logo Queer.pl Dawniej Innastrona.pl
06.12.2016    STARTSKLEPKONTAKT

...
172
2
27

Brak dzieci w ustawach to błąd

Rozmowa z Justyną i Iwoną

Dodano: 18.07.2012, Aktualizacja: 01.07.2016

Justyna i Iwona razem wychowują synka Jasia. Cała Polska dowiedziała się o nich dzięki okładce zeszłotygodniowego „Newsweeka”. Dziewczyny pojawiły się także w programie „Pytanie na śniadanie”. Dzięki ich odwadze w ostatnich dniach rozpętała się debata na temat rodzicielstwa osób nieheteronormatywnych. Ewie Tomaszewicz opowiedziały o tym co wpłynęło na ten coming out, czego się najbardziej obawiały i co sądzą o pomijaniu kwestii dzieci w dotychczasowych projektach ustaw o związkach partnerskich.

Co pomyślałyście, gdy dostałyście propozycję z „Newsweeka”? Długo się zastanawiałyście? Co przeważyło, że zdecydowałyście się nie tylko opowiedzieć o swojej rodzinie, ale też pokazać twarze?

Justyna: O propozycji „Newsweeka” dowiedziałam się dzień po ogłoszeniu wyniku głosowania Komisji Ustawodawczej w sprawie ustawy o związkach partnerskich. 15 głosów przeciw, tylko 3 na tak. Mimo usilnej pracy wielu z nas. Tak mnie to niepowodzenie zdenerwowało, że zapragnęłam z całego serca coś zmienić. Następnego dnia dobra znajoma powiedziała mi o pomyśle redakcji „Newsweeka”. Zgodziłam się natychmiast, odebrawszy to jako znak od losu. Postanowiłam, że nie cofnę się przed niczym, bo naszemu krajowi potrzeba naprawdę wielkiej rewolucji! Tak więc to posłowie swoim głosowaniem przekonali mnie do wyjścia z szafy, za co bardzo im dziękuję.

Iwona: Ta decyzja dla mnie nie była tak oczywista. Dotąd w każdej sytuacji, w której ktoś mógłby się dowiedzieć, że jesteśmy razem, zapalała mi się lampka z napisem „uważaj”. Gdy przeczytałam tę propozycję, zapaliła mi się lampka „stop”, ale gdy zobaczyłam Justynę i jej entuzjazm, to przymknęłam oko na „stop” i powiedziałam „ok, ale na konkretnych warunkach: 100 procent anonimowości”. Zupełnie inaczej widziałam okładkę i fotografię w środku gazety: zero twarzy, zero danych.

Wywiad przebiegł bardzo sympatycznie. Jako że był robiony przez telefon, to czułam się jeszcze bezpieczniej. Gdy przyjechał do nas wspaniały fotograf – Filip Ćwik – i rozmawialiśmy dość długo, zanim zabraliśmy się do sesji, moje światła „stop” i „uważaj” powoli gasły. Podczas tej rozmowy zrozumiałam, jak bardzo ważna jest ta okładka i jak powinnyśmy do niej podejść. Justyna powiedziała, że chce pokazać swoją twarz i twarz Małego, ja powiedziałam „nie”. Czym się kierowałam? Na pewno nie myślałam o tym, że będzie to odebrane tak, że się wstydzę rodziny. Myślałam raczej wyrażeniu samej siebie, bo ja żyłam w ukryciu. Zdawałam sobie sprawę, że może mieć to różny wydźwięk i że ludzie i tak nas rozpoznają, ale nie przeszkadzało mi to. Reszta potoczyła się bardzo, bardzo szybko. Zdjęcia są zresztą cudowne – mamy je wszystkie w domowej kolekcji, do gazety poszły tylko dwa z kilkudziesięciu. Chcemy je sobie wywołać w dużym formacie i gdy będziemy miały już dom, powiesimy je nad kominkiem.

Ale w „Pytaniu na śniadanie” już pokazałaś twarz. Coś się zmieniło?

