takiego wyjątkowego...
- Co takiego?
- No nie wiem... jakieś takie... ciepło... Bije od ciebie ciepło... To znaczy, nie takie, żebym się pocił w twoim towarzystwie - dodał z uśmiechem, czym mnie jak zwykle rozbawił.

Po raz ostatni naszą sztukę wystawialiśmy dość daleko poza miastem. Dojeżdżaliśmy tam i wracaliśmy autokarem, jadąc za każdym razem jakieś półtorej godziny. W pojeździe siedziałem oczywiście razem z Tomkiem, a na miejscu spektalku, zarówno podczas przygotowań jak i podczas sprzątania, wszędzie łaziliśmy razem i ze wszystkiego śmialiśmy się wspólnie. Monika, której Tomek bardzo się podobał (czego nie dało się nie zauważyć) powiedziała w pewnym momencie do niego:
- Tomek...
- Co?
- Albo nic. Powiem ci coś potem - dodała z uśmiechem i lekkim zawstydzeniem.
Robiąc wszystko we dwóch przez prawie całe popołudnie i wieczór (wróciliśmy do domu dopiero około pierwszej w nocy) jeszcze bardziej się polubiliśmy i przywiązaliśmy do siebie. Następnego dnia w szkole oczywiście spotykaliśmy się prawie na każdej przerwie spotykaliśmy i śmialiśmy. Podziękowałem w myślach Bogu, że sprowadził Tomka na drogę mojego życia i że spośród tylu nowych osób, które poznał wstępując do grupy teatralnej, to mi udało się zaskarbić chyba najwięcej jego sympatii.
Na jednej z przerw Tomek zagadał do mnie śmiejąc się:
- Słuchaj, znasz tego Marcina z trzeciej klasy?
- Jakiego Marcina?
- No takiego pedała. Spodnie zawsze w kanty, koszulka zawsze wkasana, mówię ci... he, he, he... Właśnie mnie podrywał.
- Poważnie? - zapytałem kryjąc uczucie żalu pod wymuszonym uśmiechem.

Kilka dni później gdy staliśmy na przerwie i gadaliśmy ze sobą, Tomek zauważył mojego kolegę - Darka, stojącego kilkanaście metrów od nas i skomentował go:
- O jejku, jaki to jest pedał!
- Dlaczego?
- No spójrz na niego... te spodnie na nim zawsze tak wiszą... do tego zawsze są brudne... i ta jego twarz... No nie mogę, jaki pedał, hi, hi, hi!
- Oj, marudzisz - powiedziałem tonem niezdradzającym szczerej pretensji.
Tym razem dało mi to do myślenia. Dlaczego Tomek nazwał go pedałem? Przecież nie udowadniał swojej oceny tym, np. że Darek zachowuje się, albo śmieje jak dziewczyna, że ma jakąś przesadną gestykulację, czy czymś takim. Nazwał go pedałem, akcentując cechy, które wcale Darkowi nie ujmowały heteroseksualności.

Pewnego razu po szkole Tomek poprosił mnie, żebym wpadł do niego do domu. Gdy jechaliśmy autobusem, wywiązała się rozmowa o gejach, nie pamiętam w jaki sposób. Tomek zastanawiał się jak to jest być kimś takim, od czego zależy, kto w takim związku odgrywa rolę kobiety a kto mężczyzny, skąd to się bierze itd., do każdego swojego wywodu dodając oczywiście jakiś żarcik. Ja dla bezpieczeństwa udawałem, że homoseksualizm to dla mnie temat abstrakcyjny i tyle o nim wiem, ile wyczytałem z książki "Zdradzony przez ojca". Powiedziałem więc, że według psychologii podłożem homoseksualizmu może być dosłowny, lub psychiczny brak ojca w dzieciństwie chłopca. Tomek intensywnie kłócił się ze mną i twierdził, że to gówno prawda. Sam zresztą był chłopcem, którego ojciec odszedł z rodziny, gdy Tomek miał 3 latka. Wiedział też, że ja ze swoim tatą od dzieciństwa żyję w bardzo złych stosunkach. W świetle tych dwóch faktów powiedział:
- Gdyby to była prawda to ja byłbym pedałem, bo od nas tata odszedł. I ty byłbyś pedałem, bo był ci obcy. Jesteś pedałem?
