logo Queer.pl Dawniej Innastrona.pl
08.12.2016    STARTSKLEPKONTAKT

...
56
2
10

Równość małżeńska tylko dla chętnych

Pomożesz?

Dodano: 25.02.2016, Aktualizacja: 05.04.2016

Strategia grzecznego ograniczania postulatów nie uratowała ustaw o związkach partnerskich. Niby dlaczego ktoś miałby brać nas na poważnie, skoro sami dla siebie jesteśmy tematem zastępczym?

- Hubert Sobecki -

W jednym z moich ulubionych branżowych filmów, "Zupełnie innym weekendzie" Andrew Haigha, jest scena, w której para właśnie zakochujących się w sobie chłopaków prowadzi typowo poimprezową dyskusję o życiu i całej reszcie. Ten bardziej buntowniczy pyta, po co gejom małżeństwa i dlaczego chcą się "wpisywać w system" zamiast szukać własnych ścieżek. Romantyk odpowiada, że to właśnie powiedzenie drugiemu facetowi "kocham cię i chcę spędzić z tobą resztę życia" przed masą ludzi, którzy straszą nas piekłem, jest aktem odwagi i buntu. Dorzuca też, że ludzie pobierają się z miłości.

Ten krótki dialog idealnie podsumowuje sens postulatu równości małżeńskiej, wskazując na paradoksalną sytuację, w której to, co konserwatywne, okazuje się progresywne, a dla niektórych wręcz wywrotowe. Rzeczywiście, nic tak nie drażni wszelkiej maści stróżów moralności jak stwierdzenie, że pary różnej płci nie mają monopolu na miłość. Właśnie dlatego z taką zajadliwością starają się zredukować kwestię regulacji związków jednopłciowych do seksu i sfery prywatności. Jak pokazuje przykład amerykański, gdy większość społeczeństwa zaczyna rozumieć, że osoby LGBT+ to przede wszystkim ludzie, którzy chcą godnie i szczęśliwie żyć, odmawianie praw staje się trudne do uzasadnienia i obowiązek argumentacji spada na przeciwników równości. W Polsce wciąż czekamy na taki przełom.

"SPOŁECZEŃSTWO NIE JEST GOTOWE"

Te pamiętne słowa Donalda Tuska padły, gdy zapytano go o związki partnerskie na Kongresie Kobiet. Dowiedzieliśmy się wtedy, że

nie ma sensu wprowadzać rozwiązań, które nie cieszą się społecznym poparciem. Nie dowiedzieliśmy się niestety ani tego, czy władze mają zamiar jakoś nam w budowaniu poparcia pomóc, ani jak wysoko mają dojść słupki, zanim pan premier zacznie z nami rozmawiać.
Co ciekawe pomimo przegranych wyborów, działacze i działaczki z PO wciąż patrzą na sprawę wilkiem. Podczas niedawnej debaty zorganizowanej przez poznańską Grupę Stonewall, Agnieszka Kozłowska-Rajewicz (była pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania) mówiła, że związki przepadły w Sejmie, bo... nie było większości. Zaznaczyła przy tym, że organizacje LGBT+ powinny bardziej przyłożyć się do przekonywania parlamentarzystów. O tym, dlaczego była ekipa rządząca nie chciała spotykać się z aktywistami i aktywistkami i nie zorganizowała choćby godzinnego spotkania klubu PO, na którym można by omówić treść ustaw, już nie wspomina. Z kolei Grzegorz Schetyna docina Ryszardowi Petru jak na szkolnym podwórku, pisząc na Twitterze, że słyszał, że Nowoczesna planuje wrócić do tematu związków partnerskich. W odpowiedzi otrzymuje coś na kształt dementi, mimo że kilka tygodni wcześniej partia z kropką w logo rozpoczęła oficjalne konsultacje z organizacjami właśnie w tej sprawie. Nie dziwi nic. W końcu związki partnerskie, o małżeństwach jednopłciowych nie wspominając, to gorący kartofel, który jakoś nie może w naszym kraju ostygnąć.

