Hejt odebrał mu radość z zaręczyn

Nie trwała ona zbyt długo

Dodano: 05.07.2017, Aktualizacja: 05.07.2017

“Nie jeden, a dwóch policjantów skorzystało z okazji, by podczas Pride in London oświadczyć się ukochanym” – pisaliśmy w zeszłym roku. Teraz przyszedł czas na podsumowanie dla jednego z nich. Phil Adlem żałuje teraz swojej decyzji, bo “radość nie trwała zbyt długo”. Siła homofobii jest potężna – w szczególności w Internecie.



Phil Adlem napisał do “Guardiana” list, w którym rozlicza się z tym, co doświadczył w ciągu ostatniego roku. I jest pełen żalu, poczucia niesprawiedliwości i rozczarowania. O co chodzi? O komentarze pod nagraniem, na którym oświadcza się swojemu partnerowi podczas parady Pride w Londynie w zeszłym roku (przypomnimy - jego chłopak powiedział: tak).


Życzono im śmierci: „Powinno się ich powiesić” czy „Nie wińcie ISIS, kiedy ich zabiją”, a to tylko niektóre z nich… Wiele innych przykrych wpisów pojawiło się pod wideo na YouTubie. Jest świadomy, że na tym polega potęga mediów społecznościowych – można łatwo ocenić, skrytykować, zwyzywać i obrazić. Ale wie, że nie musi się na to godzić.


Początkowo odzew był pozytywny – mnóstwo dobrych słów, wsparcia, a zaraz potem – tona nienawiści i wrogości od ludzi, którzy nawet go nie znali. Potem uszczypliwe komentarze od kolegi z pracy i znajomego z czasów studiów – to było dla niego za dużo. Zaczął żałować swojej decyzji. „Dzwonili do mnie ludzie i prosili o wywiad, odmawiałem” – mówi. Radość się skończyła. 


He said yes @LondonLGBTPride @MetLGBTNetwork @LGBTpoliceuk #policewithpride #ByYourSide #AB #DI #CA #AC #LH pic.twitter.com/9jOmlY33PH

— MET LGBT Network (@MetLGBTNetwork) 25 czerwca 2016



Pomimo tych komentarzy, ma świadomość, że może być spokojny, że nie straci pracy, że może żyć i być sobą. Ale właśnie ta wrogość, nienawiść i zawiść, których doświadczył, pokazały mu, że marsze równości i parady wciąż mają sens, że “to źródło niesamowicie pozytywnej energii i siły dla tych, którzy w życiu codziennym doświadczają przemocy i mowy nienawiści”.




Swój tekst w “Guardianie” zaczyna tak:


Dla miliona z Was jestem tym policjantem, który oświadczył się podczas zeszłorocznej parady w Londynie. Ale dla większej liczby ludzi jestem obrzydliwy, bo jestem gejem – i dlatego parady wciąż są ważne.

Wiele z komentarzy go bawiły, jak ten, że jest „kolejnym gejem z parciem na szkło – jak jego bohater BRUCE JENNER”. Jak sam mówi, musiał się zapytać narzeczonego, Jonathana Sammonsa, kim Bruce Jenner jest. Ale duża liczba komentarzy była życzeniem śmierci, oznaką pogardy i pragnieniem wyśmiania.


„To nie było moje pierwsze zetknięcie z homofobią. Wychowywałem się w domu, gdzie nikt nie miał z tym problemu. Ale na moją osiemnastkę wyszedłem ze swoim chłopakiem na imprezę i zostałem dotkliwie pobity przez trzech mężczyzn, którzy przestali dopiero, kiedy przyjechała policja” – wspomina.

Phil pracuje jako policjant, jest aktywistą LGBT i pomaga pracownikom socjalnym w pracy z osobami bezdomnymi w Londynie. Ma świadomość, że czasy się zmieniły, że może pracować w policji jako ujawniony gej, że żyje w kraju, w którym nie pójdzie do więzienia za bycie homoseksualnym, ale – jak sam mówi – miał szczęście. Na co dzień spotyka się z ofiarami przemocy. Aż 25% społeczności LGBT w Wielkiej Brytanii doświadczyło okrutnego pobicia i ponad połowa tych, którzy uczęszczają jeszcze do szkół. Te dane go przerażają.

Często spotykał się opinią: „Nikt już nie dba o to, że jesteś gejem, to nie jest już problemem”. A to pociąga za sobą wnioski, że społeczność LGBT, organizując marsze równości i parady, legitymizuje to, że są mniejszością i „wyłączają się” ze społeczeństwa, postulując kolejne prawa. I proponują paradę heteroseksualistów jako drogę do pełnej równości.


Swoje myśli podsumowuje:


Skoro społeczność LGBT była zmuszona do radzenia sobie z przemocą, kryminalizacją i egzekucjami przez lata, nikt nie powinien mieć problemu z poradzeniem sobie z istnieniem parad bez atakowania ich ważności czy kreowania heteroseksualnych parad pod pozorem wypaczonego pojęcia równości.

 (ar)