Ach, Tomek, Tomek... Czy oczekiwałeś, że odpowiedziałbym "tak" w autobusie, tak po prostu, wśród obcych ludzi? Oczywiście zaprzeczyłem. Tomek dodał:
- Zresztą ja nie lubię pedałów. Nie to, żebym miał jakąś homofobię, czy coś, ale ich nie lubię. Nie wiem dlaczego.
Zrobiło mi się trochę smutno, co starałem się oczywiście ukryć, a Tomek dodał tylko:
- Ale ja i ty bylibyśmy chyba dobraną parą.
Powiedział to znowu tak zwyczajnie, bez żadnych podtekstów, tak jakby był to dla niego temat zupełnie normalny, chleb powszedni. Tak samo, jak kiedyś wyszukiwał moje miejsca erogenne.

Gdy już byliśmy u niego w domu, przestał być tak wesoły jak zwykle i zaczął zwierzać mi się ze swoich problemów emocjonalnych. Narzekał na to, jak mu brakuje miłości, dziewczyny, jak bardzo chciałby się do jakiejś przytulić, a że trudno mu jest znaleźć taką, która by się jemu podobała i której on by się podobał. Powiedziałem:
- Monice się podobasz?
- Naprawdę?
- Nie zauważyłeś? Przecież to widać!
- Ale ona mnie denerwuje.
- Dlaczego?
- Nie podoba mi się jak o tobie mówi.
- To znaczy?
- Wtedy, jak miała mi coś do powiedzenia, pamiętasz? Jak cię nie było w pobliżu to się mnie zapytała "czy ten Piotrek jest gejem? On tak wszędzie za tobą chodzi..." Denerwuje mnie... jest taka sztuczna. Zazdrości ci, że się ze mną przyjaźnisz i spędzam z tobą więcej czasu niż z nią.

Przez te kilkanaście dni bardzo się z Tomkiem zaprzyjaźniłem. Na pozór był osobą, której można powiedzieć o wszystkim, ale czy o "tym" też mogłem powiedzieć? Nie wiedziałem tego. Postanowiłem pogadać z Kasią - jedną z trzech heteryków, którzy znali prawdę i przyjmującą tę prawdę najbardziej zdrowo spośród tej trójki. Opowiedziałem jej o wszystkim... o tym, że z jednej strony Tomek wyśmiewa się z niektórych chłopaków i wyzywa ich od pedałów, nawet gdy argumentacja nie dotyczy ich seksualności, pojętej w jakikolwiek sposób, że nie podobało mu się, że Monika nazwała mnie gejem, a przecież miała rację, że zwierzał mi się, jak to mu brakuje kobiecego ciepła i miłości, że generalnie nie lubi homoseksualistów, a z drugiej strony powiedział jednocześnie, że ja i on bylibyśmy fajną parą, że wyszukiwał moje miejsca erogenne, że miał to tego takie zdrowe, normalne podejście, że mi powiedział, że mam w sobie coś wyjątkowego... Kasia słuchała mnie i komentowała to, co mówiłem.
- Wiesz, Piotrek, czasem ludzie mają takie swoje wyzwiska, którymi określają wszystkich ludzi nie przypadających im do gustu. Niektórzy na przykład mówią "ale z niego żyd!" A tak naprawdę ta osoba, o której mówią wcale nie jest żydem. Tylko po prostu mają takie swoje określenia na ludzi których nie lubią.
- No masz rację... może po prostu taki ma nawyk.