Iwona: Zmieniło się wszystko. Przede wszystkim chciałam pokazać, że nie wstydzę się swojej rodziny, bo tak było odczytane moje niepokazywanie twarzy. A jak się ktoś czegoś wstydzi, to znaczy, że źle robi, więc pokazałam, bo wierzę, że robimy dobrze, i tyle.

Czego najbardziej się obawiałyście?

Justyna: Właściwie niczego się nie obawiałam, bo moi znajomi zawsze wiedzieli, że nie jestem heteroseksualna. Nie określałam się, oni się mogli domyślać, że może bi, może les, akceptowali mnie. Najbliżsi wiedzieli, że jestem w związku z Iwonką i wychowujemy razem synka, więc artykuł i okładka nie były dla nich zaskoczeniem. U Iwonki sytuacja ma się zupełnie inaczej, bo u niej nie było oficjalnego coming outu, tylko najbliżsi przyjaciele wiedzieli, w pracy jedna osoba. To na jej prośbę i przez wzgląd na lojalność wobec niej ja także nie mówiłam o sobie w pracy, dopóki szef nie zapytał mnie wprost. Odpowiedziałam szczerze i z uśmiechem, potraktował mnie z szacunkiem i nie zmieniło to relacji między nami. Jedyne, czego się obawiałam, to reakcja współpracowników, bo nie miałam możliwości powiedzieć im o sobie, zanim zapadła decyzja o artykule w „Newsweeku”. Oni pewnie i tak się domyślali, że nie żyję z mężczyzną, tylko z kobietą, a ja bardzo żałowałam, że nie mogę powiedzieć osobiście takiej istotnej rzeczy o sobie, że muszę ukrywać coś tak dla mnie ważnego: że mam rodzinę, którą kocham ponad wszystko. Mam nadzieję, że zrozumieją, dlaczego milczałam na ten temat.

Iwona: Myślę, że przede wszystkim obawiałam się, że wielu ludzi dowie się z gazety, a nie ode mnie, że wiele osób w ogóle się dowie. Jestem tchórzem, i to strasznym. Gdy zaczęłyśmy być razem, mojej najlepszej przyjaciółce nie byłam w stanie powiedzieć o nas i jak w końcu to zrobiłam, to… przez telefon. Myślę, że zdecydowanie cierpiałam też na autohomofobię, bo przez lata tkwiłam w przekonaniu, że nie zasługuję na miłość i mój plan był bardzo prosty – żyć w samotności. Odkąd jesteśmy razem, najbardziej się boję, że stracę Justynkę lub Małego. Nie obawiam się potępienia, krytyki, odtrącenia, bo tego wszystkiego już zaznałam. Jednak nie chcę się skupiać na tym, co bolesne, bo zdecydowana większość reakcji na naszą opowieść jest pozytywna. Poza tym im więcej ludzi wie, że potrzebujemy odpowiednich regulacji prawnych, by spokojnie żyć, tym lepiej. Wiem też jedno – nie byłoby niczego bez wsparcia cudownych przyjaciół, którzy zawsze byli z nami, a także rodziny, która przełamała mnóstwo swoich barier i podchodzi do nas ze zrozumieniem – odwiedzamy się, rozmawiamy. To dla nas bardzo ważne.

Zrobiłyście milowy krok w walce o prawa osób nieheteronormatywnych w Polsce. Teraz na was skupiają się i wszystkie pozytywne, i negatywne opinie na temat par jednopłciowych wychowujących dzieci. Jak sobie z tym radzicie?

