logo Queer.pl Dawniej Innastrona.pl
26.07.2017    STARTSKLEPKONTAKT

...
35
2
22

Spiski i przeciwskuteczne akcje

O związkach partnerskich w naszych mediach

Dodano: 17.08.2012, Aktualizacja: 17.08.2012

Związki partnerskie. Najpopularniejszy temat ostatnich tygodni. Ważny, nudny i frustrujący. I taki, w którym wypada mieć własne zdanie.

Związki partnerskie. Najpopularniejszy temat ostatnich tygodni. Ważny, nudny i frustrujący. I taki, w którym wypada mieć własne zdanie.

Z prawdziwą fascynacją, a czasami też, nie ukrywam, z irytacją obserwowałam ostatnie okołozwiązkowe dyskusje w naszych mediach. Irytacja spowodowana była głównie głosami w rodzaju „i tak to, co robicie, nic nie da, ale trzymam kciuki”, czy też „moglibyście zrobić relację na żywo z tego, co się dzieje w Sejmie i pod Sejmem, taką ze zdjęciami i wideo”. Fascynacja – momentami niezwykłymi, przynajmniej dla mnie, teoriami na temat tego, o co w ogóle w tym wszystkim chodzi. Było też, żeby być sprawiedliwą, sporo radości z coraz częściej pojawiających się głosów, że to nasza sprawa, od nas zależy i to my musimy w tej kwestii najwięcej działać, nie oglądając się na polityków, media i całą resztę. To naprawdę pozytywne i sporo już o tym pisałam na blogu. Dziś będzie o tym, co niekoniecznie pozytywne, choć na pewno ciekawe.

Fascynująca teoria numer jeden ma coś wspólnego z wynurzeniami naczelnego pewnego nieistniejącego już portalu gejowskiego na temat zawodowych gejów (o istnieniu lesbijek czy osób biseksualnych ów naczelny zazwyczaj nie pamiętał). Na wypadek, gdyby ktoś nie kojarzył, o co w niej chodziło, krótkie wyjaśnienie: owi zawodowi geje to działacze, którzy żyją ze swojego aktywizmu, w związku z czym ostatnią rzeczą, na której im zależy, jest rozwiązanie naszych problemów, bo to oznacza dla nich bezrobocie. Jak to się ma do ostatnich wydarzeń? Ano ma, bo walka o projekty „maksimum” (w cudzysłowie, bo dla mnie „maksimum” to po prostu małżeństwa) ma być ponoć sposobem na to, by jeszcze długo, długo nie dostać nic. Rzecz jasna można się spierać, czy lepsza jest metoda małych kroków, obarczona niebezpieczeństwem zatrzymania się na pierwszym (na zasadzie: no to macie, czego chcieliście i chciałyście, a teraz do widzenia), czy jasne artykułowanie swoich postulatów i podkreślanie, że jakiekolwiek minimum to tylko początek drogi. Tyle że między szukaniem spisków a niezgodą na metody działania jest spora różnica.

Teoria numer dwa sprowadza aktywistów i aktywistki do pozycji naiwnych ofiar szczwanych polityków i polityczek. W skrócie chodzi o coś podobnego jak z zawodowymi gejami – oto zły Ruch Palikota i jeszcze gorsze SLD (albo odwrotnie) wykorzystują nas do budowania kapitału politycznego. W roli „złego” może zresztą wystąpić każda partia, która zgłosi swój projekt, choćby i najlepszy, a której zupełnym przypadkiem nie lubimy. W końcu nie może być tak, że nasze prawa chce nam dać ten podły antyklerykał Palikot i ta agentka Grodzka (naprawdę coś takiego przeczytałam o Ani na jednym z naszych forów) czy ci wstrętni komuniści. Co to, to nie, takiego rozwiązania to my nie poprzemy, w końcu będzie to jednoznaczne z poparciem tych partii. Oczywiście nie mam złudzeń co do polityków i polityczek, i tego, jak bardzo im (nie) zależy na naszym dobru. Tyle że zupełnie nie pojmuję, jakie ma znaczenie, kto zgłasza projekt, który ułatwi mi życie. Tak, ma, jeśli chodzi o szanse jego uchwalenia. Ale obrażać się nań, bo nie wyszedł spod tej ręki, co trzeba? W tym akurat sensu za grosz nie widzę.

