logo Queer.pl Dawniej Innastrona.pl
06.12.2016    STARTSKLEPKONTAKT

...
164
0
21

Powinniście być wściekli

Rozmowa z Judy i Dennisem Shepardami

Dodano: 06.09.2012, Aktualizacja: 27.08.2013

Na początku tego tygodnia na zaproszenie Kampanii Przeciw Homofobii Polskę odwiedzili Judy i Dennis Shepardowie, rodzice brutalnie zamordowanego w 1998 roku Matthew. Po śmierci syna Shepardowie założyli fundację jego imienia, która zajmuje się między innymi walką z przestępstwami motywowanymi nienawiścią, promocją równości oraz pomocą osobom LGBTQ. Udało nam się z nimi porozmawiać na temat ich pracy, a także o tym, jak rodzice osób nieheteronormatywnych mogą pomóc swoim dzieciom i jak skutecznie walczyć o równe prawa.

Na spotkaniu w Fundacji Batorego mówiliście, że w Wyoming, gdzie mieszkaliście, gdy Matthew zrobił coming out, nie mieliście okazji dowiedzieć się czegoś więcej o homoseksualności. A jednak, gdy wasz syn powiedział wam, że jest gejem, natychmiast go zaakceptowaliście. Co sprawiło, że, mimo że postrzegaliście osoby homoseksualne tak samo jak wszyscy – często kierując się krzywdzącymi stereotypami - nie mieliście z tym problemu?
Judy: Myślę, że to po prostu wynika z tego, jacy jesteśmy. Matt był dla nas najważniejszą osobą na świecie, liczyła się więc nie jego seksualność, ale on jako osoba. Był naszym synem, kochaliśmy go. Gdy powiedział nam o sobie, nic się nie zmieniło. Nie stał się nagle gejem – naszym synem, nadal był naszym synem, który tak się złożyło, że był gejem. Kolejny krok – otwarte wspieranie osób niehetero po jego śmierci – nie był trudny. Chcieliśmy go uhonorować, otwarcie mówiąc o tym, kim był i dlaczego został zamordowany. Chcieliśmy też nadal być w kontakcie z jego przyjaciółmi, być częścią jego życia. I chcieliśmy powiedzieć innym rodzicom, jak ważne jest zaakceptowanie swoich dzieci. Nadal to robimy.

Dennis: Był naszym synem, więc nie było innej możliwości. Jesteśmy dumni z naszego syna, z obu naszych synów, więc nie ma powodu, byśmy o nich nie mówili, niezależnie od tego, kim są. Każde dziecko jest inne, każda osoba jest inna i powinniśmy celebrować te różnice, zamiast ukrywać to, czym ktoś został obdarowany, i w ten sposób go dyskryminować.

Judy: Po prostu tacy jesteśmy. To nie wynika z kultury, w której żyjemy, czy naszej religii. To jest w nas.

Ale Matthew był religijny. I ty, Dennis, w swojej mowie w sądzie, którą wygłosiłeś po jego śmierci, również odwoływałeś się do Boga, mówiłeś, że był z Mattem w tych strasznych chwilach, gdy umierał. Wiara jest więc dla was ważna, prawda? Jaką rolę odgrywa w waszym życiu?
Judy: Rodzice nie ochrzcili mnie i mojego rodzeństwa w dzieciństwie, pozwolili nam wybrać swój kościół – wybrałam episkopalny. Tak samo jak oni pozwoliliśmy naszym dzieciom wybrać swoją religię. Matt też był episkopalianinem. Był bardzo zaangażowany w życie swojej wspólnoty, kochał obrzędy. Kościół episkopalny już wtedy był bardzo otwarty, teraz jest jeszcze bardziej. Tak że religia dawała nam wsparcie, była częścią naszej codzienności, ale nie rządziła naszym życiem. Historia Dennisa jest trochę inna.

Dennis: Tak. Moja mama należała do kościoła episkopalnego, ale, jako że pochodzi z Londynu, z trochę innej kultury, zostałem ochrzczony w dzieciństwie. Ale, podróżując z rodzicami po świecie, zetknąłem się z wieloma kulturami i wierzeniami, i pewnie dlatego nigdy nie byłem religijny w tym sensie, że muszę wejść do budynku, aby wyznawać swoją wiarę. Wzrastałem w górach, w samolotach, i moje kościoły to przestrzenie otwarte, a mój Bóg czy Bogini to po prostu jakaś nadprzyrodzona istota, która wszystko stworzyła te miliardy lat temu. Bardzo wspierałem religijność Matta. Kochał teatr obrzędów i mi to nie przeszkadzało, nigdy nie próbowałem go do niczego zmuszać . Zostaliśmy wychowani jako ludzie etyczni i moralni i te same wartości przekazaliśmy naszym dzieciom, ale nie czerpaliśmy ich jedynie z religii.

