logo Queer.pl Dawniej Innastrona.pl
09.12.2016    STARTSKLEPKONTAKT

...
49
0
10

Rozmowa z Jeanette Winterson

Czarne owce i etykietki

Dodano: 29.10.2012, Aktualizacja: 27.08.2013

Pod koniec ubiegłego tygodnia Polskę odwiedziła brytyjska pisarka Jeanette Winterson, autorka takich książek jak „Namiętność”, „Płeć wiśni” czy „Zapisane na ciele”. Winterson promowała swoją najnowszą książkę – autobiografię „Po co ci szczęście, jeśli możesz być normalna?”, w której opowiada o trudnym dzieciństwie w adopcyjnej rodzinie i niedawnych poszukiwaniach biologicznej matki. To najbardziej osobista z jej dotychczasowych książek. Stanowi klucz nie tylko do jej życia, ale też do twórczości, pozwala lepiej zrozumieć przewijające się w jej powieściach motywy i obsesje.

Udało mi się spotkać z pisarką w sobotę, ostatnim dniu jej pobytu w Polsce. Nie rozmawiałyśmy o „Po co ci szczęście…” – zgłębianie twórczości Winterson zarezerwowane jest na jej spotkania autorskie. Dziennikarzy, którzy dopytują w wywiadach o szczegóły jej książek, pisarka odsyła do źródła („to wszystko jest w książce, możesz sobie przepisać”). Chętnie za to opowiada o wszystkim innym – polityce, feminizmie, zwierzakach czy tym, czym się aktualnie zajmuje.

---

W nowej książce opisujesz Manchester z czasów twojego dzieciństwa. W ogóle w twojej twórczości miasta są jakby odrębnymi bohaterami – Wenecja w „Namiętności”, Paryż w „Wolności na jedną noc”… Masz swoje ulubione miasto?
Paryż, tak myślę. Kiedyś tam zamieszkam. Właśnie miałam kupić tam mieszkanie, kiedy poznałam swoją obecną dziewczynę. Więc nie kupiłam. Ona miała za to kupić mieszkanie w Nowym Jorku, bo to jej ulubione miasto. I nie zrobiła tego. I tak obie zostałyśmy w Londynie. Mam dużo szczęścia, bo mogłam sobie pozwolić na podróże po całym świecie, ale Paryż jest miastem, w którym czuję się najlepiej. Jest piękny, a ja potrzebuję piękna. Nie chodzi mi tak bardzo o Francję, bo Francuzi są potwornie wulgarni, ale to miasto jest przepiękne.

Podoba ci się system polityczny Francji? Ich umiłowanie wolności?
Bardzo. Szczególnie odkąd Francois Hollande został prezydentem. Wiesz, że jedną z pierwszych rzeczy, które zrobił, było wycofanie podatku na książki, który wprowadził Sarkozy? I nikt tego właściwie nie zauważył. Pomyślałam sobie wtedy, że to dobry znak, bo pokazuje zaangażowanie w kulturę. Podoba mi się, że Francuzi chronią swoją kulturę, kina, życie artystyczne i że nie są zapatrzeni w Amerykanów. To musi sprawić, że będzie tam lepiej, czyż nie? To jest prawdopodobnie jeden z powodów, dla których tak bardzo chcę tam mieszkać.

Tak jak wszyscy martwię się polityką. Tym, że wszystko przesuwa się znowu na prawo.

W Polsce też.
Tak, słyszałam o tym. Kiedy jest kryzys, ludzie zwykle myślą, że prawica ma na niego odpowiedź. Ale w rzeczywistości, i chyba wy też to obserwujecie, jej odpowiedzią jest zabieranie praw, bezpieczeństwa socjalnego, to, że państwo przestaje chronić ludzi. Dla mnie to nie wygląda na postęp.