MAŁŻEŃSTWA WYCHODZĄ Z SZAFY

Kiedy kilka lat temu przyszedłem z moim facetem na otwarte spotkanie grupy Miłość Nie Wyklucza, nie miałem pojęcia, w co się pakuję. W ciągu kilku miesięcy zorganizowaliśmy małą kampanię społeczną na rzecz związków partnerskich i staliśmy się dyżurną parą do kontaktów z mediami: od Gazety Wyborczej, po telewizję śniadaniową. Droga do mediów była tym bardziej krótka, że zwyczajnie nie było chętnych. W prawie dwumilionowej Warszawie brakowało par, które chciałyby powiedzieć o sobie kilka słów i pokazać się przed kamerą, upewniając osoby przed telewizorami, że naprawdę nie mają rogów i włochatych kopytek. Gdy Sejm już uporał się z tematem związków partnerskich, uznaliśmy, że czas zmienić front i zamiast pisać kolejną okrojoną ustawę, trzeba zacząć mówić o pełnej równości. Strategia grzecznego ograniczania postulatów nie uratowała ustaw związkowych przed absurdalnymi zarzutami o ich niekonstytucyjności, a dla mediów i parlamentu i tak nie było różnicy – z zaskakującą dezynwolturą związki partnerskie nazywano "homomałżeństwami". Biorąc równość małżeńską na sztandary Miłość Nie Wyklucza nie liczyliśmy na rychłe zwycięstwo. Wręcz przeciwnie. Przygotowaliśmy się na długą, żmudną pracę u podstaw, wychodząc z prostego założenia: ktoś musi zacząć.

O MIŁOŚĆ I SPRAWIEDLIWOŚĆ (SPOŁECZNĄ)

Ostatnie kilka lat to seria zwycięstw równości małżeńskiej w krajach Europy Zachodniej i obu Amerykach. Na pierwszy rzut oka w Polsce niewiele zmieniło się na lepsze, a biorąc pod uwagę szaleństwa obecnej władzy, zanotowaliśmy raczej regres na wszystkich polach polityki równościowej. Podkręcanie wszelkich odmian ksenofobii, jadowity nacjonalizm i jeszcze większe zbliżenie ołtarza z tronem nie rokują też najlepiej na przyszłość. Jednak zanim pogrążymy się w jeszcze większej apatii, warto przypomnieć, że temat małżeństw przestał być egzotyczną sensacją ze Skandynawii i zaistniał w świadomości społecznej jako zwyczajna kolej rzeczy. Być może wciąż dla zbyt wielu Polaków i Polek jest to raczej groźny wymysł "zgniłego Zachodu", ale liczba osób popierających ideę regulacji związków jednopłciowych rośnie. Z badań Stowarzyszenia Miłość Nie Wyklucza, przeprowadzonych na grupie reprezentatywnej dla całej Polski (znajdziecie je tutaj: mnw.org.pl/badania.html) wynika, że ponad połowa ankietowanych zgadza się na zmianę prawa w tym zakresie. Pojawiają się również głosy konserwatystów, popierających małżeństwa jednopłciowe jako tradycyjne rozwiązanie, które wpisuje się w ich system wartości oparty na wspieraniu więzi rodzinnych.

Na razie nie widać w Polsce konserwatystów podobnych do brytyjskich torysów, którzy przekuliby takie opinie na działania polityczne.
Z drugiej strony kryzys lewicy i rosnąca niechęć do szeroko pojętych praw człowieka i jednostki, skutecznie blokują "równościową" ścieżkę argumentacji. Dodajmy do tego pojawienie się tematu tęczowych rodzin, wcześniej kompletnie tabuizowanego, a otrzymamy obraz Polski, w której o równości należy rozmawiać językiem wartości rodzinnych.

MY, CZYLI KTO?