Pytam o to również dlatego, że w Polsce osoby, które są przeciwne nadaniu osobom nieheteronormatywnym równych praw, często powołują się na religię, na to, że brak równości wynika z Biblii.
Dennis: A czy ci sami ludzie chcieliby na przykład, by przywrócić niewolnictwo, tak aby oni mieli bezpłatną siłę roboczą? To też jest w Biblii. Religia się zmienia, kiedy spojrzeć na te wszystkie zakazy i nakazy w Piśmie Świętym, to można zobaczyć, jak wiele z nich już nie jest przestrzeganych, bo ludzie ewoluują, robią się mądrzejsi. I akceptacja gejów czy lesbijek to następny krok. Przecież można być dobrą osobą, wierzyć w Boga, być członkiem Kościoła katolickiego niezależnie od tego, kogo się kocha. Wasz Kościół musi to zrozumieć, również dlatego, że włączenie osób nieheteroseksualnych do wspólnoty nie osłabi go, a wręcz przeciwnie – wzmocni.

Judy: Nie sądzę, by Bóg pokazywał: ty jesteś w porządku, ty też, a ty nie. To nie tak działa. Odrzucanie kogoś z powodu tego, jaki jest, nie ma sensu.

Wróćmy jeszcze na chwilę do coming outu. Powiedzenie o sobie rodzicom jest jedną z najtrudniejszych rzeczy dla osób nieheteronormatywnych. Boimy się ich reakcji, odrzucenia. Może czasami lepiej jest po prostu o sobie nie mówić?
Judy: Rozmawiałam z tysiącami osób, które również bały się reakcji swoich rodziców czy przyjaciół. Społeczeństwo tworzy tę atmosferę strachu, pokazując, że nie akceptuje gejów i lesbijek. Ale nikt nigdy mi nie powiedział: żałuję, że zrobiłem coming out. Wszyscy mówią: żałuję, że nie zrobiłem go wcześniej. To wyzwala. Jeżeli żyjesz w kłamstwie, to cię zabija od środka. Moim zdaniem lepiej jest otwarcie być tym, kim się jest. Sekrety nigdy się nie sprawdzają. To samo dotyczy zresztą rodziców – oni również powinni mówić o swoim życiu, dzielić się z innymi tym, że akceptują swoje dzieci, opowiadać o nich, aby zmienić to nastawienie, które jest.

Dennis: Aż stanie się to takie powszechne, że aż nudne. I to chcemy osiągnąć.

Ważne jest też chyba, aby nie tylko rodzice wspierali swoje dzieci, ale też my, geje, lesbijki, osoby biseksualne czy transpłciowe – rodziców. W końcu to jest też trudne dla nich. Jak możemy im pomóc?
Judy: Przede wszystkim musicie zrozumieć, że dla nich zaakceptowanie was to też proces. W końcu wasz coming out był następstwem iluś tam działań, przemyśleń, przepracowania tego ze sobą. Musicie dać ten czas również swoim rodzicom. I mówić o tym. Nie powiedzieć raz, ale cały czas rozmawiać. Przedstawić swoich przyjaciół, dać możliwość poznania waszego życia, dostarczyć informacji.

Dennis: Gdy Matt zrobił coming out, nie wiedzieliśmy nic o sprawach gejów i lesbijek. Wiedzieliśmy tylko, że on był naszym synem. I nagle musieliśmy stać się ekspertami od problemów społeczności LGBT, nie wiedząc, kim są. To była bardzo szybka i trudna nauka dla Judy - ja byłem wtedy w Arabii Saudyjskiej. Tak więc ona uczy teraz mnie. Problem z rodzicami polega też na tym, że boją się opinii znajomych, Kościoła, i często zapominają, że najważniejsze jest to, co myślą o nich ich dzieci.

Judy: Że to nie chodzi już o nich, a o ich dzieci.