Pamiętasz, jak to wyglądało za czasów Margaret Thatcher.
O tak. Aż za dobrze. Ale teraz jest gorzej. Czegokolwiek by nie zrobiła ekipa Blaira, włożyli dużo pieniędzy w infrastrukturę, tworzyli miejsca pracy w sektorze publicznym. Teraz, gdy znowu mamy bardzo konserwatywny rząd, to wszystko znika. Wielka Brytania nie jest obecnie dobrym miejscem, by w nim mieszkać. Nie wiem, czy podobnie jest z Polską.

Wielu moich przyjaciół emigruje do Wielkiej Brytanii.
Za pracą?

Za pracą i za życiem.
Podoba im się?

Zwykle tak.
To źle. Bo to znaczy, że w Polsce może być jeszcze gorzej. Nie da się ukryć, że u nas jest przynajmniej duży obszar wolności - seksualnej, dla kobiet. No i nie mamy Kościoła katolickiego. To jest dobre.

Kobiety, wolność seksualna... Często podkreślasz, że nie lubisz etykietek, ale jednej nie unikasz - określasz się jako feministka.
Nie myślę o tym jako o etykietce. Myślę, że to konieczny stan dla kobiety. Kobiety, które nie są feministkami, są szalone, bo feminizm to po prostu słowo na określenie bitwy, której celem jest prawdziwa równość. Dla mnie to podstawowe prawo człowieka. W ogóle nie powinniśmy o tym rozmawiać, uzasadniać, że kobiety i mężczyźni powinni być w jakiś sposób nierówno traktowani, że mężczyźni są w czymś lepsi. To bez sensu. Równość to coś oczywistego. I jeśli mówienie, że kobiety i mężczyźni powinni być równi, to feminizm, to świetnie – jestem feministką.

Macie wiele negatywnych stereotypów na temat feministek? W Polsce wiele kobiet boi się tak określać, żeby nie uznano na przykład, że nienawidzą mężczyzn, są niespełnione, sfrustrowane.
U nas chyba nie jest tak źle. Zresztą to sukces męskiej propagandy, że kobiety wstydzą się nazywać feministkami. Trzeba przeciw temu protestować, mówić, że oczywiście, że można być feministką i kochać mężczyzn, mieć przyjaciół mężczyzn, w feminizmie chodzi przecież również o nich. Równość jest lepsza i dla mężczyzn, i dla kobiet. Nie chcę świata, w którym się nienawidzimy, wyzywamy. To nikomu nie pomaga i jest zwyczajnie głupie.

Bardzo mi się podoba to, co ruch feministyczny robi teraz w Wielkiej Brytanii i w Stanach. Jak walczy z przemysłem modowym i kosmetycznym, który robi tyle szkód. Myślę, że każdy ma dość rozmiaru 36, modelek na wybiegach i ich głupich ubrań. To sprawia, że kobiety zaangażowały się politycznie, coraz silniej uderzają w „ideały” kobiecości, protestują przeciw wmawianiu im, co jest piękne i jak trzeba wyglądać. To ważne, że również nastolatki, te, które są najbardziej podatne na modę, przez co wpadają w anoreksję, okaleczają się, mają problemy w szkole, coraz częściej mają tego dość. Jak moja szesnastoletnia chrześnica. To jest dobre – że młode kobiety same zdają sobie z sprawę z tego, jak destrukcyjne są te stereotypy, że nie musimy im tego mówić. Wiedzą, że nie chcą umierać, bo ważą trochę za dużo, a mówi się im, że powinny wyglądać jak supermodelki.

Może zauważyłaś, jak wiele jest w Polsce seksistowskich reklam, billboardów.
Tak. W Wielkiej Brytanii jest podobnie, ale jest też ruch przeciw takim reklamom. Są świetne kampanie afirmujące cielesność taką, jaka ona jest, np. z nagim, uśmiechniętym niemowlęciem, które pyta, czy czas jego dzieciństwa jest jedynym, w którym będzie się czuło dobrze w swoim ciele.

