Aby nie rezygnowali z tego świata

Babę zesłał Bóg: rozmowa z nauczycielem, Piotrem Derlatką

Dodano: 17.10.2017, Aktualizacja: 19.10.2017

14-letni Kacper z Gorczyna to kolejna ofiara szkolnej homofobii. Gdy niektóre media spekulują nad tym, czy Kacper w ogóle był gejem, dla mnie najważniejszym jest fakt, że rówieśnicy nie dawali mu żyć nie dlatego, że lubił kolor zielony czy niebieski, ale dlatego, że był w ich oczach pedałem. Homofobia w szkołach rośnie w siłę, a nauczyciele nabierają wody w usta. Jaka jest ich rola w tym wszystkim? O tym rozmawiałam z Piotrem Derlatką - nauczycielem w jednej ze szkół średnich.



- Anna Krystowczyk -Nauczycielem jesteś już… W tej chwili jest to już 14 rok. Co ważne, do tej pory zawsze miałem klasę wychowawczą. Pracujesz w gimnazjum? Nie, w szkole średniej. Dlatego jeśli mamy rozmawiać o Kacprze czy Dominiku to myślę, że moja perspektywa jest nieco inna, ponieważ do pierwszej klasy liceum przychodzą osoby w wieku 16 lat, często w pełni świadome własnej orientacji. Wiesz co, nie mogę się z tym do końca zgodzić. Ich świadomość jest lub przynajmniej może być większa, jednak mimo wszystko wielu licealistów i wiele licealistek nadal pozostaje w szafie. Jako nastolatka sama doświadczyłam homofobii szkolnej będąc w liceum. Więc jednak perspektywa nauczyciela w szkole średniej jest równie cenna. Tak. Powiedz, jak zareagowałeś na wieść o samobójstwie Kacpra? Przede wszystkim przyszło mi do głowy, że to kolejny przykład dzieciaka, który odbiera sobie życie z powodu homofobii. Zacząłem się też zastanawiać nad tym, kto jest temu winien. Początkowo pomyślałem: wyłącznie szkoła! Ale sprawa jest bardziej skomplikowana… Jako nauczyciel i wychowawca muszę powiedzieć, że jest to naprawdę trudne, aby objąć wszystkie dzieciaki w klasie należytą opieką i uważnością. Żeby mieć na tyle dużo czasu, zrozumienia, czy empatii. Zgadza się, to z pewnością jest trudne dla jednej osoby, jednak warto podkreślić: placówka, do której chodził Kacper była jego drugą szkołą. Z pierwszej przeniósł się właśnie dlatego, że doświadczał tam homofobii. Jeżeli pojawia się nowy uczeń, to jest chyba coś takiego, jak karta historii ucznia? Nowi nauczyciele musieli wiedzieć o problemach, które spotkały Kacpra wcześniej? Na pewno powinni. Coś takiego jak „karta dziecka” istniało dawniej. Kiedy dziecko zmienia szkołę, to na pewno o przyczynach tej decyzji powinien wiedzieć pedagog szkolny i wychowawca. W mojej opinii to właśnie wychowawca odgrywa kluczową rolę, bo jeśli zna przeszłość ucznia, sprawuje nad nim szczególną opiekę, a  przede wszystkim zadba o to, aby nie doszło do przemocy – fizycznej czy werbalnej – po raz kolejny. Czasem jest to bardzo, bardzo trudne, bo – jak powiedziałem wcześniej – wychowawca jest jeden, a wychowanków – na przykład – trzydziestu. Niezwykle łatwo jest coś przeoczyć, zaniedbać. Ale jeżeli dziecko jest prześladowane w szkole i nie jest to incydent, a dochodzi do fali prześladowań, to nie ma opcji, żeby nauczyciel tego nie zauważył! I teraz pytanie: co taki wychowawca zrobi z tym dalej? Jeżeli mu się nie chce –  bo na przykład za mało mu płacą, jest sfrustrowany, ma własne problemy – to nie zrobi z tym nic. Bardzo dobrze, że o tym mówisz. Warto też podkreślić, że Kacper popełnił samobójstwo zaraz na początku nowego roku szkolnego. Nie chciałabym usprawiedliwiać kogokolwiek, ale trzeba też wziąć poprawkę na to, że był on nowym uczniem, którego nauczyciele raczej nie znali. Zaczyna się nowy rok szkolny, jest chaos, nawet jeżeli wychowawca już zna przeszłość Kacpra, to są to dopiero początki. Więc spójrz: on – pomimo cholernie trudnych doświadczeń – miał pewnie nadzieję, że w nowym miejscu jego koszmar się skończy. A jednak popełnił samobójstwo… Po pierwsze: rzeczywiście na początku roku szkolnego naprawdę trudno jest coś wskórać – to czas organizowania się, „wgryzania” w różne sprawy, poznawania nowych uczniów. Jeśli już miałbym kogoś tu oskarżać, to jednak poprzednich nauczycieli i wychowawców Kacpra… Po drugie: myślę, że ten chłopak musiał mieć straszny bagaż. Zauważ, że nie dał sobie żadnej szansy… Trzeba powiedzieć wprost: w tej poprzedniej szkole były potworne zaniedbania. Szkoła nie zajęła żadnego stanowiska w tej sprawie. Uznano, że po przeniesieniu Kacpra do innej placówki, jego problemy już ich nie dotyczą. Niestety szkoły często odcinają się od takich rzeczy. Uczeń jest, uczeń zmienił szkołę, więc ucznia nie ma, i to, co się z nim dalej dzieje, to już nie nasz problem. Brakuje warsztatów dla nauczycieli i nauczycielek. Jako wychowawca ubolewam nad tym, że mamy do dyspozycji tylko jedną godzinę wychowawczą w tygodniu. Właściwie prawie zawsze ta godzina jest poświęcana na pierdoły: usprawiedliwienia, nieobecności, przekazywanie jakichś informacji. W efekcie nie ma czasu na pogadanie z dzieciakami o naprawdę ważnych sprawach: o tym, jak się czują, jakie mają problemy. Uważam, że powinno być coś takiego, jak dyżury wychowawcze. Tylko, że nikt nam za to nie zapłaci, a – wierz mi – nauczyciele i tak sporo robią w tak zwanym „czynie społecznym”, choć większość społeczeństwa myśli o tym inaczej. Takie dyżury powinny być z góry zaplanowane w rocznym planie pracy nauczyciela. Byłam niedawno na spotkaniu „Rodzinnie o LGBT+” w Urzędzie Miasta Poznania, gdzie pojawił się temat warsztatów w szkołach. Smutną refleksją, jaką ja z te...   ( Pozostało znaków: 20264 )
Autor: Anna Krystowczyk Miłośniczka starych filmów, jazzu i fotografii Poznański nabytek z polski wschodniej. Miłośniczka starych filmów i dobrych książek. Autorka bloga
Zostań Przyjacielem Queer.pl aby zobaczyć pełną treść artykułu