- Ale pamiętaj o tym, że taka osoba, której przykład ci podałam, może mieć naprawdę jakieś uprzedzenia do żydów. Nie musi, ale najprawdopodobniej ma, nie?
- No chyba tak...
- To, że miał Monice za złe, że cię wyzwała od gejów, może być dlatego, że cię bardzo lubi, może jesteś dla niego jakimś ideałem, jakimś wzorem i jakiekolwiek ujmowanie ci doskonałości traktuje jako obrazę ciebie.
- Ale przecież to, że jestem gejem nie czyni za mnie gorszego człowieka.
- Wiem, ale on tego może jeszcze nie wie. A poza tym to nie mów, że jesteś gejem, bo jeszcze jesteś za młody, żeby to wiedzieć. Przecież masz dopiero 18 lat. Możliwe, że twoja potrzeba faceta w życiu zostanie kiedyś spełniona i znowu będziesz heterykiem.
- Może i tak... Wiesz, że wczoraj śniło mi się, że się kochałem z Karoliną?
- Z Karoliną? Tą z naszej klasy?
- Tak.
- No widzisz! A przecież sny są wyrazem naszych pragnień i lęków. Nie jesteś takim zupełnie gejem.
- No wiem, wiem. Ale w takim razie jak mam o sobie mówić?
- Mów, że cię pociągają mężczyźni.
- No dobra.
- A że Tomek nie lubi homoseksualistów... może po prostu nie poznał ich wystarczająco wielu. Może nie wie, że to są normalni ludzie, a nie zboczeńcy mający w głowie tylko gwałcenie nieletnich chłopców. Może to właśnie ty jesteś w jego życiu tą osobą, która mam mu to pokazać, że gej też człowiek.
- Przecież mówiłaś, że nie jestem gejem.
- Wiesz przecież, o co mi chodzi!
- Wiem, wiem. Żartowałem...
- To, że powiedział, że bylibyście fajną parą, to, że czuje od ciebie to ciepło, to wszystko może znaczyć po prostu, że on też potrzebuje substytutu ojca w życiu. Może nie koniecznie jako kochanka, ale kogoś więcej niż przyjaciela. Może pociągasz go, ale tylko podświadomie i on sobie sam z tego nawet nie zdaje sprawy. W końcu on też przecież nie miał prawdziwego ojca i go po prostu może potrzebować.
- Nie zapominaj, że ma dwóch starszych braci. Sporo starszych, którzy właściwie mogli być dla niego jakimś psychicznym substytutem ojca.
- No tak, masz niby rację... Nie wiem, Piotrek, co ci powiedzieć. Sama często gadam z Tomkiem i jest według mnie osobą, której można powiedzieć o wielu sprawach, a on to zaakceptuje, ale jednocześnie mówisz, że sam przyznaje, że nie lubi gejów, że wyzywa innych ludzi od pedałów tylko dlatego, że mu nie pasują w jakikolwiek sposób. Możliwe, że ma do takich ludzi mocne uprzedzenie.
Ta rozmowa pozwoliła mi trochę usystematyzować to co wiedziałem o Tomku, o jego poglądach i uprzedzeniach i zdecydować, że jednak nie jest on osobą, której mógłbym powiedzieć prawdę. Bałem się, że zostanę przez niego zaklasyfikowany, jako jeden z tych, do których ma generalne uprzedzenie, jako zboczeniec, który może mieć na niego ochotę, którego trzeba się bać. Nie, zdecydowanie nie mogę ujawnić mu prawdy... Chociaż dość mocno się z nim zaprzyjaźniłem i mówiliśmy sobie już o takich osobistych sprawach... A przyjaźń niby opiera się na zaufaniu i szczerości... Ale nie mogę. Boję się stracić to, co już między nami zdążyło urosnąć.

