"To dwóch chłopaków, którzy się w sobie zakochali"

Wzruszająca historia miłości dwóch koni

Dodano: 29.12.2017, Aktualizacja: 29.12.2017

Simonsig i Triolo D’Alene to konie wyścigowe, a historia ich niezwykłej przyjaźni, czy nawet - miłości, poruszyła wiele osób. Konie zaprzyjaźniły się i przez wiele lat każdą możliwą chwilę spędzały razem. Czy możliwe, że były w sobie... zakochane? - pytają znawcy, a "Washington Post" opisuje ich poruszającą historię. Niestety, bez happy endu.



Wszystko zaczęło się niedaleko Londynu, w prowadzonej przez znanego trenera koni, Nickiego Hendersona, Seven Barrows Farm. To miejsce, gdzie profesjonaliści opiekują się najlepszymi rasowymi końmi w Anglii, głównie wyścigowymi. To tam kilkadziesiąt koni spędza każde lato. 

Pewnego dnia znaleźli się tam Simonsig i Triolo D’Alene. Jak wspomina Henderson - już pierwszego dnia zauważył, że w grupie 10 koni - ta 2 woli trzymać się na uboczu, ale razem. I tak przez wiele lat. Każdego lata konie spotykały się w Seven Barrows Farm i każdą chwilę spędzały razem: razem jadły, nawet i z tego samego żłobu (co podobno wcale nie jest u koni takie częste), razem biegały, chodziły, spały, odpoczywały, wspólnie drapały się po grzbietach, a nawet... przytulały. Pracownicy farmy bardzo szybko pokochali niezwykłą parę.



Konsultantka ds. koni, Debbie Marsden, mówi w rozmowie z "Washington Post", że zachowania Simonsiga i Triolo D’Alene, zwłaszcza "przytulanie", są bardzo "interesujące", albowiem konie raczej nie wykazują podobnych zachowań. "W świecie koni nie ma za dużo romansu. Fizyczność - to u koni ta część społecznościowa. I nie ma związku z łączeniem się w pary" - mówi Marsden.

Sam Henderson mówi, że o "romansie" ciężko mówić, albowiem konie były wykastrowane. "Więc to, jak nazwiecie Triolo i Simonsiga, nie wiem, ale dla mnie to dwóch chłopaków, którzy się w sobie zakochali. Cała ta sprawa była dziwna. Ale to co zobaczyłem na farmie było niezwykłe, jak oni całkowicie chcieli być osobno od stada. Nigdy nie widziałem czegoś podobnego" - podkreśla.



W listopadzie zeszłego roku zdarzył się niestety wypadek - Simonsig złamał nogę. Nie było szans na wyzdrowienie. Wszyscy bardzo przeżyli jego śmierć. Czy Triolo także? Pracownicy farmy są pewni, że tak.

Triolo jest teraz emerytowanym koniem, i jak czytamy - mieszka na farmie Waddilove, gdzie został swego rodzaju "nianią" dla młodszych koni. Cały tekst o niezwykłej parze można przeczytać w "Washington Post".

(md)