Teoria numer trzy jest taka, że większość sejmowa zupełnie słusznie nie dopuściła do pierwszego czytania projektów RP, SLD i strony społecznej, ponieważ są one najzwyczajniej w świecie niedobre. A czemu są niedobre? Bo są niekonstytucyjne. A czemu są niekonstytucyjne? Bo tak mówi PO (i PiS, i SP, ale nimi nikt się aż tak bardzo nie przejmuje). To samo PO, którego jeden członek niedawno pokazał swój projekt, ponoć dla odmiany konstytucyjny, a drugi stwierdził, że to, co zrobił jego kolega jest tak samo niekonstytucyjne jak pomysły konkurencyjnych partii, bo wszystko, co ma „związki partnerskie” w nazwie takie jest i już. Do czego zmierzam? Że Konstytucja niejedno ma imię. A konkretnie ma takie, jakie jest w danym momencie dla powołującego się na nią wygodne. Próbkę tego można było zaobserwować już podczas obrad Komisji Ustawodawczej, która opiniowała projekty ustaw o związkach. Członkowie i członkinie dostali dwie opinie – jedną pozytywną, doktora UW, jedną niejednoznaczną, doktora KUL-u. Oparli się jedynie na tej drugiej, a konkretnie na jej fragmentach o negatywnym wydźwięku.

Teoria numer cztery mówi, że głośne domaganie się swoich praw nie ma żadnego wpływu na to, czy związki partnerskie będą, czy nie. Ewentualnie, jeśli ma, to wyłącznie negatywny. Jak zatem należy, według jej zwolenników i zwolenniczek, owe związki „załatwić”? Otóż należy pracować u podstaw. Być miłym dla sąsiadki i sympatyczną dla pana w sklepie. Jakie to ma przełożenie na politykę? Ponoć takie, że za społeczną akceptacją idą ułatwienia prawne. Nie mam pojęcia, skąd się ów pomysł wziął, bo ile bym nie myślała, to nadal nie jestem w stanie wymienić choć jednej ustawy, która się pojawiła i przeszła tylko i wyłącznie z powodu społecznej akceptacji. Jestem za to przekonana, że niezależnie od tego, jak bardzo może nam ułatwić życie praca u podstaw, bez głośnej artykulacji postulatów wiele nie zdziałamy. Nie dalej jak w 2006 roku ówczesny wicemarszałek Sejmu Wojciech Olejniczak stwierdził, że osoby niehetero nie mówią nic o związkach partnerskich, w związku z czym jego partia nie będzie się tą kwestią zajmować. Jakkolwiek to stwierdzenie, szczególnie w wydaniu członka partii, która dwa lata wcześniej projekt ustawy o związkach miała, mogłoby się wydawać irytujące, to jednak było ono też w dużej mierze prawdziwe. Aż do 2009 roku, kiedy związki stały się głównym hasłem warszawskiej Parady Równości, mówiliśmy i mówiłyśmy o nich po prostu mało. A gdy w końcu zaczęliśmy i zaczęłyśmy – proszę bardzo: w ostatnich latach powstały już cztery projekty (w poprzedniej kadencji jeden, w tej trzy), kolejny jest w drodze, i to w wydaniu pana, którego jeszcze rok temu nikt by nie podejrzewał o nawet mikro zainteresowanie rozwiązaniem naszych problemów. Jest w tym rzecz jasna sporo (jeśli nie wyłącznie) gry politycznej, ale przynajmniej udało się doprowadzić do tego, że otwarcie przeciw są jedynie PiS, SP i Gowin.

Teorii i teoryjek jest rzecz jasna więcej, choć tak odlotowych jak te o zawodowych gejach i biednych aktywistach i aktywistkach ślepo zapatrzonych w partyjki od projektów chyba już nie. Choć może pojawią się w komentarzach do tego tekstu, na co po cichu liczę. A póki co będą wnioski, a konkretnie jeden. Temat związków jest na dłuższą metę nudny i frustrujący, nawet bez naszych dodatków. Co gorsza, owej nudy i frustracji będzie więcej, bo związki to zabawa na lata, nie na miesiące. Żeby się więc dodatkowo nie denerwować jakimiś rzekomymi spiskami i innymi takimi, warto po prostu wiedzieć, o co chodzi. I, szczęśliwie, coraz więcej osób nie ogranicza się do tego, co mówią partie czy media (a potrafią mówić naprawdę straszne głupoty), tylko po prostu zagląda projektów. Co fajnie widać i po dość chłodnym przyjęciu propozycji Dunina, i po miażdżącej krytyce pomysłów Żalka. Jasne, że można się irytować tym, że ci i te, którzy i które dostają pieniądze za znajomość takich rzeczy i rzetelne przekazywanie informacji, niekoniecznie dobrze wywiązują się ze swoich obowiązków. I że jedyne, co można z tym zrobić, to dokształcić się samodzielnie. Z drugiej jednak strony, komu ma bardziej zależeć na związkach, jak nie nam. A skoro zależy, to trudno, od siebie też trzeba coś włożyć. Samo się nie zrobi.