W środę wieczorem była u mnie w domu awantura. Rodzice naprawdę ostro pokłócili się z bratem i między sobą. Dobrze, że nauczyłem się nie wtrącać do ich kłótni, ale i tak wywiera to zawsze bardzo negatywny wpływ na moje psychiczne samopoczucie. Mam wtedy ochotę uciec z domu, być jak najdalej, z jakąkolwiek sensowną osobą, a najchętniej w ramionach faceta, któremu mógłbym się zwierzyć, że już tego wszystkiego nie wytrzymuję, że mam dosyć, któremu mógłbym się wypłakać, zasnąć w jego objęciach i obudzić się następnego dnia z lepszym samopoczuciem.

Następnego dnia po szkole poszliśmy na spacer do parku we trójkę: Kasia, Tomek i ja. Oni sobie gadali o rzeczach ważnych i mniej ważnych, o głupocie nauczycieli z naszej szkoły i o sensie zapatrywania się w jakichkolwiek idoli; trochę się śmiali, trochę filozofowali. A ja głównie milczałem przybity zdarzeniami poprzedniego wieczoru. W końcu Tomek się mnie zapytał co jest przyczyną mojej kwaśnej miny, na co odparłem, że chciałbym pogadać w cztery oczy z Kasią. Tomek odszedł na bok, a ja zwierzyłem się jej z tego, co wczoraj wydarzyło się u mnie w domu; opowiedziałem o mojej potrzebie męskich ramion i o tym, jak bardzo tęsknię w takich chwilach za Krzyśkiem - chłopakiem starszym ode mnie o 6 lat, którego poznałem w mieście nie będącym domem żadnego z nas, w jakiejś knajpie gejowskiej. Krzysiek miaszkał na drugim końcu Polski. Widzieliśmy się tylko jeden dzień, a właściwie jedną noc, ale bardzo przypadliśmy sobie do gustu - po pierwsze psychicznie, potem dopiero fizycznie i dalej utrzymujemy kontakt. Piszemy do siebie cały czas maile, spotykamy się czasem na ircu, a nawet rozmawiamy niekiedy przez telefon. Kasia już od dawna o tym wiedziała, opowiadałem jej teraz, że to właśnie w ramionach Krzyśka chciałbym się znaleźć...
Po pewnym czasie zgodnie z Kasią stwierdziliśmy, że Tomek pewnie się już nudzi na uboczu i trzeba by znów się zebrać razem. Połaziliśmy jeszcze trochę we trójkę, aż w końcu Kasia musiała już iść do domu, więc zostałem sam z Tomkiem.
- Co jesteś taki smutny? - zapytał.
- Mam problemy rodzinne...
- Problemy rodzinne... Ja nie mam ojca od dziecka, a ty mówisz, że masz problemy rodzinne. I tylko te twoje "problemy" cię tak przybijają?
- Nie... nie tylko.
- Co jeszcze?
- Wybacz, ale nie mogę ci powiedzieć.
- Kasi to mogłeś.
- Tomek... Kasi mówię już od dość dawna wszystko... Ona była z resztą pierwszą osoba, której powiedziałem prawdę.
- Dlaczego mi nie chcesz powiedzieć?
- Nie mogę.
- "Nie mogę" - to nie jest odpowiedź.
- Tomek... po prostu dałeś mi do zrozumienia, że tego byś nie zrozumiał.
- Ja ci dałem do zrozumienia?
- Tak.
- Kiedy?
- To nie było w jednym konkretnym momencie. Po prostu obserwuję cię i wiem, że to by ci się nie spodobało.
- I co ja na przykład takiego zrobiłem, że wiesz, że bym cię nie zrozumiał?
- To też nie było coś konkretnego. Robisz to nieświadomie. Po prostu patrzę na ciebie, widzę jaki jesteś i... po prostu nie mogę.
- Więc obserwujesz jakieś moje zachowania, dopowiadasz sobie potem co one oznaczają i wyciągasz z powietrza wnioski, że nie zrozumiem.
- To nie tak... po prostu się boję.
- Boisz się? Czego?
- Że... że stanąłbyś przeciwko mnie.