Justyna: Negatywnych komentarzy czy opinii nie słucham, nie czytam, nie szukam. Prawicowcy wyją, bo wiedzą, że ich czas minął. Próbują jeszcze ostatkiem sił przekonać społeczeństwo do swoich bezpodstawnych tez, popartych jedynie jednostronną interpretacją książki religijnej, której nie wolno nawet podrzeć muzykowi. Nauka idzie do przodu, Kościół zawsze ciągnie do tyłu. Wiemy to od lat: tak jak w swej pysze nie słuchali Kopernika, mówiącego o oczywistych prawach natury, tak teraz nie słuchają ludzi mówiących o oczywistych prawach człowieka. Dlatego nie będę nawet zaglądać na smętne wynurzenia Terlikowskiego na Frondzie. Przecież i tak wiem, że to my mamy rację! Ludzie nie są ślepi, widzą, że prawie cały cywilizowany świat ma odpowiednie ustawy dotyczące osób homoseksualnych i par jednopłciowych, Europa nie pozostaje w tyle, jedynie polski rząd udaje, że nas nie słyszy, i tkwi w jakimś marazmie. Czyżby rządzący nie pracowali w służbie narodu? Płacimy wszyscy na ich utrzymanie, mogliby więc się ruszyć i zrobić to, czego się od nich wymaga.

Co się zaś tyczy pozytywnych komentarzy i opinii, brak mi słów, by wyrazić moją wdzięczność! Kochani, gdyby nie wy, nie starczyłoby nam sił do tej walki. Każdy wasz głos jest bezcenny! Każdy komentarz pod naszymi zdjęciami, każde ciepłe słowo, które napisaliście do mnie w mailu, wiadomości na FB czy pod artykułami w prasie, każdy telefon i sms jest najcudowniejszym prezentem, najwyższą nagrodą za nasz wysiłek włożony w sprawę. Kiedy czytam wiadomości od was, cieszę się i płaczę ze wzruszenia, bo wiem, że słusznie postąpiłam i że nasze działanie nie idzie na marne. Wasze wsparcie mobilizuje nas i sprawia, że wierzymy w wygraną w tej walce o wolność. Dziękujemy wam z całego serca i duszy. Pamiętajcie, idee są nieśmiertelne!

Iwona: Milowy krok – czy ja wiem? Wiedziałam, że będziemy działać, odkąd do Justynki domu przyszły plakaty akcji „Miłość Nie Wyklucza”. Burzyłam się, gdy chciała powiesić jeden na domu, w którym mieszkała razem z Małym. Zdecydowanie byłam przeciwna publicznemu ujawnianiu się, bo byłam przekonana, że ludzie odpowiedzą agresją. Po okładce negatywny wydźwięk był zresztą ogromny – zwłaszcza komentarze pod samym artykułem, ale też na innych portalach. Chyba trzeba poruszyć ten najgłośniejszy – wypowiedź pana Terlikowskiego z Frondy. Przeczytałam ją tuż po zamieszczeniu, czyli przed cenzurą (a tuż po rzekomym ataku hakerskim). Słowa tego człowieka o nas nie zabolały mnie zupełnie. Pisał jednak też o Holokauście – i to mnie zabolało. Mamy przyjaciół Żydów i pisanie o tym, że ta zbrodnia przeciw ludzkości nie dotykała wyłącznie niewinnych, jest tylko świadectwem poziomu redaktora Frondy. Negatywne opinie istnieją od zawsze – ja się przyzwyczaiłam, a jeżeli wychodzą one od ludzi, na których mi nie zależy, są mi obojętne. Mój wujek nauczył mnie prostej zasady: „denerwować się, to mścić się na własnym zdrowiu za głupotę innych”. Więc staram się denerwować tylko i wyłącznie własną głupotą.

Czy uważacie, że należy głośno podnosić postulat umożliwienia parom jednopłciowym adopcji dziecka partnera/partnerki? Nie czekając, aż będzie lepszy „klimat społeczny”? Jak się czujecie z tym, że w żadnym z projektów ustaw, które są w Sejmie, nie ma słowa o dzieciach?