To ważne, by protestować przeciw takim stereotypom? Wiele osób mówi, że to niepotrzebne, agresywne, negatywnie nastawia do ruchu feministycznego.
Oczywiście, że powinnyśmy protestować. W końcu nikt nie powie tego na przykład związkowcom maszerującym po ulicach - że nie powinni być tacy wściekli, że powinni zaakceptować swoje pensje, groźbę utraty pracy. Mamy piękną tradycję protestów i jako kobiety powinnyśmy mieć naszą część w tej tradycji.

Wróćmy jeszcze do etykietek. Której z przyczepianych tobie nie znosisz najbardziej?
Myślę, że nie ma jednej takiej etykietki. Wszystko, co próbuje sprawić, że jesteś kimś mniejszym, gorszym niż w rzeczywistości, sprawia, że czujesz się mała, głupia, jest złe. To jest problem z etykietkami – że zawsze próbują cię do czegoś zawęzić. I tego nie lubię. Etykietki przydają się w sklepie, kiedy chcesz wiedzieć, czy to jest torba jabłek, czy pomarańczy. Ale poza tym nie są pomocne. Nawet homoseksualny i heteroseksualny – to nie są przydatne etykietki. Bo dlaczego mamy być zawsze identyfikowani w określony sposób? A co się stanie, jeśli zmienimy zdanie? Myślę, że to szczególnie ważne w przypadku dzieci. Powinniśmy mieć możliwość nieograniczonego eksperymentowania, bez narażania się w szkole na szykany czy wyzwiska, bez poczucia, że jesteśmy inni czy dziwni. Myślę, że seksualność jest czymś płynnym, szczególnie widać to w przypadku młodych ludzi. A to mówi coś o ludziach w ogóle – że ta sfera jest w ogóle płynna. Tylko społeczeństwo próbuje przyczepić do tego etykietkę, mówi, że powinnaś być heteroseksualna, a jeśli nie jesteś, to cóż, znaczy to, że jesteś homoseksualna. A przecież nikt nie ma prawa wchodzić z butami w moje życie i mówić mi, kim jestem. To jest coś, przeciw czemu warto walczyć.

Nie sądzisz jednak, że etykietki mogą być użyteczne politycznie?
Tak, mogą. Ale tylko jako narzędzie, a my bardzo szybko zaczynamy je traktować jako coś obowiązującego. To jest coś, czego nie lubię. Musimy wiedzieć, po której stronie walczymy – czy nazwiemy się socjalistami, czy konserwatystami. Ale musimy przy tym pamiętać, że to bardzo ogranicza, nie pozwala kogoś tak naprawdę zrozumieć. I nie powinniśmy takich określeń akceptować na zasadzie, że to tyle i nie ma niczego więcej. Jeśli patrzysz na kogoś tylko jako na etykietkę, powiesz na przykład: „ona jest lesbijką, socjalistką, wegetarianką, samotną matką”, nie powie ci to za wiele o niej jako o osobie, nie powie ci, kogo spotykasz. Nie powie ci, z czym się boryka, co sprawia jej przyjemność, co ją bawi, co sprawia, że płacze. Mnie interesuje dotarcie do człowieka, bez etykietek.

Potrafisz sobie wyobrazić świat bez etykietek?
Potrafię, ale wychodzi na to, że inni nie potrafią. To jest problem. Wiesz, w ogóle robimy za dużo założeń na temat ludzi. Byłoby miło robić ich mniej. Zaakceptować złożoność i przeciwieństwa w ludziach. Osoby homoseksualne nie zawsze są miłe, bycie gejem nie sprawia, że jesteś dobry, bycie białym heteroseksualnym mężczyzną nie sprawia, że jesteś dupkiem. Etykiety nie pomagają w dostrzeżeniu ludzi poza nimi.

