Podobno wszystko zaczyna się od zwykłego „hej”…
I właśnie na takie „hej” trochę tutaj liczę. Nie szukam przelotnej znajomości ani kogoś, kto pojawi się na chwilę, zrobi zamieszanie i zniknie. Chciałabym poznać kobietę, z którą rozmowy z czasem staną się czymś, na co obie będziemy czekały. Bez pośpiechu, bez udawania i bez konieczności wymyślania, kim powinnyśmy być, żeby zrobić na sobie wrażenie.
Mam na imię Aleksandra, choć jakimś sposobem przyjęło się, że wszyscy mówią do mnie Alexis. Mam 25 lat, a 26 już powoli zaczyna mi przypominać o swoim istnieniu. Mieszkam w Gdańsku.
Gdybyś miała rozpoznać mnie gdzieś na ulicy, szukaj niewysokiej dziewczyny - całe 156 cm wzrostu, szczupła sylwetka, zielone oczy, brązowe włosy, 13 kolczyków i 5 tatuaży. Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że mam w sobie sporo buntu. Tymczasem rzeczywistość jest nieco mniej spektakularna, bo pod tą całą oprawą kryje się bardzo spokojna, wrażliwa osoba.
Jestem raczej domatorką. Lubię ciszę, spokój i ludzi, przy których nie trzeba nieustannie czegoś robić, żeby dobrze spędzać czas. Wieczór z filmem, wspólne granie, układanie Lego, długa rozmowa albo zwyczajne leżenie obok siebie brzmią dla mnie znacznie atrakcyjniej niż kolejna impreza do rana.
Nie oznacza to jednak, że jestem śmiertelnie poważna. Wręcz przeciwnie.
Mam dość specyficzne poczucie humoru, cięty język i skłonność do rzucania komentarzy, zanim zdążę zastanowić się, czy wypada. Sarkazm i błyskawiczne riposty przychodzą mi wyjątkowo naturalnie. Jeśli znasz humor Dody, pewnie mniej więcej rozumiesz, o jaki rodzaj bezczelności chodzi. Tyle że u mnie wszystko mieści się w 156 centymetrach, więc przynajmniej zajmuję mniej miejsca.
Lubię ludzi, którzy mają do siebie dystans, potrafią się przekomarzać i nie traktują każdego żartu jak osobistego ataku. Równie mocno cenię umiejętność odłożenia żartów na bok, kiedy rozmowa dotyczy czegoś ważnego. Bo choć lubię się droczyć, nie bawi mnie igranie z czyimiś uczuciami.
Mam też całkiem sporo zainteresowań. Fascynują mnie kryminologia i kryminalistyka, więc jeśli zapytasz mnie o coś z tych dziedzin, istnieje ryzyko, że dostaniesz odpowiedź znacznie dłuższą, niż przewidywałaś. Poza tym uwielbiam Lego, gry komputerowe, książki, filmy, seriale i rowerowe wypady.
Muzycznie ostatnio towarzyszą mi przede wszystkim Dead Sara i Linkin Park, ale mój gust jest na tyle różnorodny, że najłatwiej byłoby po prostu poprosić mnie o playlistę. Uprzedzam tylko, że możesz się trochę zdziwić, kiedy zobaczysz, co potrafi znaleźć się obok siebie.
Filmowo też nie jestem szczególnie wybredna. Potrafię równie dobrze bawić się przy horrorze, jak i przy najbardziej przewidywalnej komedii romantycznej. Najwyraźniej mam w sobie wystarczająco dużo miejsca zarówno na strach, jak i na tandetny romantyzm.
A skoro już o niedoskonałościach mowa - palę papierosy, nie potrafię gotować i przegrywam nierówną walkę ze słoikami ogórków. Także jeśli szukasz perfekcyjnej pani domu, obawiam się, że trafiłaś pod niewłaściwy adres. Za to mogę dotrzymać Ci towarzystwa w kuchni i zapewnić komentarz do całego przedsięwzięcia.
