logo Queer.pl Dawniej Innastrona.pl
30.04.2017    STARTSKLEPKONTAKT

...
60
1
4

Miłość pogrzebana

Kuba Wojtaszczyk o "Wszystko jak chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego"

Dodano: 13.04.2017, Aktualizacja: 13.04.2017

Jakiś czas temu na rynku pojawił się zbiór listów (miłosnych) Wisławy Szymborskiej i Kornela Filipowicza. Zbiór wspaniały, romantyczny, ale w taki – powiedziałbym – przyziemny sposób, bez niepotrzebnego patosu. Dziś dostajemy kolejną książkę z intymną korespondencją. Mowa o „Wszystko jak chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego” w opracowaniu Anny Król. Jednak niech nie zwiedzie nas słowo „miłość” w tytule, albo może inaczej – nie odczytujmy tej miłości powierzchownie, bowiem było to uczucie pod wieloma względami niezwykłe.

- Kuba Wojtaszczyk -

Poznali się przypadkiem w 1953 roku. Dwudziestoletni Jurek Błeszyński został wydelegowany do Iwaszkiewicza, aby przekonać znanego i cenionego pisarza do wygłoszenia wykładu w brwinowskiej szkole. Młodzian, podobno obdarzony niezwykłym urokiem osobistym, zupełnie zawrócił w głowie blisko sześćdziesięcioletniemu literatowi. Początkowo była to (prozaiczna?) fascynacja erotyczna, która z czasem przerodziła się w uczucie – powiedzmy to! – zupełnie szalone. Szalone na wielu poziomach. Po pierwsze homoseksualne (w Polsce lat 50.). Po drugie obaj mieli rodziny: Iwaszkiewicz był mężem, ojcem i dziadkiem, natomiast Błeszyński miał żonę (którą niebawem porzucił), małego synka, później też córkę. W ich związek angażowało się wiele osób, także tych najbliższych, m.in. Anna Iwaszkiewicz, żona Jarosława, opiekowała się Jerzym, traktując go najpewniej jak syna; przekazywała listy od męża, modliła się w intencji chłopaka w Częstochowie. Bo należy nadmienić, że Błeszyński już w chwili poznania Iwaszkiewicza chorował na gruźlicę, której raczej nie leczył, i na którą w końcu zmarł.


Lektura „Wszystko jak chcesz” nie jest przyjemna. To nie sympatyczne kolaże Szymborskiej i rysunki Filipowicza.
Przede wszystkim w książce nie znajdziemy odpowiedzi Błeszyńskiego; korespondencja wysyłana przez niego zaginęła, jakby chciano, aby i sam jej nadawca został zapomniany. To wielka siła zbioru – ten wizualny brak odpowiedzi zwiększa siłę romantycznej, ale i tragicznej miłości. Choć doskonale wiemy, że Błeszyński pisywał i telefonował do Iwaszkiewicza, pomieszkiwał w wynajmowanym przez niego mieszkaniu, otrzymywał od pisarza również wsparcie finansowe, to i tak, jakby podskórnie, mamy wrażenie, że pisarz go sobie wykreował. Tym bardziej, iż postaci inspirowane kochankiem znajdziemy, m.in. w „Tataraku”, czy „Kochankach z Marony”.  Faktycznie Błeszyński mógłby nie istnieć, gdyby nie zachowany jego grób.

ZOBACZ TEŻ "Kocha się nie erotyzmem" Fragment książki „Spotkać Iwaszkiewicza. Nie-biografia”


„Od razu pierwszego wieczoru, kiedyś siedział wraz z delegacją u mnie w gabinecie, zapisałem sobie Twoje nazwisko >>żeby nie zapomnieć<< – a Ty przyszedłeś ni stąd, ni zowąd po roku... No, nie wspominajmy, Kochanie. Oczywiście ludzie widzą w tym obrzydlistwa, ale Ty wiesz, my widzimy – głęboką przyjaźń, głęboką miłość dwóch mężczyzn, która ma olbrzymią wartość, już przez to samo, że istnieje” –  pisał Iwaszkiewicz w jednym z listów. Młodszy kochanek go zupełnie owładnął. W korespondencji był do bólu szczery, romantyczny, ale też często samotny i nieszczęśliwy. Często błagał Jurka o kontakt, o jakikolwiek znak. To musiało być dla niego nowe – pamiętajmy, że mówimy o sławnym pisarzu, którego podporządkował sobie szczyl. Tragizmu związkowi dodawali nieustanne pogarszanie się gruźlicy Błeszyńskiego oraz Lilka Pietraszek.