- Piotrek. Słuchaj. Nigdy, ale to nigdy, nie byłbym przeciwko tobie. Jesteś zbyt wyjątkowym człowiekiem, żebyś mógł mnie do siebie czymś zrazić tak mocno, żebym się od ciebie odwrócił.
- I tak się boję.
- Ale czego?
- Może też tego, że mnie zaszufladkujesz, zaklasyfikujesz, przyporządkujesz do jakiegoś schematu.
- Dla mnie ludzie nie są schematami.
- Tak tylko mówisz.
- Nie "tak tylko mówię", ale tak właśnie jest. Jestem otwarty na ludzi i rozumiem ich problemy. I uważam, że z przyjaciółmi powinno się rozmawiać o wszystkim, powinno się im mówić o swoich kłopotach i smutkach. Wiesz co? Czuję się potraktowany bardzo nie fair, jak taka zabawka, takie zwierzątko, według Piotrusia nadające się tylko do pośmiania i powygłupiania, a nie mające pojęcia o ludzkich problemach. Nie jestem zwierzaczkiem od wygłupów i nie powinieneś mnie tak traktować. Na razie, do jutra - machnął ręką i zniknął w klatce, bo w międzyczasie zdążyliśmy dojść akurat pod jego blok.
A ja stałem pod tym budynkiem przez jakiś czas zamyślony. Tomek. Dziecinny, szalony Tomek, który na pewno nie umiałby mnie zrozumieć, który nie nadje się do pogadania o mojej orientacji, który na pewno by mnie odrzucił...
I kto tu kogo zaszufladkował...?

OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (1)
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (6)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
11.05.2008 5:37 daisy
opowiadanie jest totalnie bez sensu!mnóstwo dialogów,które mówią tak naprawdę o niczym.proponuję zacząć się skupiać na sztuce rąbania drewna.zero wrażliwości przy delikatnym temacie.to opowiadanie było w najczystszej postaci ciotowate
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
30.05.2005 20:17 forster
swietne!!!i az sie wierzyc nie chce ,ze to napisal 19-latek.Gdy chodzilem do szkoly.tez mialem kumpla,ktory dawal mi do zrozumienia9(co uswiadomolem sobie po latach),ze mu sie podobam i ze czuje do mnie cos wiecej niz przyjazn,ale obaj balismy sie strasznie odkryc swe karty.Teraz tego zaluje.Powodzenia!!!
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
15.02.2005 18:36 R
To opowiadanie jest niemal idealnym odzwierciedleniem mojej sytuacji. Mój najlepszy kumpel bardzo często zachowuje sie w stosunku do mnie jakby łączyło nas coś więcej niż przyjaźń, do tego stopnia że zaczęto go podejrzewać że jest gejem. Natomiast mimo to nie stroni od drwienia sobie z "pedałów" i nawet nazywa tak przypadkowych chłopaków. Kiedyś myślałem nad tym żeby mu się ujawnić, ale szybko z tego zrezygnowałem.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
12.08.2002 11:17 Ludwik
Super. O mnie wie mnustwo osób w większości dzieci... znaczy się młodzieży (to znaczy ludzi w moim wieku) i nigdy nie miałem z tego powodu poważnych kłopotów... wręcz przeciwnie ;)
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
09.12.2000 12:03 Szymon
Mowimy o homofobii, o nietolerancji. Rzeczywiscie jest jej duzo w naszym otoczeniu. Z drugiej strony tak sie czasami zastanawiam, czy my sami nie prowokujemy ludzi do odwracania sie od nas, nie dopuszczamy ich do siebie.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
05.12.2000 23:52 W.
wiecej! wiecej! wiecej!
pozdrowienia dla calej redakcji waszego portalu.
cytuj zgłoś 0 0
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
Inne tematy
Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki? Czwartek, 28.05.2026 Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki?
Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie" Wtorek, 19.05.2026 Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie"
Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu? Sobota, 16.05.2026 Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się