Coming out mam za sobą. Nie chcę ukrywać kobiety, z którą będę, ani sama być czyjąś tajemnicą. Zależy mi na relacji, w której można zwyczajnie trzymać się za ręce, przytulić na ulicy czy pocałować na pożegnanie, nie oglądając się nerwowo za siebie.
A kogo chciałabym poznać?
Najlepiej kobietę w wieku 25–35 lat. Mam swoje wizualne słabości - podobają mi się zarówno dziewczyny w stylu tomboy, jak i te bardzo kobiece. Zwracam też uwagę na szczupłe sylwetki, a niebieskie oczy mają u mnie zdecydowanie nieuczciwą przewagę.
Ale to tylko upodobania, nie warunki, które trzeba spełnić. Możesz mieć zupełnie inny wygląd i sprawić, że po jednej rozmowie zapomnę o wszystkich swoich wyobrażeniach. Ostatecznie dużo bardziej interesuje mnie to, jaka jesteś, niż to, czy pasujesz do określonego typu.
Najbardziej pociągają mnie kobiety spokojne, ciepłe, z poczuciem humoru i własnym zdaniem. Takie, z którymi można rozmawiać o wszystkim - od kompletnych głupot po sprawy, o których nie mówi się każdemu.
Cenię szczerość i dojrzałą komunikację. Nie oczekuję, że zawsze będziemy się zgadzać albo że nigdy się nie pokłócimy. Chciałabym po prostu, żebyśmy umiały ze sobą rozmawiać również wtedy, kiedy coś jest nie tak. Bez zgadywania, niedopowiedzeń i sprawdzania, która z nas pierwsza się odezwie.
Ważne jest dla mnie również to, żebyśmy miały przestrzeń na własne życie. Lubię bliskość, ale nie utożsamiam jej z koniecznością spędzania razem każdej wolnej minuty. Chciałabym być z kobietą, która rozumie, że czas dla siebie nie oznacza braku zainteresowania.
A co z odległością?
Najchętniej poznałabym kogoś z Gdańska, Trójmiasta lub okolic. Nie jestem wielką entuzjastką relacji na odległość, bo lubię mieć możliwość spotkania się spontanicznie, wypicia razem kawy po pracy czy spędzenia zwykłego wieczoru obok siebie.
Wierzę, że to właśnie w codzienności naprawdę poznaje się drugiego człowieka - nie tylko przez wiadomości, ale też przez gesty, zachowanie i te wszystkie drobiazgi, których nie da się zamknąć w ekranie telefonu.
Nie zamykam się jednak na znajomości z innych części Polski. Mam dość napięty grafik, ale jeśli między nami pojawi się coś wartościowego i obie będziemy chciały się spotykać, myślę, że da się znaleźć rozwiązanie. Kilometry nie muszą wszystkiego przekreślać, choć nie ukrywam, że zdecydowanie wolę, kiedy bliskość można poczuć również dosłownie.
I jeszcze jedna ważna sprawa: nie szukam relacji opartej przede wszystkim na fizyczności. Nie interesują mnie przelotne przygody ani układy. Oczywiście, że wzajemne przyciąganie ma znaczenie, ale dla mnie zaczyna się ono przede wszystkim od rozmowy, charakteru, sposobu myślenia i emocjonalnej więzi.
Lubię, kiedy ktoś mnie intryguje. Kiedy chcę dowiedzieć się, co kogoś rozśmiesza, co wzrusza, jakiej muzyki słucha, co potrafi zirytować i o czym marzy. Kiedy nawet po długiej rozmowie mam poczucie, że wciąż jest coś, co chciałabym odkryć.
Nie oczekuję wielkiej miłości po trzech wiadomościach. Nie szukam też ideału ani nie zamierzam organizować castingu na przyszłą żonę. Chciałabym po prostu poznać kobietę, z którą będzie nam się dobrze rozmawiało, a później zobaczyć, dokąd nas to zaprowadzi.
