Cynthia Nixon jako Emily Dickinson

Biseksualność to nie wybór, to fakt?

Dodano: 19.04.2017, Aktualizacja: 20.04.2017

W nowym filmie, „Cicha namiętność” Terence’a Daviesa, Cynthia Nixon wciela się w rolę dziewiętnastowiecznej poetki, Emily Dickinson. W wywiadzie dla magazynu Out, powiedziała, że Dickinson była odważną kobietą, dzielną i pełną determinacji i siły i - prawdopodobnie odnalazłaby się we współczesnych czasach. Aktorka odniosła się też do własnej seksualności: „Generalnie nie lubię posługiwać się jakąkolwiek terminologią. To tylko słowa. Ale z racji tego, że nie mamy jak inaczej się identyfikować, to mogę powiedzieć, że jestem biseksualna. I to nie jest wybór, to po prostu fakt. Wyborem zaś jest to, czy będę z mężczyzną czy z kobietą”.


Aktorka - jak to sama ujęła - "świętokradczo gdyba", że gdyby poetka żyła teraz – w epoce mediów społecznościowych – czułaby się bardzo dobrze, a nawet znakomicie:


Z jednej strony miała potrzebę kontaktu z innymi, z drugiej – nie chciała być poza domem, swoją strefą komfortu. Może odnalazłaby się w czasach, kiedy możesz być w kontakcie z innymi, nie wychodząc z domu, kto wie?” – dodaje.


Na pytanie dziennikarza, czy poetka była lesbijką ta odpowiada tonująco:


Bardziej jej zależało na równości i możliwości… Miała bardzo romantyczne i pełne pasji podejście do wielu mężczyzn i kobiet, do swojej szwagierki – Susan. Czytając ich listy można pomyśleć to prawdziwa miłość. Ciężko jednak mieć taką pewność – to było 110 lat temu, nie wiemy, co wtedy ludzie myśleli i jak czuli, język był inny…” – mówi aktorka. Oczywiście dodaje, że te listy były nie tylko pełne napięcia emocjonalnego – są w nich kłótnie, rozstania i powroty. Emily bardzo chciała spędzić życie z Susan.


Co do swojej seksualności, Cynthia podkreśla, że ludzie wciąż nie łapią biseksualności – nie wiedzą czym ona jest, nie rozumieją jej, posługują się kalkami i stereotypami.




„Generalnie nie lubię posługiwać się jakąkolwiek terminologią. To tylko słowa. Ale z racji tego, że nie mamy jak inaczej się identyfikować, to mogę powiedzieć, że jestem biseksualna. I to nie jest wybór, to po prostu fakt. Wyborem zaś jest to, czy będę z mężczyzną czy z kobietą” – mówiła po swoim wyjściu z szafy.




Emily Dickinson to amerykańska poetka. Pochodziła z rodziny wielodzietnej. Do końca życia pozostała panną – opiekowała się domem i rodzicami. Praktycznie nie opuszczała domu i miejscowości Amherst – jedynie parokrotnie, gdy jechała do Filadelfii, Waszyngtonu i Bostonu. Pisać zaczęła ok. 30 roku życia. Miała problemy z publikacją swoich wierszy – zarzucano jej skrajne nowatorstwo, na które świat nie był jeszcze gotowy. Za jej życia opublikowano zaledwie kilka z nich – w dodatku bez jej zgody. Po jej śmierci odnaleziono blisko 1800 wierszy zamkniętych w szkatułce. Doceniono ją dopiero w latach 50. XX wieku.


Mówi się, że była wariatką i frustratką, ubierała się tylko na biało. Jej postać obrosła legendami. Nazywana jest „pustelnicą z Amherst” albo „kobietą w bieli”. Nie miała dobrej relacji z matką, za to uwielbiała swojego ojca. Nie znosiła fanatyzmu religijnego, z tego powodu nawet rzuciła studia. Była agnostyczką. Miała dziwne relacje z mężczyznami. Nie interesowała się związkami romantycznymi i seksualnymi, bardziej relacjami mentorskimi.


Jej biseksualna orientacja jest tylko domysłem. Nie ma na to dowodów. Jedynie interpretacje i analizy jej twórczości. Mówi się o romansie ze szwagierką, Susan Gilbert. Wysłała do niej blisko 300 listów, domagała się bliskiego kontaktu. Stała się dla poetki muzą. Z wiekiem dziwaczała – mało, że nie wychodziła z domu, praktycznie nie widywała się z nikim osobiście. Rozmowy toczyły się przez drzwi wejściowe. Nie wyszła nawet na pogrzeb swojego ojca.


(ar)