Blog Ewa Tomaszewicz - rocznik '77, założycielka bloga trzyczesciowygarnitur.blogspot.com, współtwórczyni kabaretu Barbie Girls. Dziennikarka. Niezrzeszona, wspiera tych, których lubi. Muzyka: (polityczny) folk (kobiecy), prasa: tylko w internecie, książki: oprócz Winterson czeka na Rawińską, marzenie: Michigan Womyn's Music Festival, wyznanie: SEO.

Trzyczęściowy garnitur na Facebooku
Autor: Brak informacji

PODZIEL SIĘ
KOMENTARZE (22)
Komentuj Komentuj HEJT STOP!
Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
marcelq (?) 21.08.2012 19:30
outofrange:
Ja nie mówię o seksie tylko o wszystkich elementach składających się na udany związek.

Niemniej istnieją pewne uniwersalne zachowania, które pomagają w stworzeniu udanego związku (czy jakiejkolwiek zdrowej relacji) bez względu na płeć czy orientację seksualną. Wzorzec np. w postaci psychologa może się przydać, ale w momencie ewidentnych zaburzeń relacji, w innym wypadku naprawdę wystarczy zdrowy rozsądek.
neguto (?) 21.08.2012 19:26
wzo no każdy ma trochę inny pogląd na tę sprawę. Jedni mówią że mają przesyt homoseksualizmem bo widza go w prawie każdym filmie, programie itd. A inni, jak ty, mówią że powinno ich być o wiele więcej.
Właściwie to nie wiem gdzie leży granica pomiędzy za dużo, a za mało. Natomiast zgodzę się że mogło by powstawać więcej reportaży pokazujących pary homo i ich zwyczajne życie. Z tym jest jednak pewien problem bo reportaże o gejach pokazują ich życie, a wydaje się że w długoletnich związkach jest nas 10-20% (??? nie wiem dokładnie) natomiast reszta to single których życie różni się od życia heteryków.
U lesbijek te statystyki chyba wypadają lepiej.
Co tu dużo gadać nie zmienisz gejów w heteryków. Nie posłuchają jeśli powiesz im że zamiast seksu powinni chcieć miłości aż po grób.
Można pokazywać im wzorzec szczęśliwej pary homo żyjącej razem do późnej starości. Może wtedy cześć się skusi? Sam nie wiem :)
Mimo wszystko warunki w jakich żyjemy różnią się, przez co i życie wymusza na nas inny wzorzec niż na osobach heteroseksualnych.
Nie znaczy to że jesteśmy gorsi. Pod niektórymi względami jesteśmy inni ale nie zmienia to faktu że jesteśmy równie wartościowymi ludźmi.
wzo21 (27) Warszawa 21.08.2012 14:35
Co do powstających reportaży itp materiałów telewizyjnych....
mimo wszystko jest tego stanowczo za mało.
za mało szczególnie w największych stacjach telewizyjnych, do których dostęp mają wszyscy.

A prawdziwy dobry reportaż o parze homoseksualnej pokazywałby ich codzienne życie, zupełnie takie same jak całej reszty Polaków
outofrange (31) Krk 21.08.2012 13:35
marcelq:
Z tym się nie zgodzę w pełni, bo nie trzeba żadnego wzorca - wystarczy trochę rozumu - by wymyślić, że szczęśliwego "związku" się nie stworzy, szukając seksu. Lub od seksu zaczynając.


Ja nie mówię o seksie tylko o wszystkich elementach składających się na udany związek.
marcelq (?) 21.08.2012 13:25
outofrange:
neguto, dodam do tego jeszcze coś: nie mamy wzorców, które wskazałyby jak żyć w związku z osobą tej samej płci.