Społeczność LGBT+ nie jest monolitem. Ba, można zapytać czy w ogóle istnieje. Co łączy zamożnego geja z wielkiego miasta i osobę trans żyjącą na wsi, która ledwie wiąże koniec z końcem? Czy konserwatywna lesbijka, głosująca na PiS może znaleźć wspólny język z anarchizującym chłopakiem, którego drażnią wszelkie etykietki poza "queer"? Sam często o tym myślę i zazwyczaj kończę z tymi samymi wnioskami:

łączyć może nas jedynie wspólnota doświadczeń (np. coming outu), wzajemne wsparcie (musimy ze sobą rozmawiać) i wreszcie wspólne interesy (zmiana prawa i budowanie akceptacji społecznej).
Dopóki nie ma między nami kontaktu, nie znamy się i nie pomagamy sobie, a o prawa upomina się kilka organizacji, dopóty będziemy rozproszeni i nieufni wobec siebie nawzajem. Nie będziemy ani społecznością, ani nawet "środowiskiem" i wciąż będziemy ignorowani. Niby dlaczego ktoś miałby brać nas na poważnie, skoro sami dla siebie jesteśmy tematem zastępczym?

MAŁŻEŃSTWA DLA WSZYSTKICH, CZY TYLKO DLA CHĘTNYCH?

Stowarzyszenie Miłość Nie Wyklucza właśnie kończy roczny projekt, promujący ideę równości małżeńskiej. Zamiast produkować kolejną kampanię społeczną, skupiliśmy się na wychodzeniu do ludzi, budowaniu zrozumienia i poczucia wspólnoty celów. Wydaliśmy pierwszą w Polsce publikację o małżeństwach jednopłciowych (link tutaj: http://mnw.org.pl/doc/MNW_rownosc_malzenska_przewodnik.pdf), przeprowadziliśmy ogólnopolskie badania społeczne (również osób LGBT+) i pomogliśmy kilku parom, które postanowiły upominać się o równe traktowanie w sądach. Pracujemy również nad wieloletnią strategią działań na rzecz równości małżeńskiej. Im więcej robimy, tym lepiej widzimy jak wiele jeszcze przed nami. Jednak najbardziej doskwiera nam brak jednego elementu układanki: Ciebie. Nasz slogan to "małżeństwa dla wszystkich", ale "wszyscy" to bardzo podejrzany zbiór, który dopiero trzeba napełnić treścią. Na razie sytuacja przypomina klasyczny przykład opisujący dynamikę tłumu. Jeśli potrzebujemy pomocy, a otacza nas tłum gapiów, nie ma sensu wołać "niech mi ktoś pomoże". Trzeba pokazać palcem na jedną osobę i powiedzieć: "dzwoń po karetkę". Właśnie to robię. Choć to nieładnie, pokazuję na Ciebie palcem i proszę o pomoc. Na początek możesz przeczytać publikację i opowiedzieć o niej znajomym i rodzinie. Jest dostępna za darmo i dla wszystkich chętnych.

POMOŻESZ?


Już jest! Pierwszy w Polsce przewodnik o równości małżeńskiej, opracowany przez Stowarzyszenie Miłość Nie Wyklucza. Dzięki niemu dowiesz się między innymi, jak argumentować za równością, w jaki sposób rozwiewać wątpliwości, jak odpowiadać na pozornie trudne pytania i co się zmieni po wprowadzeniu równości małżeńskiej.

- Czy polskie społeczeństwo jest gotowe na równość?
- Czemu nazwa "małżeństwo" ma znaczenie?
- Kto skorzysta na równości?

"Równość małżeńska. Przewodnik dla początkujących" poprowadzi cię przez wszystkie najważniejsze zagadnienia i da najskuteczniejsze narzędzie w walce o równość – wiedzę. Ściągniesz go bezpłatnie ze strony www.mnw.org.pl. Podaj dalej!