Justyna: Oczywiście, że należy głośno o tym mówić. To istotny postulat, a już jest spóźniony. Bo prawo nie nadąża za rzeczywistością. Przecież my bez zgody polityków i tak zakładamy rodziny, i tak wychowujemy dzieci. Trzeba to uregulować dla ich dobra. Podobno jest niż demograficzny i państwo martwi się o każde dziecko. A tęczowych rodzin jest kilkaset tysięcy. Naszych dzieci jest dziesiątki tysięcy. Nie wszyscy mogą się ujawnić, boją się reakcji innych ludzi. A i prawo nas nie chroni. Jeśli biologiczny rodzic umrze, dziecko nie zostanie z drugim rodzicem, który je wychowuje i kocha. Z rodzicem, z którym zżyte jest dziecko, którego kocha najbardziej na świecie. Zostanie odebrane obcymi rękoma i oddane do sierocińca, by tam zaznać smutku i cierpienia, mimo że jego ukochany drugi rodzic żyje i także cierpi z tęsknoty za dzieckiem.

Nasze dzieci nie mogą czuć się w pełni bezpieczne, nasze rodziny się nie czują bezpiecznie, dlatego wolą żyć po cichutku i w ukryciu lub wcale nie decydują się na dziecko. A przecież prawo nie zabrania samotnej matce czy ojcu adopcji. Nie zabrania in vitro czy sztucznego zapłodnienia. Do tego domy dziecka są przepełnione. Ile dzieci chciałoby żyć w ciepłym domu, wśród kochających osób. No a rodzina nie zawsze składa się z dwóch osób o różnej płci. Rodziną może być matka i babcia, dwie siostry, ojciec i dziadek czy wujek. Rodziny są różne. Dobra rodzina cechuje się miłością i dbałością o dzieci, nie tym, co mają dorośli między nogami.

Szkoda, że w projektach ustaw nie ma słowa o dzieciach. Czuję, że w Polsce powtórzy się sytuacja z Francji, która potrzebowała 15 lat, aby zrozumieć swój błąd. Brak w ich ustawie odpowiednich regulacji prawnych dotyczących dzieci par homo zaszkodził dzieciom, które musiały w sądach walczyć o to, żeby być ze swoją drugą mamą/drugim tatą, a nie z babcią, dziadkiem czy, co gorsza, w domu dziecka. A co z mniejszymi dziećmi, którym nie dano prawa głosu w sądach? Zostały skrzywdzone najokrutniejszą torturą, jaką można dziecku zgotować. Francja rozpoczęła prace nad poprawieniem ustawy i zwiększeniem praw par jednopłciowych. Należy wziąć przykład z kraju, który się potknął i wpadł w dołek, zamiast samemu w identyczny dół wpadać.

Iwona: Poza tym „klimatu społecznego” tak naprawdę nie da się do końca zbadać. Bo jak? Bazować na ankietach? Na wypowiedziach przechodniów? Na rozmowach z politykami? Zawsze będzie część na nie, a część na tak, a jedyna rzecz, którą możemy zrobić, to normalnie, otwarcie żyć. Większość Polaków myśli, że nie miała styczności z osobami homoseksualnymi, bo mało kto mówi o tym otwarcie. Tak naprawdę uważam, że nie ma osoby w Polsce, która nie zetknęła się z osobą homoseksualną, tylko może być tego zwyczajnie nieświadoma.

Co byście powiedziały innym parom jednopłciowym wychowującym dzieci?

Justyna: Innym parom możemy doradzić tylko jedno: wyjdźcie z szafy. Nie wstydźcie się. Jeśli pokażecie, że się wstydzicie, inni odbiorą to jako słuszne i stwierdzą, że skoro się wstydzicie, to jest się czego wstydzić. Pokażcie się, żeby ludzie przestali myśleć, że jest nas tak mało. Przecież się mylą. Niech zobaczą, że żyjemy wśród nich i że nasze rodziny mają się dobrze. Im więcej z nas zacznie uświadamiać społeczeństwo, tym lepszą przyszłość wspólnie przygotujemy naszym dzieciom.

