"Tamte dni, tamte noce" - recenzja

"Sérénité" - Łukasz Maciejewski o filmie Luki Guadagnino

Dodano: 22.01.2018, Aktualizacja: 26.01.2018

W jednej z najpiękniejszych scen „Boyhood” Richarda Linklatera, tuż przed opuszczeniem rodzinnego domu, Mason (Ellar Coltrane) pytał granego przez Ethana Hawke'a ojca: „Jaki jest w tym wszystkim sens?”. „Nie jesteś obojętny, nie zobojętniałeś” - usłyszał w odpowiedzi. I o tym są „Tamte dni, tamte noce” Luki Guadagnino, jedna z najbardziej wyczekiwanych premier tego roku. To film o tym, że nie wolno zobojętnieć. Cena może być wysoka, ale nie wolno.



- Łukasz Maciejewski -On to potrafi. Urodzony w Palermo Luka Guadagnino jest pilnym uczniem Viscontiego. Wie, co to zmysły, wie jak je pokazywać. Że nic nowego? Ale co w kinie w ogóle jest nowego? Nie ma przecież sensu oskarżać Paola Sorrentino o oczywiste inspiracje w „Wielkim pięknie” Fellinim, tak samo jak Guadagnino o zachwyt nad Viscontim. Jest zresztą konsekwentny – zmysły prowadziły go w „Jestem miłością” i „Nienasyconych”, nigdy jednak nie zagrały głównej roli. „Tamte dni, tamte noce” są filmem przesyconym erotyczną i zmysłową temperaturą.Każdy miał takie lato, albo bardzo chciał mieć, albo nawet jeżeli tego wszystkiego nie przeżył, to sobie wyobrażał... Jakiś lipiec, jakaś zieleń. Wszystko pachnie, ale zapach to nie tylko feromony, to także przebudzenie do nowego, lepszego, innego życia. Wyrwanie się z nudy, nawet gdyby miało to oznaczać przejście od jednej nudy do drugiej. Od nudy życia do nudy zmysłów. Jedna jest (w miarę) racjonalna, ta druga pijana, nieskoordynowana, i najczęściej chwilowa. Życie trwa, miesiące mijają, są dni lepsze, gorsze, a my wspominamy wciąż tę drugą nudę. Czekając, czy jeszcze się powtórzy. Guandagnino ze swoim wspaniałym operatorem, Sayombhu Mukdeepromem (był odpowiedzialny za sferę wizualną legendarnego „Wujka Boonmee...” Apichatponga Weerasethakula), dokonuje niemożliwego. Rozbuchany kolorystycznie i wizualnie ekran oddycha tamtymi dniami i nocami – tamtym latem. Zanurzonym w konkretnym czasie – akcja filmu rozgrywa się w 1983 roku, ale i ponadczasowym. To lato oddycha sensualizmem. I seksem, albo przeczuciem seksu. Seksualny jest wiatr wpadający do okien, szelest liści na drzewach, zmysłowe są spierzchnię...   ( Pozostało znaków: 7095 )
Autor: Łukasz Maciejewski Filmoznawca, krytyk filmowy i teatralny Członek Europejskiej Akademii Filmowej, Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych ("AICT") oraz Federacji Krytyków
Filmowych ("Fipresci").

Dyrektor programowy festiwalu "Kino na Granicy" w Cieszynie oraz festiwalu Grand Prix Komeda w Ostrowie Wielkopolskim.

Wykładowca na Wydziale Aktorskim w Szkole Filmowej w Łodzi oraz na Wydziale Dziennikarskim Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Laureat wielu nagród i wyróżnień dziennikarskich: między innymi statuetki "Uskrzydlony", "Dziennikarskiej Weny" oraz "Złotej Róży" za "nową jakość w krytyce filmowej", czterokrotnie nominowany do tytułu "Człowieka Roku Małopolski".

W 2017 roku opublikował tom "Aktorki. Odkrycia" oraz polsko-angielski album "Lupa / Maciejewski. Koniec świata wartości". Obie książki zyskały status bestsellera.

Zostań Przyjacielem Queer.pl aby zobaczyć pełną treść artykułu