Przewodnik pod patronatem QUEER.PL

Przewodnik powstał w ramach programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG.
Hubert Sobecki Autor: Hubert Sobecki scenarzysta gier komputerowych, aktywista, filozof (Warszawa, Amsterdam) Wiceprezes Stowarzyszenia Miłość Nie Wyklucza. Autor scenariuszy do gier Cinders i Solstice wyprodukowanych przez niezależne polskie studio MoaCube.
Lubi psy.


PODZIEL SIĘ
KOMENTARZE (10)
Komentuj Komentuj HEJT STOP!
Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
song1 (38) Wrocław 29.02.2016 12:07
@VU2X7IfV

"Cóż, mam siostrę w Twoim wieku, katoliczka, identyczne podejście spojrzenie na świat, choć ma studia wyższe, których mi brak. Wiek, wiedza tylko w ograniczonej dziedzinie i inteligencja nie idą sobą najwyraźniej w parze. Polecam samorozwój osobisty."

Nie podoba mi się, gdy jedna osoba patrzy na inną/innych z góry, "cóżuje" etc.
Nie podoba mi się to.
DunkelEngel (?) 29.02.2016 11:10
VU2X7IfV:
@song1

Ale oczywiście to wszystko rozumiem doskonale. Tak jak tą wielką niesamodzielność, zależność, cierpiętnictwo i brak chęci do zmiany tej sytuacji życiowej o której piszesz u tychże osób które opisujesz. Ale droga koleżanko, to już nie są te czasy, ludzie są coraz mądrzejsi, inteligentniejsi, mają szeroki dostęp do wiedzy, informacji, internetu, a przez to innych bardziej przychylnych im ludzi. Trzeba tylko chcieć, wtedy można zmienić swój świat. Jeśli problemem jest miejsce zamieszkania to można wyjechać innego.. Ale ja widzę że większość wcale tego nie chce. Woli dawać innym i siebie sama katować. Taki narodowy masochizm, cierpiętnictwo, chyba pozostałość po konserwatywnym katolickim wychowaniu poprzednich dekad.

W dużej mierze jest to wyuczona bezradność. W ramach rozwoju osobistego radze zapoznać się z psychologia od tej strony naukowej, znacznie bardziej pomaga w zrozumieniu świata niż jej fragmenty (bardzo niewielkie) przedstawiane przy okazji różnych projektów rozwojowych. Pomijam już sam fakt, że niektóre przedstawiane interpretacje badan nie są w 100% poprawne. Nie mowie ze trzeba zaraz iść na studia( osobiście nie popieram naszego systemu edukacji) ale warto zaczepic o literaturę naukową. Z osobistego doświadczenia wiem ze wyuczona bezradność da się przezwyciężyć, nie jest to jednak zbyt łatwe.

Tak, właśnie bym chciał żeby wszyscy się ujawnili.

Byłaby to najlepsza możliwa sytuacja. Gdyby ludzie wiedzieli ilu homoseksualistów znają z własnego życia jako normalnych ludzi zaczęliby traktować nas normalnie.

Porzucili konserwatywne wychowanie, poszli wreszcie do przodu bo życie mamy wszyscy jedno, a czy zdajemy sobie sprawę że je marnujemy? Dla mnie to jest patologia jak teraz wygląda to wszystko. Otwarły mi się oczy w trakcie sesji rozwoju osobistego, według pewnych osób widzę więcej niż przeciętny szary obywatel tego kraju, gej czy hetero. Nie ważne. Jestem przerażony skalą patologi, o której większość obywateli tego kraju nawet nie wie, bo nie myśli samodzielnie, brak jej czasu na to. Jak bydło.