Iwona: Na pewno chciałybyśmy powiedzieć tęczowym rodzinom i całemu tęczowemu społeczeństwu, że nikt z nas nie jest sam, że nikt z nas nie powinien się bać. Zacytuję wielkiego artystę: „ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie nigdy dzięki nim”. Coming out wyzwala człowieka ze strachu – to niesamowite uczucie, o którym bałam się nawet śnić. Teraz czuję się wolna. I cieszę się, że jeszcze mamy coś do zrobienia na tym świecie. Padło na nas, więc idziemy razem tą drogą i będziemy się wspierać w każdym działaniu, a największe, co możemy zrobić, to normalnie żyć. Trudniej jest dzień przeżyć, niż napisać księgę, więc chcemy się skupić na naszej codzienności i uczynić ją lepszą, bo na to mamy wpływ. Na polityków czy prawo wpływ ma społeczeństwo i tu koło się zamyka. Tutaj zacytuję moją ukochaną: „społeczeństwo jest bardziej dojrzałe niż politycy czy prawo”. Żyjmy więc otwarcie, żyjmy normalnie i nie mówmy, że nic nie da się zrobić.

Justyna i Iwona w „Pytaniu na śniadanie”.

Wywiad pierwotnie ukazał się na blogu trzyczesciowygarnitur.blogspot.com. Dziękujemy za zgodę na przedruk!
Ewa Tomaszewicz Autor: Ewa Tomaszewicz rocznik '77, założycielka Współtwórczyni kabaretu Barbie Girls. Dziennikarka. Niezrzeszona, wspiera tych, których lubi. Muzyka: (polityczny) folk (kobiecy), prasa: tylko w internecie, książki: oprócz Winterson czeka na Rawińską, marzenie: Michigan Womyn's Music Festival, wyznanie: SEO.



PODZIEL SIĘ
KOMENTARZE (27)
Komentuj Komentuj HEJT STOP!
Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Imago (?) 18.07.2016 7:23
artykuł ku pokrzepieniu serduszek-idealny dla mało wymagających i myślących, że wystarczy tylko być...

tyle lat było serwowane nam, że wystarczy wyjechać do UE i po sprawie... ten artykuł jest nie na miejscu-mamy sytuację mało korzystną... jakoś nie widzę, by dwie Panie załapały się na 500+... samotna Pani z dzieckiem i jakaś obca kobieta...