[do holu hotelu, w którym rozmawiamy, wchodzi pani z pieskiem]

O, spójrz na tego pięknego psa…

No popatrz, to miało być jedno z moich pytań. W twoich książkach jest bardzo dużo zwierząt, również w najnowszej. No i jestem ci bardzo wdzięczna za ocalenie Łajki w „Brzemieniu”. Masz zwierzęta, prawda?
Tak. Zwierzęta sprawiają, że moje życie jest lepsze. Lubię to milczące porozumienie, jakie możesz mieć ze zwierzęciem. Kiedy nie musisz nic wyjaśniać, a ono cię rozumie. Moje zwierzęta naprawdę odbierają mój nastrój – kiedy czuję się smutna albo samotna, wiedzą o tym i są blisko, próbują mnie rozweselić. Pies się wygłupia, koty siadają mi na kolanach.

Więc masz psa i koty?
Tak, psa i dwa koty. Miałam też owce. Całe sześć sztuk, wszystkie czarne, ale je sprzedałam, bo nie miałam dość czasu, by się nimi opiekować. Za mało przebywałam w domu. Łatwo możesz znaleźć kogoś, kto zaopiekuje się psem i kotami, ale z owcami jest inna sprawa.

Nie ufam ludziom, którzy mówią, że nie lubią zwierząt. Odbieram to bardzo osobiście. Nie mogłabym wyobrazić sobie, że moim bliskim przyjacielem jest ktoś, kto nie lubi zwierząt. Myślę zresztą, że to jest bardzo angielskie – psy, koty. Brytyjczycy naprawdę kochają zwierzęta.

I naprawdę chronicie ich prawa.
To prawda. W tym jesteśmy naprawdę dobrzy. Szczerze mówiąc, myślę, że to jedna z niewielu rzeczy, które robimy właściwie. Możemy być z siebie dumni. Zwierzęta są we wszystkich moich książkach. Kojarzysz, że w baśniach zawsze jest zwierzęcy pomocnik? To jest coś, czego ja też potrzebuję.

Baśnie. No właśnie, piszesz też książki dla dzieci. Jak to się zaczęło?
Od moich chrzestnych dzieci. Jestem z nimi bardzo blisko właściwie od ich urodzenia. I zastanawiałam się, co mogę im dać - nie umiem robić na drutach, nie potrafiłam zrobić im sweterków czy czegoś w tym stylu. Ale mogłam im opowiadać historie. To była część naszego wspólnego dorastania – mojego i ich.

Czyli wszystko zaczęło się od opowiadania historii?
Tak. Potem pomyślałam sobie, że te opowieści można opublikować i znalazłam kogoś, kto je zilustrował. A teraz, gdy moje chrzestne dzieci dorastają, moje książki dla nich też dorastają, więc nie ma już w nich obrazków. Z jednej z moich książek dla dzieci zrobiono nawet film. Moje chrzestne dzieci to uwielbiają, myślą – o, to jest moja książka, to jest mój film.

Chyba tylko jedna została przetłumaczona na polski – „Dom na krańcu czasu”.
Ta jest najlepsza. Koniecznie musisz ją przeczytać.

Na pewno to zrobię. A skoro już jesteśmy przy książkach – słyszałam, że będziesz uczyć kreatywnego pisania?
Nie do końca. Przez jeden semestr w roku będę wykładać na uniwersytecie w Manchesterze. Nie będę uczyć, jak pisać, bo tego nie da się nauczyć. Będę uczyć czytać książki w konkretny sposób. Przygotowuję dość trudny kurs, który poszerzy umiejętność czytania, pomoże się rozwinąć.

Czyli nie będziesz uczyć, jak zostać pisarzem?
Nie, to niemożliwe. Jeżeli ktoś chce pisać, musi znaleźć swoją drogę. Mogę mu pomóc, ale nie mogę tego nauczyć.

Słyszałam, że pracujesz nad nową książką.
Właśnie zaczęłam, przez co nie mogę właściwie nic o niej powiedzieć. Poza tym, że to naprawdę ekscytujące, bo to dopiero początek i nie mam pojęcia, w jakim kierunku pójdę. Od kilku lat nie czułam chęci, by zacząć coś nowego, więc zupełnie nie wiem, skąd mi się to teraz wzięło. Nie wiem. To jest takie dziwne w tej pracy. Kiedy nie pisałam, nie panikowałam. Nie myślałam, że może już nie napiszę żadnej powieści. W ogóle się tym nie martwiłam, po prostu myślałam, że poczekam. I tak czekałam aż pięć lat.