Dennis: I jeżeli ich przyjaciele ich opuszczą, bo mają syna geja, to oznacza to tylko, że nigdy nie byli ich przyjaciółmi. Naprawdę bliscy ludzie nadal będą z nimi.

Wielu rodziców prezentuje postawę: w porządku, jesteś, kim jesteś, akceptujemy cię, ale nie mówmy już o tym więcej. I wiele osób nie mówi. Z tego, co mówiła Judy, wynika, że lepiej jest chyba zmusić i siebie, i rodziców do tej rozmowy.
Judy: Tak, bo inaczej tak naprawdę was nie poznają. I będą na przykład myśleć, że to tylko faza, że to minie. Nadal będą dbać o swoje dziecko, ale już nie o to, co jest dla niego ważne - przyjaciół czy osobę, którą kocha. To brak szacunku, bo przecież od swoich heteroseksualnych dzieci oczekują czegoś dokładnie odwrotnego – że będą częścią ich życia, będą blisko ich partnerów, znajomych.

Po śmierci Matthew założyliście fundację jego imienia, między innymi po to, by pomóc innym rodzicom oraz osobom LGBTQ. Dzięki wam udało się uchwalić w 2009 roku „Matthew Shepard Act” – ustawę o zapobieganiu przestępstwom z nienawiści. Czym jeszcze się zajmujecie?
Judy: Gdy Matt został zamordowany, dostaliśmy pieniądze od wielu ludzi poruszonych jego śmiercią. Chcieliśmy je przeznaczyć na coś, co byłoby dla niego ważne, więc stworzyliśmy tę fundację. Najpierw dawaliśmy granty innym organizacjom, a potem pomyśleliśmy, że powinniśmy też zrobić coś sami, wypełnić jakąś lukę, zrobić coś, co tylko my możemy zrobić. Co więc robimy? Edukujemy, dostarczamy informacje, tworzymy programy edukacyjne, pracujemy nad zmianami w prawie, pomagamy też zaistnieć innym organizacjom. Wielu młodych ludzi zna historię Matta, dlatego zwracają się do nas i wchodzą na naszą stronę matthewshepard.org, bo wiedzą, że dla nich to bezpieczne miejsce. Mogą tam dowiedzieć się więcej o swoich prawach, problemach, mogą zapoznać się z wywiadami z osobami wspierającymi społeczność LGBT – homoseksualnymi i heteroseksualnymi. I to jest właśnie to, co robimy – dostarczamy pomoc, której potrzebują, zwiększamy świadomość.

Dennis: Pomagamy też rodzinom osób nieheteroseksualnych, które mają pytania, nie znają tematu.

Teraz podróżujecie po Europie i to też jest część waszej działalności. Więc nie tylko prowadzicie stronę.
Judy: Nie. Mam też wykłady na uczelniach i w firmach. W zeszłym miesiącu na przykład byliśmy w Izraelu. Mamy też grupę ludzi, którzy chodzą do szkół i rozmawiają tam o problemach społeczności LGBT. Zajmujemy się też „Projektem Laramie” [sztuka Moisésa Kaufmana oparta o rozmowy przeprowadzone z mieszkańcami Laramie po śmierci Matthew – przyp. E.T], pomagamy osobom, które ją wystawiają i rozmawiają potem z publicznością o ich reakcjach na nią.

Dennis: Teraz podróżuję z Judy, ale w Stanach zajmuję się działaniami prawnymi. Współpracuję z Ministerstwem Sprawiedliwości i FBI, organizuję konferencje i warsztaty o przestępstwach z nienawiści dla lokalnych władz, agentów FBI i organizacji pozarządowych. Pokazuję, jakie prawa, jaką ochronę teraz mają osoby nieheteronormatywne, uczę też władze, co powinny robić po wprowadzeniu prawa imienia Matta [„Matthew Shepard Act”, ustawa o zapobieganiu przestępstwom z nienawiści, została podpisana w 2009 – przyp. E.T.].

