Pobity za rozmowę o homoseksualności

Policja umorzyła sprawę

Dodano: 23.11.2017, Aktualizacja: 23.11.2017

W maju Michał Pytlik wracał z kongresu Partii Razem, gdy on i jego przyjaciele i przyjaciółki zostali zaatakowani na krakowskim Kazimierzu. "Wszystko dlatego, że rozmawialiśmy o homoseksualności" - podkreśla on sam. Sprawa została zgłoszona na policję, z podkreśleniem, że było to przestępstwo motywowane nienawiścią. W tym tygodniu odebrał postanowienie o umorzeniu dochodzenia z powodu "braku danych uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa". Nie ukrywa swojego oburzenia, ale apeluje: zgłaszajmy przemoc.



Michał Pytlik jest członkiem Partii Razem i sojusznikiem naszej społeczności. To, co jednak jemu i jego znajomym przydarzyło się na krakowskim Kazimierzu, pokazuje, że homofobia dotyka nie tylko osoby LGBT. W tym tygodniu na Facebooku opublikował wpis ze zdjęciem postanowienia o umorzeniu postępowania. W jakiej sprawie?



W maju wraz z przyjaciółmi i przyjaciółkami wracał z kongresu partyjnego. Rozmawiali o orientacjach seksualnych. Dwóch mężczyzn, którzy usłyszeli o czym rozmawiają, i jak mówi Michał, "mieli problem z pedałami", zaatakowało go oraz znajomych - doszło do przemocy fizycznej. W ich stronę rzucone też zostały butelki. Jedna z nich uderzyła Michała w ramię. Interweniowała policja, a agresorzy byli tak pewni siebie, że jeszcze na komisariacie jeden z nich groził Michałowi i jego znajomym.

Sprawa została zgłoszona, dowody i zdjęcia przedstawione policji, znajomi złożyli też zeznania. W tym tygodniu mężczyzna odebrał postanowienie o umorzeniu dochodzenia z powodu "braku danych uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa".

"To niesłychane. Zachowanie policji i przyzwolenie rządu sprawiają, że bezwstydni, bezczelni agresorzy mogą robić wszystko, a i tak pozostaną bezkarni. Policja ma wszystko, czego trzeba, lecz "brakuje jej danych", by ukarać tak ewidentną przemoc" - komentuje na Facebooku.




Czy pomimo to nadal uważa, że powinniśmy zgłaszać przemoc?
"Trzeba. Jestem w pełni świadomy, że to trudna decyzja, narażona na koszty psychiczne np. podczas zeznań na policji (sam doświadczyłem kpiących pytań). Jeśli jednak będziemy cicho, nie stanie się nic. Nawet jeśli prokuratura umarza sprawy takie jak nasza, to przynajmniej mamy szansę to nagłośnić i wywołać falę oburzenia. Musimy przygotować się na przełknięcie gorzkiej pigułki i zgłaszać takie sprawy" - mówi w rozmowie z nami. Podkreśla też wyraźnie, że jest sojusznikiem, jak i cała Partia Razem. "Nasz przykład pokazuje, że homofobia może dotknąć wszystkich. Jestem osobą o orientacji heteroseksualnej, a mimo to za samą rozmowę o homoseksualiści doświadczyłem homofobicznej przemocy. To powinno dać do myślenia wszystkim. W interesie wszystkich jest walka o pełnię praw" - mówi.

"Zapytałbym słowami Boba Dylana: how many roads must man walk down, before you call him a man? Dróg ku pełni praw dla osób o orientacji homoseksualnej przeszliśmy już kilometry i jesteśmy dziś silniejsi i silniejsze niż kiedykolwiek. Będziemy spotykać na swej drodze przemoc, ale zwycięstwo jest kwestią czasu i zależy od naszej determinacji. Nie poddawajmy się, nawet jeśli rzeczywistość bywa okrutna" - reasumuje.



Przypomnijmy, że walka o to, by w kodeksie karnym znalazła się penalizacja przestępstw motywowanych nienawiścią, w tym wobec ludzi LGBT trwa od wielu lat. W poprzedniej kadencji w Sejmie były trzy projekty, które dotyczyły nowelizacji kodeksu karnego, poszerzającego go o przestępstwa z nienawiści oraz mowę nienawiści – także w kontekście tożsamości płciowej, orientacji seksualnej, wieku, płci i niepełnosprawności. Rok temu Sejm odrzucił nowelizację złożoną przez posłów i posłanki Nowoczesnej. Pod koniec września głośno było w mediach o tym, że rząd PiS przyjął rekomendacje Rady Praw Człowieka Organizacji Narodów Zjednoczonych w kontekście poszerzenia Kodeksu karnego o wspomniane przesłanki. To jednak tylko deklaracje.

(md)