jedyne czego nam potrzeba to radzić sobie w życiu... szkoda tylko, że bez pomocy organów, które mają obowiązek wywiązywać się z pomocy innym...
vito212121 (?) 30.07.2012 21:18
bardzo fajne babki-)
taka_jaka (25) Łódź 27.07.2012 1:09
Nie zmienimy od razu mentalności ludzi ani tego, że dzieci bywają okrutne. Natomiast nie zmienimy też tego,że takie rodziny już są, a nie kiedyś tam będą jak my się na to zgodzimy. I takie rodziny i dzieci wychowujące się w tych rodzinach już teraz powinni być chronieni prawem, a nie "dopiero jak społeczeństwo przywyknie". To właśnie w obecnym systemie, z przyczyny braku odpowiednich regulacji prawnych te dzieci są najbardziej narażone, a nie z przyczyny posiadania homoseksualnych rodziców. Ludzi wszystkich nie zmienisz, i tak zawsze uchowa się choćby jeden homofob, który sprawi przykrość tym dzieciom. Ja np. choć rodziców mam hetero obrywałam w szkole za to, że mój tata jest arabem (czyli, idąc rozumowaniem niektórych, moja matka nie powinna mieć z nim dzieci, żeby ich potem nie przezywali w szkole) , a moja koleżanka za to, że jest gruba, tak to działa. Natomiast ludzie, którzy odważą się walić homofobiczne komentarze w kierunku dziecka, muszą wiedzieć, że uderzają w coś co jest całkowicie legalne i chronione prawnie, co też odbiera wszelkie argumenty i ukazuje bezpodstawne i podłe oblicze takiego rzezimieszka.Dlatego zamiast skupiać się na tym czy się zgodzić czy nie (jakby na prawdę od tego zależało czy te rodziny na prawdę będą istnieć) należy się skupić na tych, które już są. Nie czekać na dojrzenie mentalności społecznej, to stanie się i tak swoją drogą, lecz na pewno dużo łatwiej i szybciej przychodzi społeczeństwu akceptacja czegoś co jest legalne. Po drugie dzieci te, które obecnie są wychowywane już przez inne pokolenie będą dużo bardziej liberalne obyczajowo, a do szkoły pójdą za jakieś 5 - 6 lat, z czego gimnazjum (potencjalnie najokrutniejsze wg. mnie pod takim względem) zaliczą za jakieś 11-12 a to sporo czasu, podczas którego z pewnością wiele się zmieni przynajmniej w świadomości społecznej. Pamiętacie gdzie był polski ruch LGBT 10 lat temu? jak wielu miał zwolenników? a teraz, kiedy parady liczą kilka tysięcy osób? przepaść. Nie przekonuje mnie też argument o niezastąpionym wpływie na życie dziecka konieczność obecność matki i ojca, jakieś wzorce, dyrdymały. Osoby samotne, rozbite rodziny też nie spełniają tego wymogu natomiast mają prawo do adopcji. Przestańmy więc pieprzyć te pierdoły zasłyszane w telewizji i sami wzajemnie się tłamsić. Walczmy o prawa do adopcji dla par jednopłciowych!
taka_jaka (25) Łódź 27.07.2012 1:05
Nie zmienimy od razu mentalności ludzi ani tego, że dzieci bywają okrutne. Natomiast nie zmienimy też takie rodziny już są, a nie kiedyś tam będą jak my się na to zgodzimy. I takie rodziny i dzieci wychowujące się w tych rodzinach już teraz powinni być chronieni prawem, a nie "dopiero jak społeczeństwo przywyknie". To właśnie w obecnym systemie, z przyczyny braku odpowiednich regulacji prawnych te dzieci są najbardziej narażone, a nie z przyczyny posiadania homoseksualnych rodziców. Ludzi wszystkich nie zmienisz, i tak zawsze uchowa się choćby jeden homofob, który sprawi przykrość tym dzieciom. Ja np. choć rodziców mam hetero obrywałam w szkole za to, że mój tata jest arabem (czyli idąc rozumowaniem nie których moja matka nie powinna mieć z nim dzieci, żeby ich potem nie przezywali w szkole) , a moja koleżanka za to, że jest gruba i tak to działa. Natomiast ludzie, którzy odważą się walić homofobiczne komentarze w kierunku dziecka, muszą wiedzieć, że uderzają w coś co jest całkowicie legalne i chronione prawnie, co też odbiera