No właśnie – przestępstwa z nienawiści. Również w Polsce walczymy o uznanie za takie przestępstw motywowanych homofobią. Wiele osób, również z naszej społeczności, jest jednak temu przeciwnych. Uważają, że nienawiść to nienawiść, a motywacja nie jest istotna i nie potrzebujemy specjalnego prawa, które chroniłoby właśnie nas.
Judy: Ale to nie jest coś nowego, przecież wasze prawo mówi o przestępstwach z nienawiści motywowanych religią, rasą czy pochodzeniem etnicznym. I tak samo jest z osobami nieheteronormatywnymi – jeśli ktoś cię atakuje jedynie dlatego, że jesteś gejem czy lesbijką, nie tylko ty cierpisz, dotyczy to całej twojej społeczności, która boi się, że im też się to może przydarzyć. W Stanach nazywamy to krajowym terroryzmem, może to mocne słowa, ale tak to definiujemy, żeby ludzie łatwiej zrozumieli, o co chodzi. Że to jest przestępstwo przeciw społeczności, nie jednostce. Tak samo jest na przykład z rasizmem. Uznanie tego przez prawo pokazuje reszcie społeczeństwa, że problem istnieje i że jest poważny.

A co z mową nienawiści? Również za nią należy karać? A jeśli tak, to gdzie postawić granicę – wiele osób obawia się, że gdy wejdzie prawo ją wyróżniające, do więzienia będzie się szło za nazwanie kogoś „pedałem”.
Judy: Jestem przeciwniczką karania za słowa, bo dla każdego granica jest inna. Oczywiście słowa, które pociągają za sobą przemoc, są czymś, co może pomóc ją określić, ale nadal nie wiem, gdzie powinna przebiegać ta granica. Wiem, że Kanada karze za mowę nienawiści, tak samo Wielka Brytania, ale ja mam problem z karaniem za słowa.

Dennis: Myślę, że trzeba spojrzeć na kraje, które regulują tę kwestię, i zobaczyć, jak to prawo w nich działa i czy spełnia swoją rolę, i dzięki ich doświadczeniom stworzyć swoje prawo. Są różne rodzaje mowy nienawiści. Możesz powiedzieć „Nienawidzę pedałów” - i to jest mowa nienawiści, ale dopuszczalna. Ale jeśli powiesz „Nienawidzę pedałów, zabijmy ich wszystkich”, wtedy zachęcasz innych do przestępstwa i to powinno być karane. Wolność słowa jest bardzo ważna, ale jest różnica miedzy mową nienawiści a nielubieniem czegoś, nieakceptowaniem. Ważne jest, by podkreślać tę różnicę.

W Polsce wiele osób LGBT nie tylko jest przeciw dodaniu homofobii do motywów przestępstw zasługujących na szczególne potępienie, ale też w ogóle uważa, że nie zasługujemy na równe prawa, a w każdym razie nie powinniśmy się ich zbyt głośno domagać. Uważa, że lepiej jest się „nie narzucać” społeczeństwu, to wtedy pozwoli nam spokojnie żyć.
Dennis: Jesteście obywatelami Polski, macie prawo mieć takie same prawa jak wszyscy inni i powinniście się ich domagać, a nie błagać o nie. Walczyć o to, by ci, którzy myślą, że są od was lepsi, was nie dyskryminowali. Nie są lepsi, są równi.

Judy: Rozmawiając z młodymi ludźmi z Polski, odniosłam wrażenie, że czują się w jakichś sposób winni wobec swoich rodzin, że postawili je w takiej sytuacji, myślą, że to ich wina, że zostali odrzuceni. Uważają, że na to zasłużyli, bo są tacy, jacy są. W Stanach osoby LGBT miały takie podejście do siebie 50 lat temu. Dopiero po Stonewall ludzie zaczęli walczyć przeciw dyskryminacji i wszystko zaczęło się zmieniać. Jesteście obywatelami i powinniście mieć takie same prawa, jak wszyscy inni. Ale aby to osiągnąć, musicie się wkurzyć na to, co was spotyka. Na chwilę obecną nie macie nic do powiedzenia. Kiedy Bush był prezydentem, byliśmy w podobnej sytuacji, pozwalaliśmy na ustanawianie praw, które były przeciw nam. Nigdy więcej. Powinniście być wściekli za to, jak was traktują, że odmawiają wam rzeczy, które inni ludzie mają. W pewnym momencie ta frustracja i złość się pojawią i wtedy wszystko zacznie się zmieniać.

Dennis: Bardzo ważne jest, by działać nie tylko ogólnokrajowo, ale też na poziomie lokalnym, w swoim otoczeniu. Inni muszą sobie zdać sprawę, że to, co przydarza się wam, może się przydarzyć również im. Bo na przykład nie będą katolikami, więc ktoś uzna, że nie są częścią społeczeństwa, więc można im zabrać ich prawa. Pamiętajcie też, że jesteście siłą ekonomiczną. Stanowicie 10 procent społeczeństwa. Musicie czerpać korzyści z potęgi, którą jesteście.