Wywyzszanie się jest jak założenie sobie własnoręcznie klapek na oczy. To właśnie ono oddala nas od poznania i zrozumienia świata. O tyle o ile zgadzam się z reprezentowanymi przez Ciebie poglądami na temat ujawnienia się to jednak nie popieram Twoich argumentów gdyż są dość nieobiektywne. Każdy ma swoje cele i pragnienia w życiu. Znacznie łatwiej jest zmienić ludzi pokazując im właściwe wzorce i poprzez uprzejmość niż wywoływanie negatywnych emocji. Rozglaszajac osady wzbudzasz niechęć do siebie gdyż wchodzisz w wydźwięk pogardy dla innych. Kiedyś wpadła mi w ręce jedna z pierwszych książek na temat zjednywania sobie ludzi/rozwoju osobistego, umieszczone tam zasady pomimo ze napisane prawie 100 lat temu dalej są aktualne. Niestety nie zapadł mi ani tytuł ani autor w pamięć, jak sobie przypomne to Ci wyśle. Przy okazji randze poczytać o tym jak należy uczyć ludzi, chodzi mi o te 8 metod 4posytywne i bardziej skuteczne i 4 neutralne/negatywne) opracowane chyba przez behawiorystow. Później proponuje poczytać na temat argumentacji.
VU2X7IfV (?) 28.02.2016 18:07
@song1

1. nie wszyscy szanują to, uszanujmy także ich. To już tylko zależy od punktu widzenia, którego ja widzę Ty dalej nie dostrzegłaś, pomimo kilku już moich postów w tym temacie. Cóż, mam siostrę w Twoim wieku, katoliczka, identyczne podejście spojrzenie na świat, choć ma studia wyższe, których mi brak. Wiek, wiedza tylko w ograniczonej dziedzinie i inteligencja nie idą sobą najwyraźniej w parze. Polecam samorozwój osobisty.
2. podałem tylko jeden z przykładów rozwiązania problemu. Jassne, że większości to odpowiada, bo żyć wygodnie jest ważniejsze niż żyć szczęśliwie, choć bez celu wyższego. Ja podziwiam takie osoby, które decydują się wieść takie życie i jedyne co w nim mają to praca, pieniądze, podróże i materialne, przemijające zbytki. Nic poza tym. Żadnej rodziny własnej. Co to za życie... ? Na pewno nie dla mnie. Tacy ludzie cały czas mnie zaskakują i wprawiają w zadumienie. To jest takie....obce. Dla mnie. I nienaturalne, nienormalne.
song1 (38) Wrocław 28.02.2016 17:23
@VU2X7IfV

Cieszy mnie rozwój naszych rozmów.

Teraz dwie sprawy:

1. Nie wszyscy chcą się ujawniać i uszanujmy to.

2. "Jeśli problemem jest miejsce zamieszkania to można wyjechać innego.."
Hop siup, spakować walizeczki i wyjazd.
Poza wieś, poza miasto, poza kraj.
A rodzina? Bliscy?
Skąd pieniądze? Gdzie praca?
Mają wyjechać do Warszawy... pod most? No ale zawsze to Warszawa. :I
Na przykład.
VU2X7IfV (?) 28.02.2016 14:19
@song1

Ale oczywiście to wszystko rozumiem doskonale. Tak jak tą wielką niesamodzielność, zależność, cierpiętnictwo i brak chęci do zmiany tej sytuacji życiowej o której piszesz u tychże osób które opisujesz. Ale droga koleżanko, to już nie są te czasy, ludzie są coraz mądrzejsi, inteligentniejsi, mają szeroki dostęp do wiedzy, informacji, internetu, a przez to innych bardziej przychylnych im ludzi. Trzeba tylko chcieć, wtedy można zmienić swój świat. Jeśli problemem jest miejsce zamieszkania to można wyjechać innego.. Ale ja widzę że większość wcale tego nie chce. Woli dawać innym i siebie sama katować. Taki narodowy masochizm, cierpiętnictwo, chyba pozostałość po konserwatywnym katolickim wychowaniu poprzednich dekad. Tymczasem starsi ode mnie koledzy, nigdy nie żonaci kawalerowie dalej w tym tkwią i drwią ze mnie, gdy widzą jak żyję śmieją się i patrzą jak na "dziwaka". No bo ja nie udaję heteryka wszędzie, tylko nie przez życie prywatne (którego nie mają) jak oni. Choć ja wywodzę się z 1.4tys. wsi, a oni nieraz z 20-100tys. miast.
Tak, właśnie bym chciał żeby wszyscy się ujawnili. Porzucili konserwatywne wychowanie, poszli wreszcie do przodu bo życie mamy wszyscy jedno, a czy zdajemy sobie sprawę że je marnujemy? Dla mnie to jest patologia jak teraz wygląda to wszystko. Otwarły mi się oczy w trakcie sesji rozwoju osobistego, według pewnych osób widzę więcej niż przeciętny szary obywatel tego kraju, gej czy hetero. Nie ważne. Jestem przerażony skalą patologi, o której większość obywateli tego kraju nawet nie wie, bo nie myśli samodzielnie, brak jej czasu na to. Jak bydło.
song1 (38) Wrocław 28.02.2016 5:22
@VU2X7IfV