wszelkie argumenty i ukazuje bezpodstawne i podłe oblicze takiego rzezimieszka.Dlatego zamiast skupiać się na tym czy się zgodzić czy nie (jakby na prawdę od tego zależało czy te rodziny na prawdę będą istnieć) należy się skupić na tych, które już są. Nie czekać na dojrzenie mentalności społecznej, to stanie się i tak swoją drogą, lecz na pewno dużo łatwiej i szybciej przychodzi społeczeństwu akceptacja czegoś co jest legalne. Po drugie dzieci te, które obecnie są wychowywane już przez inne pokolenie będą dużo bardziej liberalne obyczajowo, a do szkoły pójdą za jakieś 5 - 6 lat, z czego gimnazjum (potencjalnie najokrutniejsze wg. mnie pod takim względem) zaliczą za jakieś 11-12 a to sporo czasu, podczas którego z pewnością wiele się zmieni przynajmniej w świadomości społecznej. Pamiętacie gdzie był polski ruch LGBT 10 lat temu? jak wielu miał zwolenników? a teraz, kiedy parady liczą kilka tysięcy osób? przepaść. Nie przekonuje mnie też argument o niezastąpionym wpływie na życie dziecka konieczność obecność matki i ojca, jakieś wzorce, dyrdymały. Osoby samotne, rozbite rodziny też nie spełniają tego wzorca natomiast mają prawo do adopcji. Przestańmy więc pieprzyć te pierdoły zasłyszane w telewizji i sami wzajemnie się tłamsić. Walczmy o prawa do adopcji dla par jednopłciowych!
android (?) 23.07.2012 23:41
Mówicie że dzieci nie bywają okrutne, chodziliście kiedyś do przedszkola, podstawówki czy od razu wskoczyliście do liceum czy na studia? ja chodziłem; do przedszkola w dużym mieście do podstawówki na wsi i wiem ze dzieci bywają okrutne, i raczej wiele się nie zmieniło, moja siostra uczy dzieci i słucha opowieści jak to fajnie jest w szkole, nauczyciele tez nie są świeci, to w końcu tez ludzie, takie mówienie," co ty wygadujesz, przecież W MOJEJ szkole, MOI znajomi< MOI nauczyciele... sami byście czasem zerknęli dalej niż czubek własnego nosa. Co do adopcji dzieci przez rodziny homoseksualne jestem jak najbardziej za, nie uważam ze wszystkie pary homoseksualne myśląc o dziecku kierują się egoizmem ale zgadam się z @maciuu że polskie społeczeństwo nie jest na to jeszcze gotowe. Oczywiście szlak mnie trafia jak słysze ze dziecko po śmierci jednego rodzica homo trafia do dalszej rodziny czy domu dziecka "dla jego dobra", to moim zdaniem powinno być uregulowane, jeśli jest wiadome ze dziecko pochodziło z takiego związku to powinny istnieć prawne zapisy umożliwiające biologicznie nie związanemu drugiemu rodzicowi adopcje dziecka. Co do ujawniania się par z dzieckiem, nie namawiał by wszystkich do ujawniania się żeby pokazać jak nas dużo, jeśli ktoś przeanalizuje sytuacje swoją dziecka, otoczenia, jeśli uzna ze może to zrobić bez szkody dla nikogo, chce to zrobić i jest to dla niego ważne; wtedy powinien to zrobić w innym przypadku nie.
tyle; dużo i chaotycznie ale irytujecie mnie ludzie, jak juz napisałem zerknijcie czasem troche dalej niz czubek własnego nosa, dobranoc.
Piotr (?) 22.07.2012 22:12
Uważam,że adopcja przez pary homoseksualne powinna być możliwa jedynie w przypadku najbliższej rodziny-jeśli rodzice biologiczny nie żyją(lub jedno z nich) lub tracą prawa rodzicielskie a dziadkowie nie są w stanie zaopiekować się takim dzieckiem.Myślę,że lepiej by dzieci były adoptowane przez znane im przez koligacje rodzinne pary homo niż zupełnie obcą parę hetero.W innych przypadkach pierwszeństwo wg mnie powinny mieć pary hetero.
zaczekaj (?) 22.07.2012 22:10
Ale śliczna okładka :))
Zazdroszczę tej parze :)
Wyglądają ślicznie razem :)
mmm marzenie :))
maciuu (?) 22.07.2012 20:40