Rozmawiała: Ewa Tomaszewicz

Dziękujemy Kampanii Przeciw Homofobii za umożliwienie przeprowadzenia wywiadu.

Ewa Tomaszewicz Autor: Ewa Tomaszewicz rocznik '77, założycielka Współtwórczyni kabaretu Barbie Girls. Dziennikarka. Niezrzeszona, wspiera tych, których lubi. Muzyka: (polityczny) folk (kobiecy), prasa: tylko w internecie, książki: oprócz Winterson czeka na Rawińską, marzenie: Michigan Womyn's Music Festival, wyznanie: SEO.



PODZIEL SIĘ
KOMENTARZE (21)
Komentuj Komentuj HEJT STOP!
Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Marzena   dodane przez Facebooka 09.10.2013 9:11
Dawid   dodane przez Facebooka 08.10.2013 8:11
[*]
Maciejowy   dodane przez Facebooka 07.10.2013 22:07
Skąd Ci chorzy ludzie Sie biorą ? K wa zakompleksieni heterycy z problemami
daqwid94 (22) Bydgoszcz 07.10.2013 20:57
"Ale aby to osiągnąć, musicie się wkurzyć na to, co was spotyka. Na chwilę obecną nie macie nic do powiedzenia." Kurwa mać! wkurwmy się w końcu w tej jebanej Polsce albo nic nie osiągniemy. wręcz was błagam, wkurwmy się, krzyczmy, niech nas uslysza, parady nic nie pomogą, skoro nie można po dobroci to trzeba siła. Potrzeba nam charyzmatycznego człowieka, który poprowadzi nas do boju. Ale nie na pięści i wyzwiska, tylko na ilość. Niech w końcu będzie jedna mega manifestacja przed sejmem, niech przyjadą wszyscy. Wiem że niektórzy boją się że ktoś ich zobaczy w tv albo gazecie na zdjęciach, ale to da się załatwić, wystarczy takie osoby "wcisnąć" do środka manifestacji, a osoby które się tym nie przejmują byłyby na zewnątrz, to one byłyby twarzą tej manifestacji. Wtedy już nawet nop i onr nie miałby tylu ludzi co my. Stali byśmy się potęga masy ludzi, takiej prawdziwej masy. Tego nie da się zamieść pod dywan. Mam nadzieje że ktoś ogarnięty w organizowaniu takich manif to przeczyta i zorganizuje, ja chętnie pomogę, bo osobiście jestem wkurwiony na wasze lenistwo, na wasza jebana bezczynność. W ten sposób nic nie osiągniemy, jesteśmy nikim. I jedna sprawa, na takiej manifestacji niestety drag queens nie mogłyby się pojawić, musimy pokazać że jesteśmy tacy jak inni, i z całym szacunkiem dla dq, ale wy jesteście lepem na media, pokazują tylko was, a tych szarych obywateli tego absurdalnego kraju już nie, a taka właśnie jest większość lgbtq, musimy pokazać że jesteśmy tacy sami, a jednak w oczach innych gorsi, kolorami nikogo nie przekonamy, a ilością już na pewno, jestem tego pewien że to dotrze do ludzi, do zwykłych ludzi.
Ania   dodane przez Facebooka 07.10.2013 18:17
bedę to pamiętać do końca zycia, bo jutro mam urodziny :< Śpij w spokoju, Aniołku (*)
fantasy13 (?) 07.10.2013 16:16
i am :'((((
Marlena   dodane przez Facebooka 07.10.2013 14:48
:(
Szymon   dodane przez Facebooka 07.10.2013 14:23
;(
mysweetrevenge (?) 07.10.2013 14:15
dlaczego zawsze musi dojść do tragedii, by ludziom się otworzyły oczy? czy potrzeba tylu niewinnych istnień, by w końcu zapanowała tolerancja?
Zapisz Zapisz stronę Magazyn+ Magazyn Pełny ekran Pełny ekran
Powinniście być wściekli Powinniście być wściekli Powinniście być wściekli Powinniście być wściekli
REKLAMA

© 1996-2016 Prawa autorskie zastrzeżone, ISSN 2299-9019
666
Bądź queer na facebooku