Może skończy się na kilku sympatycznych wiadomościach. Może znajdziemy wspólny język, ale nic więcej. A może któregoś dnia będziemy siedziały obok siebie, śmiały się z czegoś zupełnie absurdalnego i nawet nie zauważymy, kiedy obca osoba stała się kimś naprawdę bliskim.
Bo chyba właśnie tego szukam - nie kogoś, kto wywróci moje życie do góry nogami, tylko kobiety, z którą zwyczajna codzienność będzie po prostu trochę piękniejsza.
A jeśli nie wiesz, od czego zacząć rozmowę, możesz mi powiedzieć, czego ostatnio słuchasz. Albo zapytać o moją playlistę. Tylko później nie mów, że nie ostrzegałam.
I na sam koniec chciałabym Cię jeszcze o coś poprosić. Jeśli po przeczytaniu tego wszystkiego poczujesz, że chciałabyś mnie poznać, nie ograniczaj swojej pierwszej wiadomości do kilku podstawowych informacji. Opowiedz mi trochę o sobie. Nie tylko o tym, kim jesteś na co dzień, ale też o tym, jaka jesteś wtedy, kiedy nikt niczego od Ciebie nie oczekuje. Co sprawia, że czujesz się naprawdę sobą? Co potrafi Cię wzruszyć, co daje Ci poczucie spokoju, a przy czym zupełnie zapominasz o upływającym czasie? Nie musisz odsłaniać przede mną najgłębszych zakamarków swojej duszy. Chciałabym jedynie zobaczyć coś więcej niż kilka faktów, które równie dobrze mogłyby znaleźć się w krótkim opisie na portalu randkowym.
Mam ogromną słabość do korespondencji przypominającej wymianę listów. Jest coś niezwykle osobistego w poznawaniu drugiego człowieka poprzez słowa, które nie zostały wypowiedziane przypadkiem, gdzieś pomiędzy jednym zajęciem a drugim, lecz powstały z autentycznej potrzeby podzielenia się kawałkiem własnego świata. Lubię myśl, że ktoś pozwala mi zajrzeć do swojej codzienności, a ja mogę dostrzec w niej rzeczy, których być może ona sama już nie zauważa. Że z pozornie zwyczajnych opowieści zaczyna wyłaniać się człowiek ze swoją wrażliwością, sposobem myślenia, drobnymi przyzwyczajeniami i całym tym niepowtarzalnym światem, którego nie sposób zamknąć w kilku zdaniach.
Chciałabym, żebyśmy początkowo mogły poznawać się właśnie przez maile. Bez pośpiechu, bez presji nieustannej dostępności i bez poczucia, że na każdą wiadomość trzeba odpowiedzieć natychmiast. Żebyśmy mogły wracać do swoich słów wtedy, kiedy naprawdę mamy przestrzeń, by poświęcić im uwagę. Nie zależy mi na wielostronicowych wiadomościach ani na tym, żeby każda z nich była małym literackim dziełem. Zależy mi na wzajemności. Na tym, żeby żadna z nas nie musiała samotnie podtrzymywać rozmowy, szukać kolejnych pytań i zastanawiać się, czy po drugiej stronie rzeczywiście jest ktoś zainteresowany poznaniem jej. A jeśli z czasem obie poczujemy, że chciałybyśmy rozmawiać swobodniej, zawsze możemy wspólnie zdecydować o przeniesieniu znajomości na komunikator.
Wiesz, myślę, że w dzisiejszych czasach bardzo łatwo jest mieć z kimś kontakt, a znacznie trudniej naprawdę się z kimś spotkać — nawet wtedy, kiedy dzielą nas jedynie dwa ekrany. Można wymieniać wiadomości przez całe tygodnie i wciąż niewiele o sobie wiedzieć. Można znać czyjeś ulubione jedzenie, godzinę wstawania i plany na weekend, a jednocześnie nie mieć pojęcia, co sprawia, że ta osoba czuje się szczęśliwa, czego potrzebuje, żeby poczuć się bezpiecznie, albo dlaczego pewne drobiazgi znaczą dla niej więcej niż wielkie gesty.