Dziecka nie da się uchronić od zła, ale nie można zadawać mu dodatkowego bólu związanego z sytuacją w domu... wczoraj nawet widziałem program w którym dwie kobiety wychowywały dziecko, dzieciak odreagowywał to co się dzieje w domu na innych bił, kradł, poniżał, rozmowy i wizyty u psychologa nic nie dały... chlopak nie radził sobie z towarzystwem ktore go odrzucilo właśnie z tego powodu i wyładowywal flustrację na słabszych :/. co do mojej szkoły była mega :) nauczyciele byli zajebisci wrecz wyjątkowi :) ale wiem że nauczyciel tez czlowiek i nie wolno go idealizowac bo idealny nie bedzie i jezeli jest nie tolerancyjny to myslisz ze w szkole nagle stanie sie załozycielem np. ruchu lgbt ? Towarystwo tez mam zajebiste i nie raz zajmowalem sie z bylym dzieckiem mojej siostry, ludzie w polsceboja sie tego czego nie znaja moze najpierw powinni nas poznac i nasza kulture a zroby to z czasem, wezmy na przyklad Danie kraj który dawno wszystko zalegalizował w centrum kopenhagi co roku widze tylko moze z 3-4 gejow trzymajacych sie za reke a dziecka z dwoma ojcami zczy z matkami nigdy nie widzialem a i z tolerancja w tym kraju tez nie jest rozowo :) wszystko co piszecie jest takie idealne az szok ze zyjecie tyle lat a dalej patrzycie na zycie przez rozowe okulary :/ troszke realizmu :)
a marcelq- nie z biologi a psychologii bo wcale tego na biologie nie zwalam :) tak zwany instynkt. dalej nie uzyskalem od ciebie potwierdzenia ze zwiazek m&m moze przetrwac wiecej niz 10 lat, ja wsrod par hetero mam tego na peczki w srod swoich znajomych,rodziny. A co do wiernosci o ile sie nie myle facet zapytany dlaczego twoj zwiazek sie rozpadl ? nie odpowiada bo sie nie dogadywalismy tylko zdradzil. uprzedzam odpowiedz marcelq moj zwiazek sie rozpadl bo facet zginął :(
marcelq (30) Częstochowa 22.07.2012 20:12
Maciuu, pewnie, że facet to łowca, ale niewierność trudno zrzucić na samą biologię - nie jesteśmy bezwolnymi zwierzętami. Co do związków trwających dłużej niż 10 lat to trudno mi się wypowiedzieć z racji mojego wieku, bo w wieku 16 lat niezbyt interesowałem się związkami. :) Niemniej wśród moich heteroseksualnych znajomych również nie jest to aż tak częste w chwili obecnej. Natomiast to, co od dziecka możesz usłyszeć, to i tak niezbyt od Ciebie zależy - wszystko może mu się nie spodobać i za wszystko może Cię znienawidzić. Poza tym jeśli będzie czuło Twoją miłość i wsparcie, gdy nigdzie go nie dostaje, to wiesz, dziecko też człowiek, swój rozum ma i wie, że to nie Twoja wina, że inni nie są tolerancyjni. Mam wrażenie, że chciałbyś dziecko uchronić od wszelkiego zła, ale tak się nie da. Możesz go co najwyżej nie mieć, ale to żadna ochrona...
frozen (?) 22.07.2012 16:26
Artykuł jest bardzo ciepły i przeuroczy, ale zupełnie się z nim nie zgadzam. Adopcja i wychowywanie dzieci przez pary homoseksualne nie powinno być w naszym kraju dozwolone. Ze względu na dobro dzieci - i w tym częściowo zgadzam się z maciuu.
Takie działania zaprowadzą nas do kolejnych absurdów i problemów społecznych, z którymi na innych polach borykają się kraje zachodnie. Mechanizm jest taki sam. Środowisku LGBT jest niestety bardzo agresywne w swej ekspansji. Dlaczego nie chcą być uważani za normalnych? Dlaczego koniecznie chcą się wyróżnić? To przecież prowokacja, a każda prowokacja przynosi bardziej skrajne reakcje niż tak naprawdę siedzą wewnątrz ludzi.

Jestem na nie. Skoro jest niż i kryzys wiary i rodziny, to trzeba to naprawiać, a nie burzyć jeszcze bardziej,pozwalając homoseksualistom na adopcję dzieci.
Zapisz Zapisz stronę Magazyn+ Magazyn Pełny ekran Pełny ekran
Brak dzieci w ustawach to błąd Okładka tygodnika "Newsweek" z Justyną, Iwoną i Jasiem (Fot. newsweek.pl)
REKLAMA

© 1996-2016 Prawa autorskie zastrzeżone, ISSN 2299-9019
666
Bądź queer na facebooku