Ale póki co nie zamierzasz zrobić czegoś z tymi 25 latami swojego życia, które pominęłaś w „Po co ci szczęście, jeśli możesz być normalna”?
Może w ciągu następnych 25 lat. Ale nie teraz. Na razie nie będę opowiadać mojej własnej historii. A potem zobaczymy.

Nowa książka będzie za rok? Za dwa?
Nie, musisz poczekać dłużej.

Jasne, poczekam. Zawsze czekam na twoje książki.
Dziękuję.

Rozmawiała: Ewa Tomaszewicz

Ewa Tomaszewicz Autor: Ewa Tomaszewicz rocznik '77, założycielka Współtwórczyni kabaretu Barbie Girls. Dziennikarka. Niezrzeszona, wspiera tych, których lubi. Muzyka: (polityczny) folk (kobiecy), prasa: tylko w internecie, książki: oprócz Winterson czeka na Rawińską, marzenie: Michigan Womyn's Music Festival, wyznanie: SEO.



PODZIEL SIĘ
KOMENTARZE (10)
Komentuj Komentuj HEJT STOP!
Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Natalia   dodane przez Facebooka 27.08.2013 22:44
uwielbiam Ją!
Agnieszka   dodane przez Facebooka 27.08.2013 22:26
Moja ukochana autorka ♥
vito212121 (?) 12.11.2012 0:01
Maxacel - tlumili ja w sobie! Ja tez mam dobrego znajomego, ciut starszy ode mnie, po 50tce, ktory zawsze zdradzal zone z pindami I uganial sie za cipami. Wszyscy go uwazali za hipersamca I heterola. No a jak sie poznalismy, to sie facet zmienil I jest bi. Ale.......powiedzial, ze od zawsze myslal o penisach tylko to z siebie wypieral, ale doskonale pamietal jakie penisy mieli jego kumple z wojska itp.
Absolutnie nie ma tak, ze ktos jest max hetero I po 10,15 latach odczuwa pociag homo, to zaklamanie i wyparcie, gardze takimi!
macaxel (30) Gdańsk 11.11.2012 19:31
Możesz nie wierzyć ;)

Znam jednak dwa przypadki, gdzie osoba będąca w heteroseksualnym związku przez kilka, bądź nawet kilkanaście lat (w jednym przypadku para miała już pełnoletnie dziecko) nagle się orientuję, że zaczyna odczuwać pociąg do osób tej samej płci. Nie twierdzę, że każdy człowiek ma płynną orientację seksualną, ale na pewno nie można wykluczyć tego przynajmniej w niektórych przypadkach; bo wątpię, by przez tyle lat te osoby mogły nieświadomie tłumić w sobie homo- bądź biseksualizm.

Wydaje mi się jednak, że jak na razie, jako ludzie, zbyt mało wiemy o tym, jak kształtuje się i od czego zależy orientacja seksualna, by móc definitywnie stwierdzić, czy ona jest, czy nie jest płynna.
vito212121 (?) 11.11.2012
podobnie z facetami, nie znam ciotek, ale reszta gejow jest taka jak inni faceci psychicznie, mysla np na zasadzie 0-1 co jest typowe dla faceta, podczas gdy baba mysli zawsze tak po srodku, na zasadzie - troche tak I troche nie, psychicznie faceci od bab b sie roznia.
vito212121 (?) 10.11.2012 23:57
Etykieta kobieta mowi duzo o psychice, nawet lezbuszki jakie znam sa kobiece wewnetrznie, psychicznie, nie roznia sie od innych kobiet a b roznia sie od facetow, choc wygladaja jak chlopak, to sa kobiece w srodku-)
vito212121 (?) 10.11.2012 23:55
Hmmmmmm........orientacja sexualna ktora sie zmienila? Hmmmm....nie wierze maxacel!
Etykiety, masz troche racji, ale z etykietami to jest tak, ze sprawdzaja sie w wiekszosci, tylko niekiedy wprowadzaja w blad. No I pozwalaja na szybkie poznanie kogos, bo traktujemy nowo poznanego etykietkowo chyba, ze przejawia cechy szczegolne, wowczas adaptuje sie do nowego jego wizerunku.
macaxel (30) Gdańsk 10.11.2012 15:16
vito212121:
Minus za stwierdzenie, ze orientacja sexualna jest plynna I minus za odrzucenie etykiet, wiec ona nie identyfikuje sie ani jako lesbijka, ani jako kobieta ani jako pisarka. Ciekawe czy uwaza sie za czlowieka, czy tez plynna granica miedzy czlowiekiem a malpa jej to uniemozliwia.