Z tym się nie zgodzę w pełni, bo nie trzeba żadnego wzorca - wystarczy trochę rozumu - by wymyślić, że szczęśliwego "związku" się nie stworzy, szukając seksu. Lub od seksu zaczynając.
neguto (?) 20.08.2012 21:17
wzo już są takie reportaże chyba coraz więcej. Dlatego właśnie napisałem że ja widzę zmiany już teraz. Mamy posła otwartego geja który nie bzyka się z wszystkimi facetami po katach. Mamy transseksualną posłankę która pokazuje że jej seksualność nie wpływa na jej warunki umysłowe czy moralne. Ponad to w wielu programach pojawiają się osoby homoseksualne żyjące w związkach pokazujące swoje prawdziwe życie. Ostatnio oglądałem sobie "w obiektywie Justyny Steczkowskiej" gdzie był odcinek o parze les (bardzo fajny) .
Tak więc chyba idzie ku lepszemu.
outofrange-> całkowicie się zgadzam co do braku wzorców. Więcej uważam że wzorzec jaki mamy to właśnie osoba samotna ciągle imprezująca z przyjaciółmi. Pamiętam że jak odkrywałem siebie to zaczynałem właśnie od imprez itp i cieszyłem się że w końcu przynależę do grona osób takich jak ja. Tak więc starałem się do nich upodobnić. Trochę mi zajęło zrozumienie że to zupełnie nie jest to czego pragnę. I w końcu zostałem gejem dziwakiem w jednym związku już ok 7 lat ;)
wzo21 (27) Warszawa 20.08.2012 19:50
dlatego pokażmy w mediach normalną parę homoseksualną, w reportażach, dokumentach i niech zobaczą ich zwykłe życie widzowie popularnych stacji telewizyjnych.
outofrange (31) Krk 20.08.2012 19:46
neguto, dodam do tego jeszcze coś: nie mamy wzorców, które wskazałyby jak żyć w związku z osobą tej samej płci. Jeśli osoby hetreroseksualne zalewane są począwszy od zdrowych, niepromujących homosekuzalizm bajek, przez tv i całą kulturę głównego nurtu obrazkami życia dwóch osób w parze, jeśli wskazówki słyszą z ambon, widzą w swoim otoczeniu i czytają w prawie (w końcu w kodeksie rodzinnym jest w skrócie zapisane, jak to wszystko z grubsza ma funkcjonować), tak osoby homoseksualne muszą same budować od podstaw te wzorce i uzgadniać je w każdym drobiazgu. Wiec wpisanie osób homo do prawa, które póki co udaje, że nie istniejemy, będzie solidną podstawą i już jakimś punktem odniesienia dla wielu z nas. I tego się boi prawica i kościół - bo wtedy okaże się, że nasze życie nie sprowadza się do seksu.
marcelq (?) 20.08.2012 19:09
Największym problemem nie jest tutaj chęć zawarcia związku czy poszukiwanie osób do seksu, a siedzenie w szafie - także przed najbliższymi. Przez to posłowie (ale i społeczeństwo!) myślą, że homoseksualizm to zjawisko na tyle marginalne, że niewarte uwagi, bo przecież "wszyscy o gejach i lesbijkach słyszą, ale nikt ich nie zna".
neguto (?) 20.08.2012 19:04
wzo tak właśnie wyglądają relacje między homoseksualistami ;)
a skoro mamy być szczerzy...
to odpowiednie osoby, które mają władzę w tym kraju wchodzą tam gdzie trzeba i później opisują publicznie jak miło wyglądają relacje pomiędzy homoseksualistami mają racje bo właśnie tak w większości wyglądają (co tu ukrywać) :D

No ale skoro tak bardzo ci się to nie podoba to można by sie zastanowić czemu tak jest?
outofrange napisał już że to przyczyna życia w "ukryciu" pewno jest jeszcze duzo innych. Np prowdzimy bardziej rozrykowy tryb życia. Nie mamy dzieci na które idze cała kasa i które wymuszją od nas powagę. Nie możemy zawierać związków które też w pewnym sęsie "cementują' uczucia. Para po ślubie nie roztanie się z powodu paru kłótni. A w przypadku luźnych związków trzeba się naprawdę głęboko kochać by być tylko razem do końca. Nie wiem co jeszcze ? Jakiegos socjologa trzeba by się było podpytać. :)

Zapisz Zapisz stronę Magazyn+ Magazyn Pełny ekran Pełny ekran
Spiski i przeciwskuteczne akcje Protestfiesta na Placu Zamkowym w Warszawie, lipiec 2012 (Fot. Y. Kostrzewa)
REKLAMA
REKLAMA

© 1996-2017 Prawa autorskie zastrzeżone, ISSN 2299-9019
666
Bądź queer na facebooku