Teraz rozmowa ma podstawy i sens.
A zatem odpowiem.

Zacznę może od końca, "z zupełnie innej beczki".
Kobieta tkwi w toksycznym związku z mężczyzną. Para heteroseksualna. On ją bije, poniża przy znajomych, nawet przy rodzinie. Gwałci.
Wiesz na czym polega uzależnienie od toksycznego partnera? Domniemam, że wiesz.
Ale krótko wyjaśnię: nie odejdzie od niego, bo, jak twierdzi, kocha.

Według mnie istnieje taka możliwość, ale wyjaśnienie jest zgoła inne: jest uzależniona, to raz, dwa, przede wszystkim boi się odejść. Gdzie, jak, kiedy? To, co jest jej znane - zna. Ale nie wie, jak mogłaby żyć innym życiem.

I teraz wyobraź sobie kogoś, kto nie mieszka w dużym mieście, ale w miasteczku. Na wsi. (Chociaż dotyczy to również wielu osób mieszkających w dużych miastach!)
Ujawnienie się grozi traktowaniem takiej osoby jak "czarownicę", kogoś cierpiącego na trędowatość etc. Wytykanie palcami, agresja werbalna i niewerbalna aż po lincz.

"Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem"

W społeczeństwie musi być bardzo wiele osób niewinnych, bez ani jednego grzechu.

Dziwisz się tym osobom? Piszę o tych, które nie chcą ujawniać swojej orientacji.

Nie dość, że padają słowa takie jak Twoje, to jeszcze "padają" ludzkie życia. Mężczyzna na siłę wiąże się z kobietą bo przecież tego od niego oczekuje rodzina, sąsiedzi, kobieta na siłę wiąże się z mężczyzną.

Często rodzą się dzieci.

I homoseksualiści żyją w takich związkach żeby nie być szturchanymi, wytykanymi palcami, opluwanymi.

Coś strasznego.

To jest Polska, człowieku. To jest Polska.

Chcesz żeby wszyscy LGBT się ujawnili?