A ja chciałabym poznawać właśnie tę część człowieka. Nie tylko jego odpowiedzi, ale również sposób, w jaki dochodzi do swoich myśli. Nie tylko to, co lubi, ale dlaczego właśnie to jest mu bliskie. Chciałabym z czasem rozumieć, co kryje się za Twoim śmiechem, kiedy potrzebujesz ciszy, a kiedy chciałabyś, żeby ktoś po prostu przy Tobie był. Nie dlatego, że oczekuję od nas natychmiastowej bliskości, ale dlatego, że wierzę, iż prawdziwe poznawanie kogoś zaczyna się tam, gdzie kończy się zwykła wymiana informacji.
Nie chcę jednak, żebyś pomyślała, że musisz mi się zwierzać albo od pierwszej wiadomości pokazywać swoje najbardziej wrażliwe strony. Intymność, o której myślę, nie polega na opowiadaniu obcej osobie wszystkiego, czego nie powiedziało się nikomu innemu. Dla mnie jest raczej czymś, co powstaje powoli, kiedy dwoje ludzi zaczyna czuć, że ich słowa trafiają w dobre ręce. Że nie muszą być bardziej interesujące, zabawne czy wyjątkowe, niż są naprawdę. Że mogą odsłaniać siebie we własnym tempie, a po drugiej stronie spotkają nie ocenę, lecz ciekawość i uważność.
I chyba właśnie tej uważności najbardziej mi brakuje w powierzchownych znajomościach. Tego poczucia, że ktoś nie tylko przeczytał moje słowa, ale zatrzymał się przy nich na chwilę. Że zapamiętał coś drobnego, bo było to dla mnie ważne. Że czasem wróci do tematu, o którym wspomniałam mimochodem, albo sam opowie mi coś, bo pomyślał, że chciałabym o tym usłyszeć. W takich małych gestach dostrzegam znacznie więcej bliskości niż w najpiękniejszych deklaracjach składanych komuś, kogo jeszcze właściwie się nie zna.
Nie wiem, czy nasze wiadomości staną się początkiem czegoś większego. I nie chciałabym obiecywać tego ani Tobie, ani sobie. Ale podoba mi się myśl, że możemy dać sobie szansę na poznanie bez przeskakiwania tego, co w całej tej drodze najciekawsze. Że pewnego dnia otworzę skrzynkę i zobaczę wiadomość od kobiety, której imię przestało być dla mnie tylko imieniem. Że będę pamiętała coś, co napisała kilka dni wcześniej, i z uśmiechem zastanowię się, jak minął jej dzień. A ona być może poczuje coś podobnego, widząc wiadomość ode mnie.
Nie szukam kogoś, kto od pierwszych zdań powie mi dokładnie to, co chciałabym usłyszeć. Znacznie bardziej chciałabym spotkać kogoś, kto pozwoli mi usłyszeć coś prawdziwego. Nawet jeśli będzie to zupełnie zwyczajna opowieść o jej dniu, myśl, która przyszła jej do głowy podczas spaceru, albo wspomnienie, które z jakiegoś powodu wciąż nosi w sobie.
Bo nie zależy mi na tym, żebyś napisała dużo. Zależy mi na tym, żebyś napisała od siebie. Żebym pomiędzy Twoimi słowami mogła powoli odnajdywać Ciebie, a Ty pomiędzy moimi - mnie. I żebyśmy, zanim jeszcze dowiemy się, czy mogłybyśmy się w sobie zakochać, miały szansę odkryć coś równie pięknego: czy naprawdę potrafimy być siebie ciekawe.