Z tymi etykietami wydaje mi się, że bardziej chodziło o nie przypisywanie innym etykiet oraz nie patrzenie na ludzi przez pryzmat tychże. Ludzie mają bowiem tendencję do spłycania cech, stosowania uogólnień oraz przypisywania etykietom określonego zestawu cech. Sam w którymś z komentarzy pisałeś, że każdy polityk to oszust, nierób i w ogóle samo łajno. To jest właśnie to stosowanie etykiet - nie patrzy się na człowieka jako na jednostkę, z wszystkimi jego wadami i zaletami, ale wybiera się tylko jedną cechę i próbuje wszystko skupić wokół niej.

Czy etykieta "kobieta" coś w ogóle mówi? Teoretycznie jedyna wspólna cecha, jaką mają wszystkie kobiety, to pewne cechy anatomiczne (chociaż i z tym jest różnie, bo widziałem kobiety, które mają mniejsze piersi, niż niejeden facet). Tymczasem w rzeczywistości za etykietą "kobieta" idzie cały szereg cech, które ludzie świadomie bądź (częściej) nieświadomie próbują uznać za fakt i stosować do wszystkich osób z tą etykietą. Że jak kobieta, to musi być słaba, musi być wrażliwa, musi lubić różowe i milutkie rzeczy, że pewnie jest dobrą gosposią itp.

Zaś co do orientacji seksualnej, z tym jest różnie. U niektórych osób jest ona faktycznie płynna. Znam kolesia, który był przez wiele lat żonaty (i był zadowolony z małżeństwa i życia seksualnego) zanim pewnego dnia zaczął sobie zdawać sprawę, że podniecają go faceci.
vito212121 (?) 30.10.2012 7:51
Plus za tekst - "podoba mi sie ze francuzi nie sa zapatrzeni w amerykanow, to musi sprawic, ze bedzie lepiej".
Minus za stwierdzenie, ze orientacja sexualna jest plynna I minus za odrzucenie etykiet, wiec ona nie identyfikuje sie ani jako lesbijka, ani jako kobieta ani jako pisarka. Ciekawe czy uwaza sie za czlowieka, czy tez plynna granica miedzy czlowiekiem a malpa jej to uniemozliwia.
Troche przecudowala w swoich pogladach, ale wydaje sie rowna baba I ogolnie podoba mi sie jej myslenie. Sadze ze jej system wartosci jest cenny I budzi sympatie.
vermilion (?) 30.10.2012 0:10
GENIALNA PISARKA!!!!!!!!!!!! NAMIĘTNOŚĆ, NIE TYLKO POMARAŃCZE, PODTRZYMYWANIE ŚWIATŁA!!!! ♥ CUDO!!;)
Zapisz Zapisz stronę Magazyn+ Magazyn Pełny ekran Pełny ekran
Rozmowa z Jeanette Winterson Rozmowa z Jeanette Winterson Rozmowa z Jeanette Winterson Rozmowa z Jeanette Winterson Rozmowa z Jeanette Winterson
REKLAMA

© 1996-2016 Prawa autorskie zastrzeżone, ISSN 2299-9019
666
Bądź queer na facebooku