Nie ma takiej możliwości.
VU2X7IfV (?) 28.02.2016 1:58
Jak ma być, skoro chyba większość lgb tych ukrytych nieakceptujących siebie sama dalej uważa, że to co mówi większość homofobów (czyt. heteryków + homo), w tym oni sami (przejęli postulat "anty" i myślą o sobie samych to co inni homofobii o nich). Dopóki nie będzie więcej osób lgb które poprą ten projekt poprzez odpowiednie głosowanie do wyborów, to nic się w tej kwestii nie zmieni. Nie ma co liczyć na ludzi hetero, co pokazało ostatnie 8 lat rządów. Zresztą, jak ja poznaję kolejnego geja który preferuje się dostosowywać, bo tak "trzeba", powielać ten heteronormatywny schemat, dla niego ważniejsze są te sztuczne, nie prawdziwe, nie szczere relacje na płaszczyźnie ludzie-znajomi-przyjaciele-rodzina, bo "co ludzie powiedzą", przecież mnie nie zaakceptują, odrzucą mnie, zostanę sam, zwolnią mnie z pracy...no tak. Lepiej mieć 10 sztucznych znajomych, którzy widzą w Tobie inną osobę niż jesteś, jak 2 którzy w pełni Cię akceptują jako człowieka - bez względu na płeć, czy orientację. W ten sposób, uważam że nic się nie zmieni. Wg mnie wcale nie jest dobre takie nastawienie i ono się odbija, oczywiście negatywnie na samych lgb, którzy biorą na siebie ten krzyż życia w cieniu hetero, swoich "łaskawców" tu. Powie mi ktoś taki "i co z tego masz?" że jestem wyzwolony, ano mam świadomość że "żyję" (a nie wegetuję) i staram się przynajmniej przeżyć to życie prawdziwie, bez wstydu, bez okłamywania siebie i innych, w godności ludzkiej człowieka jakim jestem i mam świadomość że przez to wcale nie wyrządzam wyimaginowanej krzywdy ludziom o skłonnościach do homofobii, którzy to sami mają problem ze sobą, ale nie ja. A gejom na ogół się to tu chyba nie podoba, a przynajmniej znakomitej większości którą znam realnie (znowu nie wszystkim pewnie..) lub mają wy**ane na to, bo i tak nie trzymają ze mną. Boją się, że przy mnie się "ujawnią" przed innymi lub coś. Preferują swój styl. I tak, ich seksualność ogranicza do podstawowych potrzeb poprzez sposób podejścia do własnego życia. Dlatego jest one pełne patologii. Tak myślę.
song1 (38) Wrocław 27.02.2016 4:14
"Właśnie dlatego z taką zajadliwością starają się zredukować kwestię regulacji związków jednopłciowych do seksu i sfery prywatności."

Popierniczone jak pierniki w piekarniku.

Seks, seks i jeszcze raz seks.
Heteroseksualiści kochają, homoseksualistom w głowie wyłącznie seks.

Tak na nas patrzą, bardzo często. Przykre - to delikatnie napisane.

"Pracujemy również nad wieloletnią strategią działań na rzecz równości małżeńskiej. Im więcej robimy, tym lepiej widzimy jak wiele jeszcze przed nami."

Im dalej w las tym więcej drzew.

Ale, wcześniej czy później, przedrzemy się przez te drzewa. I zobaczymy piękną polanę.
zewszad_i_znikad (35) Warszawa 26.02.2016 14:35
Mam takie ciekawe pytanie, co jakoś nie udało mi się znaleźć albo nie przeoczyć odpowiedzi: czy istnieje kraj, w którym wprowadzono równość małżeńską bez etapu pośredniego w postaci związków partnerskich?
To absolutnie nie ma być "pytanie sugerujące odpowiedź", jestem za równością małżeńską, choć za idealną opcję uważam współistnienie małżeństw i luźniejszych związków partnerskich (takich, które rzeczywiście mogłyby być alternatywą dla osób, które NIE CHCĄ zawierać małżeństwa).
Równouprawnienie LGBT teraz (?) 26.02.2016 13:46
Przede wszystkim małżeństwa są koniecznością, ponieważ żyjemy w globalnym świecie, podróżując, pracując i żyjąc poza naszą wioską i nie każdy uwierzy na słowo, że jesteśmy małżeństwem, zwłaszcza, gdy coś się stanie (wypadek? śmierć) i wszystko toczy się szybko.

Nasza ręka, podczas próby konsensusu wobec konserwy, została opluta. Walczmy o pełne równouprawnienie, bo to kwestia sprawiedliwości.

Nie możemy też udawać, że to jest ok by nas traktowano jako obywateli II kategorii, bo nimi nie jesteśmy w żadnym wypadku, a jednak stan prawny to implikuje na nas. Płacimy podatki, więc dlaczego nie mamy prawa poślubić kogoś, kogo z wzajemnością kochamy, z kim chcemy żyć?
Zapisz Zapisz stronę Magazyn+ Magazyn Pełny ekran Pełny ekran
REKLAMA

© 1996-2016 Prawa autorskie zastrzeżone, ISSN 2299-9019
666
Bądź queer na facebooku