Oliwa do ognia: film jako dodatek do popcornu

Helios i Multikino tłumaczą, dlaczego nie grają "Tamtych dni, tamtych nocy"

Dodano: 30.01.2018, Aktualizacja: 30.01.2018

Nie zrozumcie mnie źle, nie odmawiam kinom prawa do zarabiania pieniędzy. Nie doszukuję się także homofobicznego spisku w rezygnacji sieci Helios i Multikino z projekcji "Tamtych dni, tamtych nocy". Trafia mnie natomiast szlag, że kina bez żadnego wstydu, przyznają, że dla nich liczy się tylko "piniądz".



Przesadzam? Dział PR Multikina mówi to wprost:


"Premiera zbiegła się z premierami polskich filmów, które zdecydowaliśmy się pokazać w Multikinie. A tych od początku roku pojawiło się wiele (m.in. „Narzeczony na niby”, „Atak paniki”, „Podatek od miłości”, „Plan B”). Zależy nam, aby wspierać rodzime produkcje. Z uwagi na ferie do repertuaru wprowadziliśmy także sporo filmów dziecięcych.

W miniony weekend (tj. od 26 stycznia) w kinach pojawiły się inne filmy festiwalowe przyjęte przez publiczność bardzo ciepło, tj. „Księżyc Jowisza” czy „Dusza i ciało”. Nie uwzględniliśmy tych produkcji w repertuarze z wyżej wymienionych powodów." - czytamy w stanowisku kina, które otrzymała nasza redakcja.

W Multikinie granie do kotleta i popcornu 

Ja rozumiem to tak: dla nas jako sieci Multikino liczy się tylko pełna sala. Nie gramy filmów festiwalowych, nie gramy uznanych przez krytyków i publiczność kandydatów do Oscara. Na dodatek nie przepadamy za zagranicznym kinem.


Czy jest tu gdzieś minister kultury? Z tego co rozumiem, kina nie do końca są tym samym co tancbuda z piwem. To także podmioty komercyjne, ale oprócz zarabiania pieniędzy są instytucjami kultury. Jako takie korzystają m. in. z obniżonej stawki podatku VAT. Wejściówka do tancbudy i piwo to 23% podatku - bilet do kina tylko 8%. Jeśli stanowisko działu PR Multikina to także stanowisko kierownictwa sieci, to domagam się, aby Multikino płaciło tę samą stawkę, co inni przedsiębiorcy.

Tym razem trafiło na film o tematyce gejowskiej. Wśród "wykluczonych" filmów jest jednak wiele innych tytułów, na przykład zeszłoroczny laureat Oscara "Manchester by the sea" czy "Ida", która także trafiła na opór sieciówek.

Cztery nominacje do Oscara, a wam jest wszystko jedno

Nie podoba mi się także postawa sieci Helios, która w wielu mniejszych miastach wojewódzkich jest de facto monopolistą. Sieć tłumaczy się, że chciała zorganizować "specjalne" pokazy, nie potrafiła jednak wytłumaczyć na czym ta specjalność miałaby polegać i w końcu nie zagrała filmu wcale. Przesiewając kino wyłącznie przez sito opłacalności wykluczacie kino mądre i ambitne. Dzięki Wam mieszkańcy Rzeszowa (miasto wojewódzkie) mogą oglądnąć trzy razy dziennie polską komedię romantyczną "Podatek od miłości" i cztery razy "Gnomy", w tym raz w 3D. Nie mogą natomiast zobaczyć filmu o miłości gejowskiej, który w serwisie IMDB ma średnią ocenę 8,3 i 4 nominacje do Oscara. Dodam na koniec, że sieć Helios nie wysiliła się nawet na jakąkolwiek odpowiedź na nasze zapytanie. I wam serio nie jest wszystko jedno?

Cinema City - zwracamy uwagę na walory artystyczne

Na koniec dodam łyżkę miodu do tego kinowego dziegciu. "Tamte dni, tamte noce" możecie zobaczyć w sieci kin Cinema City.

"Bierzemy pod uwagę gusta widzów oczekujących szerszego wyboru. Często wybierają filmy niszowe, ponieważ dzięki karcie Unlimited mają możliwość częstszego korzystania z kina. Zwracamy uwagę na walory artystyczne i uznanie uzyskiwane przez filmy na różnych festiwalach" - mówią przedstawiciele sieci w rozmowie z WP. Właśnie tego od kin oczekuję.

Autor: Radek Oliwa Queer.pl Założyciel portalu Queer.pl, fundator Równość.org.pl, członek Grupy Inicjatywnej ds. Związków Partnerskich.

https://twitter.com/roliwa