Początkowo Iwaszkiewicz myślał o tej kobiecie jako o kolejnej, która uległa urokowi Jerzego, jednak szybko stała się rywalką. Pisarz żalił się: „Wyobrażam sobie Ciebie cichego i czułego (bywałeś taki) albo znowuż jako wielkie mężczynisko, wredne z kutasem i jajami, pachnące babami. I robisz się wtedy obcy, zły, niedostępny, obłudny, taki, jakim jesteś zawsze na górze, kiedy Lilka jest na dole. Męczysz mnie nawet z daleka, wszystko, co czuję i widzę przystosowuję do Ciebie”. Kobiety Błeszyńskiego były wołaniem za heteronormatywną „normalnością”. Anna Król pisze: „Ta tęsknota za tzw. normalnością rozumianą jako prowadzenie zwykłego życia zgodnego ze społecznymi schematami, doskwiera Jerzemu szczególnie (…) nie chce być chory, nie chce umierać, nie chce się zastanawiać, czy jest akceptowany, czy nie. Przede wszystkim jednak nie jest gotów, by przyznać przed sobą, że jest mężczyzną biseksualnym, a może homoseksualnym”. Iwaszkiewicz starał się to zaakceptować. Z różnym skutkiem. Zdawał sobie sprawę, że w listach, depeszach, telegramach, małych karteczkach przekazywanych Jurkowi przez znajomych jest  równie często śmieszny, żałosny, jak i szczęśliwy. Czasami miał wrażenie, że kochanek chce tylko jego pieniędzy. Tak trwali do śmierci Błeszyńskiego. Pożegnanie – jakże literacko i filmowo –  nastąpiło przy łóżku umierającego. Ich relacje na powrót stały się pełne czułości.

Po pogrzebie nastąpił, moim zdaniem, najciekawszy element tego romansu. Jarosław Iwaszkiewicz jeszcze przez rok pisał do Błeszyńskiego listy, których ten już nigdy nie otworzył. W korespondencji Jerzy wyjechał do Surabai, indonezyjskiego miasta, do którego za życia miał udać się do brata. Po śmierci miejscowość ta była oczywiście symboliczną lokalizacją życia-po-życiu, jedną z możliwości przepracowywania straty. Iwaszkiewicz pisał, że niedługo Błeszyńskiego tam odwiedzi. Dzięki temu zakończeniu, tej surabajskiej żałobie, zbiór „Wszystko jak chcesz” jest jeszcze bardziej fascynujący. Pozostawia w czytelniku potężną mieszaninę smutku, radości, sentymentu, tęsknoty; tego wszystkiego, co składa się na miłość.

„Wszystko jak chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego”, pod red. Anny Król
Wilk & Król Oficyna Wydawnicza
ISBN: 978-83-65089-08-3

Kuba Wojtaszczyk Autor: Kuba Wojtaszczyk rocznik '86, pisarz, kulturoznawca, absolwent Gender Studies UAM Publikował i publikuje m.in. w „enter the ROOM”, „Czasie Kultury”, „Blizie”, „Lampie”, antologii „Nowe Marzy” 10. MFO. W 2014 r. debiutował powieścią „Portret trumienny”. W 2016 r. ukazała się jego druga książka „Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć”. Tłumaczony na niemiecki, węgierski i ukraiński. Stypendysta Prezydent m.st. Warszawy, Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego. W kwietniu 2017 r. ukaże się jego najnowsza powieść „Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica?”.

Fot. Kamila Szuba


PODZIEL SIĘ
KOMENTARZE (4)
Komentuj Komentuj HEJT STOP!
Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Wioletta   dodane przez Facebooka 21.04.2017 9:11
Świetne
Marta   dodane przez Facebooka 21.04.2017 5:43
Anna   dodane przez Facebooka 20.04.2017 19:18
Bo miłość nie wybiera sobie płci , wieku , urody ,koloru skóry , miłość po prostu jest....
Zooey_ (38) stołeczne :) 15.04.2017 22:43
genialna lektura!
Zapisz Zapisz stronę Magazyn+ Magazyn Pełny ekran Pełny ekran
REKLAMA
REKLAMA

© 1996-2017 Prawa autorskie zastrzeżone, ISSN 2299-9019
666
Bądź queer na facebooku