Lesbijki, które oszukały Kościół Katolicki w 1901 roku

Ślub... bez pana młodego

Dodano: 23.02.2018, Aktualizacja: 26.02.2018

To będzie historia dwóch kobiet, które na samym początku XX wieku oszukały Kościół Katolicki w Hiszpanii i wzięły ślub. Marcela Garcia Ibeas i Elisa Sànchez Lorig pozostają do dzisiaj jedyną parą lesbijską, która dostąpiła sakramentu małżeństwa. Poznajcie niesamowitą historię sprzed ponad stu lat.


Marcela Garcia Ibeas i Elisa Sànchez Loriga (lub Mario) poznały się w szkole, kiedy razem przygotowywały się do pracy nauczycielek w A Coruña w północno-zachodniej Hiszpanii. 

Kobiety zakochały się w sobie, jednak rodzina pierwszej nie wyobrażała sobie, by dziewczyny miały być razem. Wysłali więc Marcelę do Madrytu. Główną inicjatorką tego transferu była jej matka, która bała się społecznego skandalu i podważenia rodowej reputacji. 

W efekcie obie zatrudniły się w wiejskich szkołach, które oddalone były od siebie o paręnaście kilometrów. Elisa zaczęła bywać coraz częściej w domu Ibeas. Zaczęły planować ślub.

Wg historyka Narciso de Gabriel panie wymyśliły plan: ogłosiły rodzinom, że się rozstały, że Marcela zaszła w ciążę z nieznanym mężczyzną (co było prawdą) i że weźmie ślub z "Mariem" - kuzynem Elisy. Panie skrupulatnie przygotowały całą postać - wymyśliły jego historię, związki, genealogię... Wszystko. Był związany z A Coruñą, ale wychowywany w ateistycznej rodzinie w Londynie. 



W dzień ślubu, Elisa obcięła się na krótko i przywdziała garnitur. Została ochrzczona jako Mario i następnie ożeniła się z Marcelą w kościele św. Józefa. W ten sposób panie zrobiły w konia kościół katolicki i wtedy jeszcze konserwatywne społeczeństwo Hiszpanii. Co ciekawe, ich ślub wg prawa jest ważny i obowiązujący. 




Fotograf ślubny opublikował zdjęcie z uroczystości na rozkładówce lokalnej gazety "La Voz de Galicia" z podpisem: ślub bez pana młodego. 

Niestety historia zaczęła się komplikować - w obawie o swoje życia uciekły do Porto w Portugalii, gdzie Marcela urodziła dziecko. Groziła im ekstradycja, popłynęły więc do Argentyny, do Buenos Aires. Tam losy pań się zacierają. 

Historycy dotarli do wzmianek w lokalnej prasie o samobójczej śmierci Elisy w Veracruz i zaręczynach Marceli ze starszym i zamożnym Duńczykiem. Mężczyzna jednak okazał się oszustem i do ślubu nie doszło. 

Jedną z osób, którym zależało na nagłośnieniu tej historii jest Isabel Coixet, reżyserka i scenarzystka, która pracuje nad przeniesieniem jej na ekrany. Uważa, że to czego dokonały Elisa i Marcela było heroiczne - wziąć ślub w konserwatywnej i ultrachrześcijańskiej galicyjskiej wsi początku XX wieku to był nie lada wyczyn. 

Historia stała się zaczynem sporów w przemyśle filmowym. Coixet często pytana jest, po co robi taki film, i dlaczego o dwóch kobietach? Mujika Flores uważa, że to dobry moment na zwiększenie reprezentacji par lesbijskich w filmie. "Na pewno, gdyby to była historia o dwóch mężczyznach, byłaby bardziej znana" - powiedziała dla BBC. I dodaje, że lesbijki zaistniały w hiszpańskiej przestrzeni publicznej dopiero po protestach w latach 80. 

(ar)